from here to reality

Do przeczytania

piątek, 06 stycznia 2012

Witam w dziewiątej edycji czytelniczych polecanek. Zebrane tutaj materiały obejmują okres od początku grudnia do początku stycznia. W związku z obsuwą, z której tłumaczyłem się w poprzedniej edycji, przerwa między kolejnymi polecankami jest relatywnie krótka. Ufam, że wkrótce polecanki znów staną się comiesięczną imprezą.  

Nauka / racjonalizm / sceptycyzm

Całun Turyński, solidny kawałek płótna, któremu w niektórych kręgach przypisuje się nadnaturalne pochodzenie, jest jak zombie. Co jakiś czas wraca z grobu, do którego składają go naukowcy (a to datowanie radiowęglowe, a to kontekst historyczny, a to przyznanie się do fałszerstwa). Oto kolejna nieudana próba wskrzeszenia Całunu. Oh, the irony. 

Omówienie artykułu z Physics Today, traktującego o podobieństwach między teorią antropogenicznych zmian klimatu a heliocentryzmem. 

O legendarnym yeti, himalajskim człowieku śniegu, słyszał chyba każdy. Ogromny, gęsto owłosiony humanoid, pozostawiający ślady, niejasne wspomnienia himalaistów i mocno podejrzane dowody rzeczowe (odchody, palce, skalp). Dominującą hipotezą wydaje się być ta, że mamy tutaj do czynienia z reliktową populacją gigantopiteka. Yeti najprawdopodobniej nie istnieje, podobnie jak jego północnoamerykański kuzyn (Wielka Stopa / Sasquatch), ale nawet gdyby istniało, raczej nie mogłoby być gigantopitekiem, jak się często w kryptozoologicznych kręgach twierdzi. 

Na koniec kapitalny artykuł z Playboya (sic!) poświęcony Neilowi deGrasse Tysonowi. Absolutnie nietuzinkowa postać, świetny mówca i popularyzator nauki. Po Internecie krąży mnóstwo nagrań jego wykładów i prezentacji, ja ze swej strony polecę dwa. Ten z TAM6: 



I rozmowę ze Stephenem Colbertem:



Sit down and enjoy the show.

Ekonomia / gospodarka / Krzysztof Rybiński

Zaczynamy od tematu, który wcześniej w zasadzie dla mnie nie istniał, mianowicie do wyboru publicznego pomiędzy bezpośrednimi transferami, a ulgami podatkowymi. Obydwa instrumenty nie tylko nie są ekwiwalentne pod względem kosztów budżetowych, ale są też zupełnie inaczej postrzegane przez beneficjentów. Ulg podatkowych często po prostu nie widać. Co więcej, wybór między bezpośrednim (transfer) a pośrednim (instrument podatkowy) wsparciem bywa często także wyborem sposobu dostarczania dóbr i usług. Rozpatrzmy np. odpisywanie od podatku dochodowego odsetek od kredytów zaciąganych na opłacenie studiów (mechanizm rynkowy) w kontraście do darmowych studiów finansowanych z podatków (dobro publiczne). 

Efekt? Beneficjenci publicznego wsparcia często nie zdają sobie sprawy z tego, że dostają pieniądze od państwa. Od czego zacząć? Może od tego tekstu, a potem szukać dalej. Tematowi "ukrytego państwa" poświęcono zresztą przynajmniej jedną książkę, która ponoć jest warta przeczytania. Szalenie ciekawy temat, chciałbym coś jeszcze kiedyś na ten temat napisać.

Jedno ze słów, które w ostatnich miesiącach zrobiło wielką karierę, to "bankructwo", używane w odniesieniu do państw, zwłaszcza niektórych europejskich. Należy tutaj ustalić jedną rzecz - państwa nie bankrutują w taki sposób, jak przedsiębiorstwa. Nie oznacza ono wyczerpania zasobów, za pomocą których byłyby spłacane zobowiązania. Nie oznacza też pojawienia się komornika i utraty suwerenności, aczkolwiek znane są wyjątki. Bankructwo państwa jest pewną decyzją polityczną, efektem wyważenia siły obywateli, nie godzących się na spłacanie długu w pełnym wymiarze, i (zagranicznych) wierzycieli, trzymających się swoich wierzytelności.

W tym kontekście pojawia się analiza ekonomistów Moody's dotycząca możliwości kontrolowania długu, mierzonej przez fiscal space (po polsku to będzie, hm, bufor fiskalny). Bufor fiskalny to różnica między bieżącym poziomem długu, a takim poziomem, jaki oznaczać będzie bankructwo, jeżeli nie zostaną podjęte kroki bardziej drastyczne od tych, jakie kiedykolwiek w danym kraju wykonano.  Okazuje się, że kilka państw nie ma już żadnego bufora i spaceruje "na ostrzu noża". Państwa to, surprise surprise, Grecja, Portugalia, Włochy, Irlandia i Japonia. Technicznie rzecz biorąc, mamy w tym gronie od jednego do trzech bankrutów i kraj, który na obsługę długu wydaje więcej niż zbiera z podatków. Należy przy tym zauważyć, że wynikanie nie zachodzi w drugą stronę - kraj, który nie ma bufora fiskalnego, nie musi koniecznie zbankrutować. Brak bufora oznacza sytuację, z której można wyjść, ale tylko przy użyciu nadzwyczajnych środków. 

Arcyciekawy raport EBOIR o trudnym wychodzeniu z kryzysu w byłych krajach bloku wschodniego i dawnych państwach ZSRR, od Armenii po Uzbekistan i od Słowenii po Rosję. Zreprodukuję jedną tabelę z niego:

Exposure to eurozone

Be afraid, be very afraid.

Małe interludium - krótki tekst o tym, dlaczego porównywanie statystyk między państwami bez sprawdzenia, czy są kompatybilne, może prowadzić do błędnych wniosków. Na przykładzie usamochodowienia USA i Niemiec.  

Blog finansowy Wall Street Journal przyjrzał się finansom Rona Paula, (paleo)libertariańskiego kandydata w wyborach prezydenckich w Stanach. Okazuje się, że Paul - jako jedyny z zasiadających w Izbie Reprezentantów - ma dość niekonwencjonalny portfel aktywów. Pozostali inwestują w sposób zrównoważony, trochę nieruchomości, trochę akcji, trochę obligacji i trochę gotówki. Paul ma zero w "typowych" akcjach i obligacjach, a prawie wszystko w nieruchomościach i akcjach kopalni złota i srebra. Jeden z analityków tak scharakteryzował takie portfolio: an extreme bet on economic catastrophe (...) half-step away from a cellar-full of canned goods and nine-millimeter rounds. Dziwnym nie jest, Ron Paul jest jednym z proroków hiperinflacji. 

Na zakończenie tej sekcji mocno pesymistyczne spojrzenie na Włochy, nie bez racji uznawane za największy problem strefy euro. Dlaczego pesymistyczne? Cóż, dodajmy do siebie: prawdopodobne obniżenie ratingów, problemy z utrzymaniem długu w ryzach, starzenie się społeczeństwa, zerowy wzrost gospodarczy w ostatniej dekadzie, systematyczny spadek konkurencyjności, beznadzieja w eksporcie. 

W nawiązaniu do poprzedniej notki informuję również, że eurozona zmierza w stronę recesji. Na potwierdzenie tego wpis z FT Alphaville o załamaniu akcji kredytowej w strefie euro. 

Polityka / inne

Dla osób ciekawych tego, co dzieje się na Węgrzech i dlaczego Budapesztu w Warszawie może życzyć sobie tylko urbanista albo inny architekt, dwa obszerne omówienia zmian prawnych i politycznych, jakie zaszły tam od ostatnich wyborów (1, 2). Mnie to zdziebko przeraża.

Esej z NY Review of Books na temat współczesnego reakcjonizmu i jego dwóch wariantów: odkupieńczego (redemptive) i uzdrawiającego (restorative). Ten drugi pragnie powrotu do ancien regime, do wyidealizowanej przeszłości, dawnych stosunków społecznych, praw i instytucji. Ten pierwszy wariant akceptuje nadejście nowego porządku i niemożność powrotu do przeszłości. Szansy na odwrócenie i odkupienie reakcjoniści tego rodzaju upatrują w kolejnej rewolucji, która zniszczy aktualny porządek i stworzy warunki dla nowego Złotego Wieku. 

CSI : Missisipi czyli studium przypadku na temat nadużyć w zeznaniach ekspertów sądowych, konkretniej, pewnego patologa, który co roku wykonuje 1,5 tysiąca (sic!) autopsji. 

Podsumowanie podsumowań

Na zakończenie - wybrane podsumowania roku 2011:

  • Rok w wykresach (wersja z Washington Post i z The Atlantic oraz The Economist)
  • Rok w obrazach, czyli trzy wpisy ze znakomitego fotobloga The Big Picture: 1, 2, 3
  • Rok brudnej energii w oczach redaktorów DeSmogBlog: 1, 2.
  • Pięć rozwikłanych w 2011 zagadek, przedstawia Center For Inquiry. 
  • Szesnaście odkryć naukowych 2011 roku, przedstawia io9. 
  • Skeptico wręcza po raz trzeci Golden Woos.
  • Ostatni w 2011 r. odcinek "The Skeptics' Guide to the Universe", poświęcony wydarzeniom mijającego roku i, przy okazji, funkcjonowaniu ich obwoźnej ferajny. 
wtorek, 27 grudnia 2011

Deklaracja "zaniedbałem bloga" powoli staje się tutaj świecką tradycją. Coraz częściej zdarzają się takie miesiące, kiedy nie piszę nic, bo nie chce mi się, nie mam weny, wolnego czasu albo przekonania do blogowania jako takiego. Co tym razem mam na swoje usprawiedliwienie? W listopadzie nie pisałem nic, bo bardzo pracowicie zmniejszałem PKB, de facto pracując przez dłuższy czas na dwa etaty. W grudniu znienacka złapało mnie życie i od tego czasu nie przestaje trzymać. To całkiem przyjemne uczucie, wiecie?

Tymczasem, w ramach nadrabiania blogerskich zaległości przedstawiam zaległe (październikowo-listopadowe) polecanki czytelnicze. Nadmienię również, że tym razem tak bardzo pokpiłem sprawę, że zdążyłem już prawie zebrać kolejny zestaw linków. 

Nauka / racjonalizm / sceptycyzm

Na początek nieco już zapomniana sprawa projektu BEST. Otóż, grupa badaczy mających wątpliwości co do wiarygodności oficjalnych danych na temat zmian temperatury, postanowiła samodzielnie sprawdzić, obrobić i przeanalizować dostępne dane. Wynik ich wielomiesięcznej pracy jest taki, że istnienie globalnego ocieplenia, surprise surprise, po raz kolejny potwierdzono (więcej na ten temat także u doskonaleszarego i na RealClimate). Nie będę przy tym zbyt oryginalny, jeżeli powiem, że historia BEST jest piękną lekcją ze sceptycyzmu i metody naukowej. Szkoda, że nie wszyscy ją docenili.

Pozostając w temacie klimatu i jego zmian, polecamy nowy portal wiedzy na temat zmian klimatu, uruchomiony przez Bank Światowy. Sporo danych i ich wizualizacji, w miarę wygodny interfejs. Będę tam zaglądał, choćby ze względu na wygodne mapki, ale mogłoby to wszystko ładniej wyglądać, mam wrażenie. OECD robi ładniejsze rzeczy. 

Polecanki w obszarze klimatu i pokrewnych zakończymy ciekawostką z kategorii "proste technologie w walce z globalnym ociepleniem" - oto biochar (znany także jako terra preta), odmiana węgla drzewnego, za jednym zamachem robiąca dwie rzeczy: nawożenie i sekwestrację węgla.

Dalej mamy arcyciekawy artykuł z Wyborczej, popełniony przez biologa, a dotyczący niuansów i meandrów biologii płci. Lektura obowiązkowa dla tych wszystkich, którym się wydaje, że to takie proste, jak XX i XY. Otóż nie, to trochę bardziej skomplikowane

Kojarzycie historię Betty i Barneya Hillów? To zapewne jeden z najsłynniejszych, najchętniej cytowanych i przywoływanych przypadków porwań przez kosmitów. Jeśli ktoś kiedykolwiek interesował się zagadnieniami paranormalnymi, zapewne zetknął się z nim. A są tam bodaj wszystkie charakterystyczne elementy opowieści o uprowadzeniach: UFO prześladujące samotnych podróżników, brakujący czas, wspomnienia wydobyte pod hipnozą, mali kosmici o szarej skórze i wielkich czarnych oczach, bolesne eksperymenty medyczne przeprowadzane w niewiadomym celu. Szerokim echem odbił się też szokujący dowód - pokazana Betty przez jednego z kosmitów mapa gwiazd widocznych z Zeta Reticuli (odtąd ta nazwa będzie się przewijać przez literaturę ufologiczną). A kiedy usuniemy z tej opowieści wszystko, co niewiarygodne, i wszystkie elementy mityczne, co pozostanie? Podróż całkiem niesamowita, ale nie paranormalna.  

Czajniczek Pana Russella popełnił naprawdę świetny artykuł o kryptozoologii. 

Dalej mamy coś z zupełnie innej baczki, czyli 10 powodów, dla których mózg nie jest jak komputer. Czteroletni staroć, którego drogi do tego zestawienia nie jestem w stanie odtworzyć. Tak czy owak, szalenie ciekawa lektura. Dość rzadko trafiają mi się teksty z tej dziedziny. Za rzadko. 

O imprezach ospowych, na których dzieci rodziców sprzeciwiających się szczepieniom mogą w sposób naturalny zarazić się różnymi chorobami wieku dziecięcego i w ten sposób nabyć naturalną odporność, większość czytelników pewnie słyszała. To samo w sobie stanowi być może najgłupszą formę aktywizmu uprawianego przez ruch antyszczepionkowy, ale ostatnio na dnie daje się słyszeć pukanie od spodu. Pojawiły się korespondencyjne imprezki z ospą! Ludzka głupota nie zna granic. 

W dzisiejszym menu znajdziemy również długaśny artykuł (uwaga - pdf) o 9/11 Truth Movement i jego miejscu na drzewie filogenetycznym teorii spiskowych. 

Na nieocenionym io9 jakiś czas temu pojawić się szalenie interesujący artykuł o inteligencji ośmiornic. Wielkie to szczęście, że ośmiornice żyją sobie w morzu i nie próbują wychodzić na ląd. Oh, wait

Orac, przesadnie gadatliwy onkolog i sceptyk, w swoim stylu recenzuje "The Greater Good", film dokumentalny o szczepieniach , i nie pozostawia na nim suchej nitki.

Ekonomia / Gospodarka / Krzysztof Rybiński 

Od jakiegoś czasu piszę tutaj w zasadzie tylko o kryzysie, ale myślę, że mogę tutaj liczyć na odrobinę zrozumienia. Takie mamy czasy, mocno niespokojne, a ja już się założyłem z kolegą o flaszkę wódki, że do 31.12.2012 zostanie w Niemczech ogłoszone przywrócenie dojczmarki. 

Studenci ekonomii dość szybko poznają tzw. stylizowane fakty, czyli ogólne i w miarę uniwersalne prawidłowości dotyczące zachowania gospodarki. Jednym ze zbiorów takich faktów jest ten przedstawiony w 1957 przez Nicholasa Kaldora. Okazuje się tymczasem, że jeden z nich najwyraźniej przestaje być faktem. 

Jeden, jedyny w tym odcinku tekst z ekonomii środowiska i surowców naturalnych to ten z Econbrowsera na temat produkcji ropy naftowej w poszczególnych regionach USA. Pod pewnymi warunkami daje się go całkiem nieźle uogólnić na cały świat. 

Znacie ten dowcip? Ekonomista przeczytał 21 książek o obecnym kryzysie i dalej nie wie, jakie były jego przyczyny. Dowcip zostanie wytłumaczony w następnej części czytelniczych polecanek, tutaj miał jedynie ilustrować to, że zbiór faktów na temat kryzysu, z którymi wszyscy by się zgadzali, jest zaskakująco mały, o ile w ogóle nie jest zbiorem pustym. Przykładowo - kto udzielał złych kredytów, prywatne banki czy państwowe przedsiębiorstwa (Fannie Mae i Freddie Mac)? Obwinianie o to Phony Mae i Fraudy Mac (jak przezwano te firmy) jest dość popularne, ale całkowicie niesłuszne. Wyczerpującą rozwałkę tego mitu znajdziecie tutaj

Prawie do końca pozostaniemy w temacie kryzysu (kryzysów). Dla fanów infografik mamy wielgachny schemat obrazujący wzrost wielkich amerykańskich banków przez fuzje i przejęcia. Kto na to pozwolił? 

Cofniemy się też do 2009 r., żeby polecić dwa teksty, które w ogóle nie straciły swojej aktualności. Po pierwsze, długi (ale wart każdej poświęconej mu minuty) artykuł Simona Johnsona z The Atlantic, poświęcony amerykańskiej oligarchii. Johnson, nawiasem mówiąc, jest współautorem fascynujących papierów na temat determinant rozwoju (np. tego o długookresowych konsekwencjach różnych "stylów" kolonializmu). Tytuł wspomnianego artykułu - "The Quiet Coup" - mówi sam za siebie. Polecam oczywiście całość, ale pozwolę sobie wkleić dwie kluczowe w mojej opinii obserwacje. 

In its depth and suddenness, the U.S. economic and financial crisis is shockingly reminiscent of moments we have recently seen in emerging markets (and only in emerging markets): South Korea (1997), Malaysia (1998), Russia and Argentina (time and again). In each of those cases, global investors, afraid that the country or its financial sector wouldn’t be able to pay off mountainous debt, suddenly stopped lending. And in each case, that fear became self-fulfilling, as banks that couldn’t roll over their debt did, in fact, become unable to pay. This is precisely what drove Lehman Brothers into bankruptcy on September 15, causing all sources of funding to the U.S. financial sector to dry up overnight. Just as in emerging-market crises, the weakness in the banking system has quickly rippled out into the rest of the economy, causing a severe economic contraction and hardship for millions of people.

But there’s a deeper and more disturbing similarity: elite business interests—financiers, in the case of the U.S.—played a central role in creating the crisis, making ever-larger gambles, with the implicit backing of the government, until the inevitable collapse. More alarming, they are now using their influence to prevent precisely the sorts of reforms that are needed, and fast, to pull the economy out of its nosedive. The government seems helpless, or unwilling, to act against them.

I jeszcze: 

Of course, the U.S. is unique. And just as we have the world’s most advanced economy, military, and technology, we also have its most advanced oligarchy.

In a primitive political system, power is transmitted through violence, or the threat of violence: military coups, private militias, and so on. In a less primitive system more typical of emerging markets, power is transmitted via money: bribes, kickbacks, and offshore bank accounts. Although lobbying and campaign contributions certainly play major roles in the American political system, old-fashioned corruption—envelopes stuffed with $100 bills—is probably a sideshow today, Jack Abramoff notwithstanding.

Instead, the American financial industry gained political power by amassing a kind of cultural capital—a belief system. Once, perhaps, what was good for General Motors was good for the country. Over the past decade, the attitude took hold that what was good for Wall Street was good for the country.

Po drugie, przemówienie (uwaga - pdf) Thomasa Hoeniga, szefa FED z Kansas City dotyczące idei too big to fail, tj. przekonania, że pewnym instytucjom nie wolno pozwolić upaść, bo wywołałoby to niemożliwe do przewidzenia konsekwencje dla całej gospodarki. Dlaczego takie instytucje w ogóle istnieją, to temat na zupełnie inną dyskusję, ale Hoenig ładnie pokazuje, że narzędzia niezbędne do poradzenia sobie z tym problemem już istnieją.  

Ten rozdział zakończę wiadomościami z całkiem innego świata. Po pierwsze, szokujący rządowy raport sprzed 11 lat, którego autorzy zastanawiali się, jakie będą konsekwencje spłacenia amerykańskiego długu dla światowej gospodarki. A było to przed pęknięciem bańki internetowej, przed głębokimi cięciami podatków wprowadzonymi przez administrację Busha juniora, przed dwiema szalenie kosztownymi wojnami i przed najgłębszą od lat 30-tych recesją. Po drugie, polecam fascynującą kolekcję artykułów na temat przyszłości ekonomii, courtesy of National Science Foundation. 

Inne pierdoły 

Na zakończenie dwa całkiem różne teksty. Po pierwsze, bardzo zabawna kolekcja cytatów z ludzi, którzy nie wierzą w istnienie lesbijek. Serio serio. Po drugie, miał być nieco przydługi esej na temat atrakcyjności instytucji małżeństwa we współczesnym świecie, ale Guardian zrobił mi psikus i będzie tylko fragment. Na szczęście czytelnik arturjac dostarczył pełną wersję, za co dziękuję. 

PS. Jeśli obiecałem komuś notkę na jakiś temat, niech się odezwie. Mam akurat urlop i sporo wolnego czasu. 

wtorek, 13 września 2011

Witam wszystkich trzech czytelników tego bloga w szóstej części co-[tu wstawić interwał, który stawia mnie jako blogera w pozytywnym świetle] czytelniczych polecanek. Ponieważ poprzednia część pojawiła się z dużym opóźnieniem, nie było sensu odwlekać kolejnej. Plus - materiały z oceanu informacji mogłem sobie wybierać wiadrami. Dziś mamy dwunasty września, dwa dni po dziesiątej rocznicy zamachu na WTC i trzy dni po siedemnastej miesięcznicy polskiego WTC, a ja jestem asmoeth i bloguję od prawie trzech lat. 

Sceptycyzm / racjonalizm / nauka 

Jako pierwszy polecę artykuł z nieocenionego You Are Not So Smart, dziś o tym, jak bardzo nie lubimy przykładać do innych takiej samej miary, jak do nas samych. Jak łatwo nam założyć, że o innych wiemy więcej niż oni o nas, a nawet niż oni o sobie samych. Na uwagę zasługuje też długawa opowieść o toczącej się w zasadzie o nic brutalnej rywalizacji dwóch plemion złożonych z dwunastolatków i jedenastolatków. Frapująca i wysadzająca mózg w powietrze lektura. 

Na drugie danie trochę klimatolologicznej strawy. W czasie, gdy w Czarnogórze na zmianę balowałem i drżałem ze strachu o swoje życie, pojawił się nowy Climate Denial Crook of the Week. Zaczyna się ping-pongiem pomiędzy nieprawdopodobnymi wręcz przykładami zaklinania rzeczywistości, a twardą rzeczywistością, a potem jest jeszcze lepiej. W tym samym duchu mamy piękny post Tamino o trendach temperatury. Do sztambucha wszystkim tym, którzy twierdzą, że globalne ocieplenie się zatrzymało. 

Nie zostawiając jeszcze kwestii zmian klimatu i całej reszty powiązanych, wychodzimy ze świata cyferek, symboli, modeli i zdradzieckich komputerów. Na io9 trochę o tym, co pokazał huragan / burza tropikalna Irena i dlaczego ludzie tym razem zdali egzamin z zarządzania kryzysowego. 

Tu i ówdzie można spotkać twierdzenia, jakoby establishment naukowy prześladował małe grupki powstańców (proszę nie wypuszczać psów bez kagańców) dokładnie w taki sam sposób, w jaki prześladowano w XVII wieku Galileusza. W tej analogii establishment naukowy jest Kościołem katolickim, w rolę spalonego na stosie skazanego Galileusza wcielają się zaś kreacjoniści, denialiści dowolnego sortu, ideolodzy alternatywnej medycyny, ufolodzy, miłośnicy placków, przedstawiciele dowolnej innej grupy, która czerpie radość z przekonania o własnej szlachetnej niekonwencjonalności. No więc troszkę o tym napisano w NYT przy okazji wystąpienia jednego z poważniejszych kandydatów do prezydentury ze strony Republikanów. I jeszcze cytat skądinąd, który sobie przypomniałem, autor nieznany:  

Galileo was a man of science oppressed by the irrational and superstitious. Today, he is used by the irrational and the superstitious who say they are being oppressed by science. So 1984.

A w ogóle, to znacie tę opowieść o tym, jak to Amerykanie wydali milion dolarów na długopis piszący w kosmosie, podczas gdy Rosjanie zabrali ołówki na orbitę? Chyba trzeba będzie pożyczyć od Pogromców Mitów pieczątkę z napisem "BUSTED!".  

Ekonomia, gospodarka i Krzysztof Rybiński

Czy zauważyliście, jak często "Granice wzrostu" zawsze pojawiają się w dyskusjach jako przykład alarmizmu, szalonego ekoterroryzmu i wsteczniackiego maltuzjanizmu? Zawsze uważałem, że większa część popularnych krytyk tego raportu jest niesłuszna, niesprawiedliwa i obciążona efektem pewności wstecznej (zajebiste tłumaczenie hindsight bias, nie ma co). Ten pan też tak uważa i nawet chciało mu się o tym napisać, w przeciwieństwie do mnie. 

Pozostając w okolicach ekonomii środowiska i klimatu, przedstawiamy krótki i węzłowaty papier poświęcony wyzwaniom, jakie ekonomistom stawiają zmiany klimatu.

Znalazłem ostatnio świetny blog na temat transportu i jego ekonomiki. Tylko popatrzcie, jakie perełki można tam znaleźć. Weźmy np. wpis od którego zacząłem czytanie. Kapitalna rzecz, z przemawiającym do wyobraźni i bardzo mi pasującym przejściem do narracji o rozproszonych kosztach i skoncentrowanych zyskach. Albo ten o kosztach generowanych przez amerykańską sieć autostrad międzystanowych. 

Pozostając w temacie, krótka opowieść o rozryciu St. Louis przez autostradę. Niby nic nowego i nic odkrywczego, ale miło jest czasem osadzić rzeczy znane w konkretnym kontekście. 

A tymczasem, na znanym i lubianym blogu Mike'a Konczala zapanowało #pięknoidobro, mam tu na myśli przede wszystkim okolicznościową (dlaczego, o tym za chwilę) notkę - a w zasadzie popularnonaukowy esej - o płacy minimalnej. A must read, jeśli nie zadowala kogoś podsumowanie z angielskiej Wikipedii. Okoliczność to powołanie przez Obamę Alana Kruegera, być może największego eksperta w tej dziedzinie na świecie, na stanowisko szefa rady doradców ekonomicznych. 

Wczoraj ukazał się raport końcowy z prac brytyjskiej komisji do spraw reformy bankowości. Z ciekawszych rekomendacji mamy ścisłe rozdzielenie bankowości detalicznej od inwestycyjnej. Ani trochę to nie zaskakuje, c'nie. 

I jeszcze lista sześciu "upadłych mitów ekonomii" z Wyborczej. Ja rozumiem, że taka publicystyka po neoliberalnych pierdołach Witolda Gadomskiego może wydawać się ożywcza, ale Maciej Samcik popełnił spory błąd w założeniach. To nie są mity ekonomii, tylko (przynajmniej częściowo) mity mainstreamowej publicystyki ekonomicznej w Polsce, ew. pobożne życzenia Leszka Balcerowicza. 

Na zakończenie artykuł z The Economist o tym, jak na zapomnianej przez bogów części  Szkocji rozwija się energetyka odnawialna i powiązany z nią przemysł.

Inne pierdoły (polityka)

Ostatnią kategorię otwieramy długaśnym raportem CAP na temat islamofobii w Stanach Zjednoczonych. Jeśli ktoś chce wiedzieć, jakim sposobem w niektórych stanach władze na serio martwią się możliwością wprowadzenia szariatu w USA, powinien do tego raportu zajrzeć. 

Z okazji rocznicy zamachów z 11 września dwa kawałki. Tradycyjnie już Vanity Fair, tym razem o tym, jak łatwo można było zamachom zapobiec - w 1999 wywiadowi amerykańskiemu zaoferowano dostęp do korespondencji i telefonów Al-Kaidy i afgańskich Talibów. Dlaczego nie wzięli tego z pocałowaniem ręki? No, jakoś tak wyszło. Przewijamy taśmę do 2011 roku i w innych częściach medialnego uniwersum dziennikarz zadaje pytanie "Czy terroryści wygrali?" i odpowiada na nie twierdząco. Warto przeczytać. 

A teraz coś z zupełnie innej beczki - polemika na temat obrazu kobiet w "Grze o tron" (i kolejnych częściach sagi) George R.R. Martina: atak i obrona

A skoro już przy literaturze jesteśmy, to kol. Łukasz popełnił taką recenzję zbioru opowiadań Szczepana Twardocha, że ze śmiechu rozeszły mi się szwy, które mam od czasu, gdy piętnaście lat temu wycięto mi wyrostek robaczkowy. Prawdopodobnie najśmieszniejsza rzecz, jaką miałem przyjemność czytać w tym półroczu.

Dzisiejszą edycję polecanek czytelniczych kończymy mocnym uderzeniem w Partię Republikańską autorstwa weterana waszyngtońskich biur. Ze smaczniejszych fragmentów: 

The GOP cares solely and exclusively about its rich contributors. The party has built a whole catechism on the protection and further enrichment of America's plutocracy. Their caterwauling about deficit and debt is so much eyewash to con the public. Whatever else President Obama has accomplished (and many of his purported accomplishments are highly suspect), his $4-trillion deficit reduction package did perform the useful service of smoking out Republican hypocrisy. The GOP refused, because it could not abide so much as a one-tenth of one percent increase on the tax rates of the Walton family or the Koch brothers, much less a repeal of the carried interest rule that permits billionaire hedge fund managers to pay income tax at a lower effective rate than cops or nurses.

I to by było na tyle, do przeczytania. 

niedziela, 28 sierpnia 2011

Witam czytelników tego bloga (wszystkich pięciu) w kolejnej odsłonie czytelniczych polecanek. Mamy ostatni weekend tegorocznych wakacji, składających się z dwóch smutnych miesięcy (lipcopada i sierpdziernika), które swoją brzydotą i ogólną niefajnością rozorały serca Polaków. Ja na szczęście w tym czasie ewakuowałem się do słonecznej Czarnogóry, o czym napisałem już dwie notki. Tenże wyjazd jest zresztą główną przyczyną, dla której poniższy materiał, gromadzony przez cały lipiec i kilka dni czerwca, wrzucam dopiero teraz. Jak zwykle mamy trzy kategorie tematyczne linków: nauka i sceptycyzm, ekonomia oraz inne pierdoły. 

Sceptycyzm / racjonalizm / nauka

Zaczynamy od dwóch całkowicie odmiennych krytyk idei technologicznej osobliwości. Autorem pierwszej jest Charles Stross, facet który - o ironio - swoją twórczością zrobił całkiem sporo, żeby w ludziach rozbudzić marzenia o rapture of the nerds. Drugą wyhaczyliśmy na Overcoming Bias - ta ma ciut więcej z filozofowania niż z filozofii. 

Zapewne spora część czytelników kojarzy serię wpadek Dawkinsa i to, co w kręgach sceptyczno-racjonalistyczno-ateistycznych nazwano elevatorgate. Ponieważ sprawa jest już mocno przebrzmiała, a ja przegapiłem właściwy moment na notkę pt. "OMG, Dawkins jest uprzywilejowanym bucem [NA ŻYWO]", będzie tylko podsumowanie podsumowań. Są trzy bardzo dobre relacje z całej afery: Phila Plaita, Jennifer Ouellette i samej Rebecci Watson, od której wszystko się zaczęło. BTW, czy w sierpniu coś się zdarzyło w tej sprawie?

Dużo, dużo wypowiedzi różnych ateistów na temat przyczyn ich niewiary (pytał "New Statesman"). Warto przeczytać. 

Magazyn "Wired" o siedmiu eksperymentach, które zapewniłyby nam bezcenny wgląd w ludzką naturę. Raczej ich nie przeprowadzimy, bo są skrajnie nieetyczne. 

Mocny cios w tzw. klimatycznych sceptyków. Kontekst - topnienie arktycznej pokrywy lodowej, o której niektórzy uparcie twierdzą, że wcale się nie topi. To chyba kwestia przyzwoitości i uczciwości intelektualnej. 

Ponieważ dobrze jest znać jak najwięcej błędów w rozumowaniu, aby się ich wystrzegać, przedstawiamy błąd wyróżniania (fallacy of difference), czyli tendencję do postrzegania osób, grup społecznych lub rzeczy przez pryzmat ich specyficznych cech. Przykładowo, skądinąd wiadomo, że Adolf Hitler miał jedno jądro. Błędem będzie wyjaśnianie jego dyktatury jako próby kompensowania sobie braku jednego jądra. 

Na koniec pierwsze przymiarki do psychohistorii. Żyjemy w przyszłości, wiecie? 

Ekonomia

Dział ekonomiczny dzisiejszych polecanek czytelniczych ma dwa główne wątki i kilka pobocznych. Na początek kwestie polityki transportowej w Stanach Zjednoczonych, które pod tym względem, mówiąc eufemistycznie, nieco różnią się od innych wysoko rozwiniętych państw Zachodu.

Zaczynamy od szalenie ciekawej rozmowy z Edwardem Glaeserem, ekonomistą z Harvardu, na temat planowania przestrzennego i polityki transportowej. Dużo przykładów decyzji w obszarze różnych polityk, które faworyzują transport samochodowy i stymulują urban sprawl, z pozostawieniem kosztów zewnętrznych transportu samym sobie. Nieco po sąsiedzku NYT otwarcie pisze o prześladowaniu kierowców w Europie jako o domyślnym i preferowanym kierunku polityki. Jeśli jednak prześladujemy kierowców, to powinniśmy dać ludziom coś w zamian (i nie mam tu na myśli pseudoumowy społecznej w rodzaju "zgodzimy się na płatny wjazd do centrum, jeśli będą cztery linie metra i trzy pierścienie obwodnic"). W Stanach ta droga jest dość wyboista, jak wskazuje ten wpis. 

Kolejna kwestia to kryzys budżetowy w Stanach, zawieszony (tak, dokładnie tak) miesiąc temu przez porozumienie między administracją Obamy, a Republikanami. Porozumienie, jak czytelnicy zapewne sobie przypominają, to wypracowany w pocie czoła kompromis, który przewiduje, że redukcja deficytu i długu odbędzie się w stu procentach poprzez cięcia wydatków. Read my lips, no new taxes - powiedzieli przedstawiciele opozycji - co oznacza np. pozostawienie ulg dla firm na służbowe samoloty. Chyba, żeby (w imię równości) dowalić podatki tym, którzy są w tej chwili zbyt biedni, żeby płacić. 

W tym kontekście warto przypomnieć artykuł Josepha Stiglitza z maja b.r. na temat nierówności dochodowych w Stanach. Mocna rzecz, zaczyna się od takiego oto policzka: 

Americans have been watching protests against oppressive regimes that concentrate massive wealth in the hands of an elite few. Yet in our own democracy, 1 percent of the people take nearly a quarter of the nation’s income—an inequality even the wealthy will come to regret.

Z cyklu "pogromcy mitów" przedstawiamy papier na temat natury i przyczyn wysokiej dzietności we Francji. Z ciekawszych rzeczy - dlaczego mówienie o tym, że to zasługa "rozmnażających się jak króliki" imigrantów to bałamutne pieprzenie. 

Z obszarów bliski sercom i umysłom powoli przesuwamy się w miejsca bardziej ezoteryczne. W pewnym momencie znalazł mi się blog, a tam - szalenie interesujący wpis na temat hipotetycznego świata, w którym podstawą gospodarki jest własność intelektualna. Idea stojąca za tym eksperymentem myślowym jest prosta - wyobraźmy sobie, że żyjemy w świecie, w którym obecność replikatorów materii i praktycznie darmowych źródeł energii (tak, jak w "Star Treku") uczyniła rzadkość zasobów i dóbr pieśnią odległej przeszłości. W taki sam sposób, w jaki pełzająca rewolucja neolityczna zmieniła styl życia kromanionczyków i neandertalczyków w prymitywną ramotkę. Jak w takim świecie może istnieć gospodarka "klasyczna", podobna do naszej, z podziałem pracy, zyskiem i pieniądzem? 

Równie ezoteryczna wydaje się debata na temat odklejenia ekonomii akademickiej od tego, co w sektorze prywatnym i publicznym robią ekonomiści i różni tam praktycy. A w debacie - dużo fajnych głosów, na czele z Krugmanem i Summersem, który zresztą polecił jeden ze swoich starych papierów. Tytuł ("The Scientific Illusion in Empirical Macroeconomics") pyszny, a treść - z różnych prywatnych powodów - jeszcze pyszniejsza. 

I żeby nie było, że zamykam kawał tekstu smętnymi pierdołami w pedeefie, podrzucam taką oto wizualizację migracji w skali świata. Fajne.

Inne pierdoły... 

... czyli wszystkiego po trochu. Na pierwszy ogień dziwny odprysk postów na temat Osobliwości, czyli artykuł z Wikipedii na temat experience machine Nozicka. Kiedyś, w czasach gdy nie potrafiłem adekwatnie ocenić poziomu swojej niekompetencji, chciałem być filozofem.

Sylwetka Michelle Bachmann z "Rolling Stone" czyli rany boskie, jakie grzechy popełniliśmy, że bogowie karzą nas takimi kandydatami na stanowisko najpotężniejszej osoby na świecie? 

Vanity Fair o saudyjskim tropie w zamachach z 11 września. Frapująca lektura

Na koniec, dwa materiały dla rowerzystów (i nie tylko) - infografika na temat niedawnych zmian w prawie oraz obszerna dyskusja dotycząca wpływu kasków rowerowych na obrażenia głowy i ich skuteczności. 

Dozo. Chyba powinienem te notki pisać na bieżąco, zamiast wklejać na szybko linki i wracać do nich po miesiącu. 

piątek, 24 czerwca 2011

Witam wszystkich czytelników w czwartej odsłonie nieregularnych polecanek czytelniczych, w których uwadze wszystkich czytelników i subskrybentów polecam rzeczy nudne, przeraźliwie nudne i kompletnie niestrawne. Dziś, jak zawsze, będzie trochę rzeczy z ekonomii, trochę materiałów racjonalistyczno-sceptycznych i trochę dziwów nigdzie indzie nie sklasyfikowanych (bo mi się nie chciało).

Sceptycyzm / racjonalizm / nauka

Na początek podzielę się z czytelnikami informacją, że mam swój ulubiony blog. Nie jest to, wbrew popularnym plotkom, "Sukcesy i Porażki Watch", tylko takie tam skromne przedsięwzięcie, You Are Not So Smart. Wszystko tam jest zarąbiste, począwszy od miny gostka z fajką, a skończywszy na tematyce. Ten blog to bowiem zawieszony głęboko w osiąnięciach nauki przewodnik po wszystkich piekielnych kręgach iluzji i błędów poznawczych. Dunning Kruger? Proszę bardzo. Farmville i nierówne traktowanie strat i zysków? Tutaj. Confirmation bias? No oczywiście, z mnóstwem odnośników do literatury. I tak dalej, i te pe. Mnóstwo tekstu, mało obrazków, a każdy artykuł sprawia, że po jego przeczytaniu człowiek zastanawia się, dłaczego właściwie udaje mu się codziennie nie zginąć z powodu rozwiązanych sznurowadeł. Acha, pretekstem, dla którego postanowiłem polecić YANSS, jest świetny art o trwaniu przy fałszywych wierzeniach.

Do kategorii "Dziwne, ciekawe" powinien trafić ten oto słownik truthersów, nie mogłem jednak wsadzić go do jednego folderu z pewnym felietonem imć pana von Dehnela. Możemy w zasadzie pozostać w temacie 11 września (te teorie spiskowe to straszne ramotki, mówię wam) i zwrócić uwagę na to, co grozi nam już wkrótce. Batshit crazy, jak powiedziałby Amerykanin.

Z mrocznego świata teorii spiskowych udajemy się prosto do magicznej krainy medycyny alternatywnej, gdzie na naturalnie zdrowych ludzi czyhają toksyny, psychopaci w białych kitlach i mafia koncernów farmaceutycznych. Z psychopatami i koncernami niewiele można zrobić, poza pisaniem blogonotek i listów otwartych do Św. Mikołaja, toksyny to jednak zupełnie inna bajka. Z toksyn można się oczyścić, o czym traktuje dość zabawny artykuł w NYT.

Niestrudzeni popularyzatorzy ze Skeptical Science przygotowali ładną animację obrazującą proces powstawania konsensusu w kwestii roli człowieka w zmianach klimatu. Jest nie tylko ładna, ale też użyteczna - można sobie wyklikać każdy pejper w bazie, z której generowana jest animacja. 

Poskakawszy sobie z kwiatka na kwiatek, warto teraz przejść na poziom meta i, zamiast omawiać tematy sceptyczne, zająć się sceptycyzmem jako takim. Wyśmiewać czy edukować? Glanować czy szukać porozumienia? - to stare pytania, z którymi część czytelników zapewne zetknęła się więcej niż raz. Jak się okazuje, są jeszcze starsze niż myślałem. W 1838 myślano o tym tak:

Unhappily, however, those who have buckled on the armour against the follies of the times, have been often unwise and indiscreet in the character and spirit of their measures. Disgusted by the stupidity of the victims of delusion, and provoked by their obstinate adhesion to error, they have assailed them personally, instead of attacking the false philosophy and pseudo-philanthropy by which they have been imposed upon; and thus they have made a show of intolerance which has been fatal to their success. …

Persecution only serves to propagate new theories, whether of philosophy or religion, as the history of the world demonstrates; and this it has never failed to do, whether those theories were true or false. They acquire fresh vigour under the blows of intolerance, and like vivacious insects seem to multiply by dissection. Hence, every attempt to put down impostors, or enthusiasts, by censoriousness and invective, directed against them personally, because of their follies or their crimes, has ever been unsuccessful. They are themselves so sensible that opposition of this kind promotes their cause, that they desire, invite, and even provoke it. Indeed some of the popular follies of the times are indebted solely to the real or alleged persecutions they have suffered, not only for the number of their votaries, but even for their present existence; and but for this they would long since have descended to the tomb of the capulets, “unwept, unhonoured, and unsung.

Skoro już jesteśmy na poziomie meta, to warto naświetlić sprawę Briana Dunninga. Dunning to taki lekko rubaszny koleś, który od paru lat produkuje Skeptoid, całkiem przyzwoity sceptyczny podcast, którego największą zaletą jest chyba zwięzłość i koncentracja na jednym, czasem bardzo wąskim temacie. Sam Dunning jest jednak lekko bucowaty i zdarza mu się błądzić w libertariańskiej mgle. Z pewnym zaskoczeniem dowiedziałem się, że rok temu postawiono go w stan oskarżenia. Powód? Długa lista oszustw, o których istnieniu wolałem nie wiedzieć. Z tego, co zdążyłem w wolnej chwili wyguglać, oskarżeni wpłacili kaucję i odpowiadają z wolnej stopy, proces trwa. 

Od spraw nieco smutnych przechodzimy do bardziej radosnych. Każdy szanujący się sceptyk powinien zdawać sobie sprawę z tego, że dziwne i niezwykłe zjawiska, które trafiają w orbitę jego zainteresowań, mają skłonność do ewoluowania wraz z upływem czasu. Przykładowo, zielone ludziki ustąpiły miejsca szarakom o wiekich, migdałowych oczach, te zaś zaczęły same rozpływać się w mroku dziejów. Co jednak działo się w tym samym czasie z ich domniemanymi pojazdami? Otóż, zaczęły zwalniać.

I skoro już jesteśmy przy temacie UFO, to nie mogę nie zauważyć, że Czajniczek Pana Russella napisał dziś o moim ulubionym przypadku obserwacji tego zjawiska w Polsce, czyli o Latających Miskach ze Zdan. Behold.

Tamże w komentarzach, choć pod innym wpisem, ktoś wrzucił odcinek Reksia, w którym pojawia się UFO.

 

Ekonomia / gospodarka / Krzysztof Rybiński

Z niepoważnego świata nauki i pseudonauki przeskakujemy do kwestii ekonomicznych. Na początek proste pytanie: jaki pojazd mechaniczny jest najprawdopodobniej mniej efektywnym środkiem transportu niż niezidentyfikowany obiekt latający? Oczywiście, samochód. Zaczynamy od krótkiego artykułu ze Slate o kosztach długotrwałych dojazdów do pracy, obejmujących otyłość, samotność, rozerwanie więzi społecznych, problemy ze zdrowiem, a nawet rozwody. I czas, jedno z tych dóbr, z którego rzadkości zdajemy sobie sprawę zbyt późno.

Po drugie, odgrzewam dość stary (dwa i pół miesiąca) artykuł z Wyborczej, w którym Piotr Pacewicz postanowił zająć się wynikami testów PISA i tego, jak Polska sobie w nich radzi. Jeśli ktoś Pacewicza już przeczytał i chce więcej niż pokazywanie na palcach, to mam papier, w którym autorzy robią to samo, ale na cyferkach. A rzecz jest ciekawa i, mam wrażenie, nie istnieje kompletnie w debacie publicznej. Reforma edukacji sprzed 10 lat jawi się jako pasmo klęsk, jako fatalna decyzja, która doprowadziła do masowej demoralizacji (wiecie, zabawa w słoneczko), dramatycznego spadku jakości nauczania i innych gwałtów na rozumie. Tymczasem, ta sama reforma jest w innych krajach uznawana za wzór. Najwyraźniej coś się udało w kraju, w którym nigdy nic się nie udaje (a autostrady są dziesięć razy droższe niż w Czechach). To oczywiście temat na osobny tekst, którego zapewne nie podjąłbym się pisać, bo nie mam do końca sprecyzowanych poglądów i nie chce mi się ich precyzować.

Dla fanów wykresów mamy zestaw aż 22 wykresów, rysunków i map obrazujących nierówności dochodowe w Stanach Zjednoczonych. Porażające, po prostu porażające.

Dla fanów amerykańskich ekonomistów mamy felieton Krugmana o rentierach, rozsądny nawet jak na niego.

Wczoraj gruchnęła wieść, że Polska samotnie zawetowała długoterminową strategię redukcji emisji gazów cieplarnianych w UE. Niezależnie od przyczyn bezpośrednich, proceduralnych (jak zwał, tak zwał), jest tu drugie dno w postaci przerażająco bojaźliwego i summa summarum nieodpowiedzialnego podejścia naszych elit do kwestii zmian klimatu. Wprawdzie do otwartej kontestacji (takiej, jak za oceanem) jest nam daleko, ale standardowe "OMG, zabiorą nam węgiel i nie będziemy konkurencyjni" jest dostatecznie przerażające.

Z tej samej beczki - w 2010 emisje znów wzrosły, a paliwa kopalne (ściślej, ich wydobycie, dystrybucja, produkcja energii elektrycznej) na całym świecie otrzymały subsydia w łącznej wysokości pół biliona dolarów.

Pozostając w temacie ekonomicznych aspektów zmian klimatu i środowiska, przeniesiemy się do deszczowej (bo chyba nie słonecznej?) Pensylwanii, gdzie jeden z gazowych gigantów przekonuje do siebie miejscowych m.in. za pomocą kolorowanek dla dzieci z przyjacielskim Łupkozaurem (w oryginale jest fracosaurus, co wywodzi się od nazwy technologii, która w polskim tłumaczeniu nie może urodzić żadnego fajnego imienia dla dinozaura) w stroju nafciarza. Urocze.

Na zakończenie podsumowanie raportu o piractwie w biednych krajach. Co jest przyczyną? Wysokie ceny dóbr kultury, nic poza tym.

 

Inne, dziwne, ciekawe:

Na początek przepyszny staroć, czyli Jacka Dehnela spojrzenie na publicystykę i poezję Wojciecha Wencla. Kudosy!

Pojawił się kolejny (po Dehylatorze) naśladowca Dlaczego Nie Napalm i Astromariana. Zowie się Platforma Wariatów i jest podpięty pod potencjalnie najmocniejszy kontent: Zenobiusz, Monitorpolski, Miziaforum i cała śmietanka polskiego Wordpressa. Co mogłoby pójść nie tak? Coś poszło, skoro tempo pojawiania się nowych wpisów gwałtownie spadło.

Z wiadomości słodko-gorzkich mamy Miss Kalifornii wyrażającą poparcie dla teorii ewolucji (ogólny wynik wyniósł jednak 49:2 dla ignorancji).

 

Ufff. Za dużo tego. Następna notka będzie o pierdołach, obiecuję.

P.S. Zły Blox dokleił do części linków niewidzialny znak, który uniemożliwiał otworzenia strony. Chyba wszystko poprawiłem.

środa, 04 maja 2011

Witam wszystkich czytelników w kolejnej (trzeciej już) odsłonie czytelniczych polecanek, w której prezentuje wyciąg z tego wszystkiego, co przeszło przez moje oczy, ale zdążyło zostawić ślad, który utrwaliłem w jakichś notatkach. 

Na początek dwuczęściowa (1, 2 i komentarz od redakcji) historia Jane Doe, będąca całkiem niezłą (i smutną) lekcją na temat opierania się na jednostkowych przypadkach. Dotyka też dość zgranego tematu, jakim są stłamszone wspomnienia. W telegraficznym skrócie: pojawia się podejrzenie molestowania dziewczynki przez matkę, podejrzenie staje się kluczowym argumentem w sporze między rodzicami, matka traci prawa rodzicielskie; mija kilkanaście lat i matka cierpliwie odbudowuje relacje z córką, na scenę wkracza badacz i wyciąga z córki ukryte wspomnienia o molestowaniu; matka na zawsze traci szanse pojednania, reszta świata - szansę poznania prawdy. 

Pamiętacie sprawę psychologa, który w sprytny sposób odkrył prekognicję? Paru badaczy postanowiło powtórzyć jego eksperymenty. Pytanie brzmi, kto ma to opublikować? Czasopismo, w którym opublikowano oryginalny pejper, nie bardzo się do tego kwapi. Bajdełej, jeden z autorów nowego badania to strasznie ciekawy człowiek: były magik, sceptyk, profesor psychologii eksperymentalnej, autor zajebistych książek. Wogle, to mam właśnie jedną w plecaku i jest, you guessed it, zajebista. Takie notki można na jej podstawie klecić! 

W poprzedniej notce, która powstała dość spontanicznie (co nie oznacza, że był chaos), pomędziłem trochę o postrzeganiu katastrof naturalnych przez ludzi i podlinkowałem materiały edukacyjne. Pora zrobić to ponownie w miejscu, w którym i tak miały się znaleźć, a więc jeszcze raz artykuł i wywiad z dr Prothero. 

Dalej, mamy opublikowaną w Nature zapowiedź nowego show pt. "Jak oni programują", czyli kilka słów na temat tego, jak naukowcy radzą sobie z programowaniem, nie będąc programistami per se. Ano, różnie, co wyszło na światło dzienne chociażby przy okazji Climategate. 

I skoro już padło słowo "klimat", to podlinkuję wyłowioną w bezkresnym morzu informacji internetową encyklopedię przyjaznych środowisku technologii. Sporo do poczytania. 

W międzyczasie, J.E. Benedykt Husajn Obama (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać) przeciął trwającą od dawna kontrowersję na temat tego, czy naprawdę urodził się na terytorium Stanów Zjednoczonych, pokazując swój akt urodzenia. Czy podjął właściwą decyzję? Tego nie wiem. Jest jasne, że w ten sposób raczej przekonał przekonanych niż rozbił teorie spiskowe. Bo, powiedzmy sobie szczerze, czy widział kto teorię spiskową, która rozleciałaby się pod wpływem dowodów? Dwa materiały poglądowe. 

Steven Novella, prowadzący znakomite The Skeptics' Guide to the Universe i generalnie strasznie zajęty człowiek, trafił do programu Mehmeta Oza, poświęconego alternatywnej medycynie (roboczy tytuł programu to "Dlaczego lekarze boją się medycyny alternatywnej?"). Co z tego wynikło i jak się siedzi w paszczy lwa, można dowiedzieć się z relacji samego Novelli. 

Prawie na koniec pierdółka, kilkuletni tekst o rządach Busha Juniora i przyświecającej im filozofii. Godny uwagi jest przede wszystkim akapit, w którym po raz pierwszy występuje termin "reality-based community". Fajny termin, czasami go używam w celu samoszufladkowania. 

Z drobiazgów mam też fascynujący artykuł nt. STUXNETu, czyli wirusa, dzięki któremu nie mogłem pozbyć się myśli, że obiecana przyszłość nadeszła. 

Na zakończenie udajemy się do odległej Ameryki i oglądamy trzy pocztówki: o dyskryminacji kobiet na rynku pracy (uwaga, PDF), o wieloletniej stagnacji płac i trzecią, z kilkoma pracującymi więźniami. Na odwrocie tej ostatniej ktoś napisał: "BAD IDEA". 

sobota, 26 lutego 2011

Wszystkich czytelników witam w drugiej odsłonie czytelnicznych polecanek, w której prezentuję, wybór (oparty o subiektywne i całkowicie arbitralne kryteria) pochodzących z różnych dziedzin wiedzy i niewiedzy tekstów, którymi w ostatnich tygodniach zadręczałem swoje przekrwione oczy.

Podróż zaczynamy od subiektywnego przeglądu wiadomości i tekstów z okolic nauki i pseudonauk.

  1. Na początek skromne epitafium dla tego, na co w jęz. angielskim uknuto zgrabną nazwę, a czego równie sprytnie po polsku nie potrafię powiedzieć, czyli dla analizy doniesień o porwaniach przez kosmitów. Oczywiście, zawsze warto wsadzać takie rzeczy w kontekst - w tym przypadku jest to uwiąd bardziej ogólnej patologicznej nauki, ufologii. W tych samych kategoriach rozpatrywać należy poszukiwania zaginionej arki.
  2. W galaktyce mniej lub bardziej poważnych (i poważanych) czasopism naukowych witamy nową gwiazdę - The Journal of Universal Rejections.
  3. Na znanym części czytelników blogu Science-Based Medicine domyka się powoli cykl artykułów o kontrowersji dotyczącej SBM (science-based medicine) i EBM (evidence-based medicine). W telegraficznym skrócie - dowiemy się tam m.in. jakie są ograniczenia badań klicznych i dlaczego nie warto po raz pięćdziesiąty robić badań klicznych nad homeopatią. Dramat w czterech odsłonach (1, 2, 3, 4). W tym samym serwisie ładna wycieczka w głęboką przeszłość ruchu antyszczepionkowego, który zalicza ostatnio raczej porażki niż sukcesy.
  4. I jeśli już zajmujemy się altmedem, to wpadła mi na dysk ostatnio przeznaczona dla akcjonariuszy prezentacja koncernu Boiron, wiodącego przykładu nieobecności wielkich korporacji w biznesie medycyny alternatywnej.  Z ciekawszych rzeczy - Boiron na marketing wydaje 15-20 razy więcej niż na badania i rozwój. Pomijając nieco złośliwe pytanie o to, na czym właściwie polega tam działalność badawczo-rozwojowa, to warto zauważyć, jak te proporcie kształtują się w przemyśle farmaceutycznym. Ukłony: Grzegorz Zalewski.
  5. Polecam również zaskakująco trzeźwy i wnikliwy, jak na miejsce publikacji, tekst dotyczący teorii spiskowych.

Następna kategoria to okolice ekonomii.

  1. Wygrzebana przy pisaniu jednej z poprzednich notek książka: Sustainability and Cities: Overcoming Automobile Dependence. Na podstawie fragmentów, z którymi miałem czas się zapoznać - doprawdy frapująca lektura.
  2. I z tej samej beczki - w Gazecie Wyborczej rozmowa na temat dezurbanizacji w Polsce i na świecie. Na temat samego wywiadu i stawianych w nim tez (zwłaszcza w obszarze, hm, rekomendacji) mam mieszane uczucia (przejścia podziemne dla pieszych i przestrzeń publiczna, twierdzę, to pojęcia sprzeczne), ale nie oznacza to, Gaspadi chran, że na miejscu prof. Markowskiego postawiłbym zasadniczo inną diagnozę. Naszym przeznaczeniem jest powtarzać cudze błędy.
  3. Od czego zależą ceny mieszkań w Warszawie? Nihil novi, ale fajnie jest zobaczyć cyferki. Dużo cyferek.
  4. Światło dzienne ujrzał dziś raport Banku Światowego pt. "Transition to a Low Emissions Economy in Poland". Wnioski - hm, raczej cywilizacjośmierciowe, i niezbyt zaskakujące. Z punktu widzenia emisji gazów cieplarnianych, naszym największym wewnętrznym wrogiem jest transport. Transport i energetyka. Naszymi największymi wewnętrznymi wrogami są transport i energetyka. I kiedy już myślałem, że to koniec prześladowania polskiej gospodarki przez międzynarodowy kapitał i ekoterroryzm, pojawił się raport nt. polityki transportowej w Polsce ("Policy Note. Toward a Sustainable Land Transport Sector"). W kontekście przesuwania środków z kolei na drogi jego aktualność nie podlega chyba dyskusji.
  5. Konserwatywni liberałowie na całym świecie świętowali w tym roku setną rocznicę urodzin Ronalda Reagana, czterdziestego prezydenta USA. Nie jest moją intencją formułowanie własnej oceny jego prezydentury, brak mi czasu i ochoty, a może zwyczajnie nie jestem tym zainteresowany. Podrzucenie kilku linków rzucających cień na spiżowy pomnik Reagana jednakowoż lezy w zakresie moich mocy. Trzy perspektywy: makroekonomiczna, społeczno-ekonomiczna, ekologiczna.

Na koniec kategoria "Dziwne, ciekawe, nigdzie indziej niesklasyfikowane".

  1. Lista pięćdziesięciu najbardziej paskudnych Amerykanów. Smuteczek, że znalazł się na niej Gerald Posner, dziennikarz, który światu przysłużył się np. tak i tak. I z tej samej beczki - encyklopedia tamtejszych wariatów, zero kompromisów, dużo zdrowej nienawiści w imię racjonalizmu.
  2. Pewien pacjent Psychiatryk24, wierząc w to, że piątki z psychologii, które miał na studiach, świadczą o posiadaniu przezeń wiedzy niezbędnej do zaplanowania upadku Gazety Wyborczej i TVN, zaproponował atak na te media przez odcięcie ich od reklam. Tym razem, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ma to pewien sens. Poprzednie bojkoty antypolskich mediów polegały przecież na tym, że do nieczytania GW i nieoglądania TVN zobowiązywały się osoby, które i tak nie czytają GW i nie oglądają TVN. Teraz przynajmniej mamy jakiś kontakt z rzeczywistością. Niestety, rzeczywistość okazała się być bezlitosna. W odpowiedzi pomysłodawca Bojkotu 2.0 dżampnął szarka. Widzicie, bo on tak naprawdę chce zrobić incepcję. Serio, serio.
czwartek, 30 grudnia 2010

Witam w pierwszej i, mam nadzieję, nie ostatniej edycji czytelniczych polecanek. Wzorem wielu znakomitych blogerów, którym rzecz jasna nie jestem godzien wiązać rzemyków od sandałów, postanowiłem podzielić się z czytelnikami wycinkiem tego, co w ostatnich dniach (tygodniach) wleciało mi do głowy przez oczy i wyleciało inną stroną.

  1. Parę tygodni temu przez media przetoczyła się informacja, że udało się udowodnić w laboratorium (no, prawie) istnienie postrzegania pozazmysłowego u ludzi, konkretniej, zdolności do postrzegania przyszłości. Nie jest to oczywiście nic nowego, badania naukowe nad postrzeganiem pozazmysłowym trwają od przeszło stu lat i przez ten czas legion badaczy zdołał jedynie wyprodukować kilka obiecujących p-values, mnóstwo bezwartościowych tekstów i kilka przestróg dla kolejnych pokoleń. Kto więc miał wzruszyć ramionami na wieść o kolejnej próbie, ten wzruszył ramionami, spodziewając się, że po przemieleniu nowego badania przez peer review, zostanie tylko wstyd i kilka anegdotek. I tak też się stało. Oryginalny paper Bema znaleźć można tutaj. Dwie miażdżące krytyki przedstawili Alcock i Wagenmarkers et al, a obrazu klęski parapsychologów dopełnia także sposób, w jaki Bem radzi sobie z krytyką (i coup de grâce w wykonaniu Alcocka). W telegraficznym skrócie - metodyka badania jest niejasna, chaotyczna i rzuca długi cień na jego wyniki. Których interpretacja też zresztą kuleje, nie tylko z powodu niesławnego założenia psi. Do następnego razu, parapsycholodzy.
  2. Koniec roku sprzyja podsumowaniom (a pisanie blogonotek w nocy sprzyja głoszeniu banalów). Mamy więc tradycyjne Top 10 of Everything przygotowane przez Time, rok w krainie nonsensu prosto z Bad Science, oraz kolejny raport na temat gwałtów na nauce popełnianych przez sławnych i bogatych. Jeśli chodzi o ten ostatni, odważnym polecam zrobić Ctrl+F "sperm".
  3. Wpadł mi w ręce ostatnio świetny papier ze świetnymi danymi na temat polskiego systemu socjalnego. Trystero ma o tym dwie notki (eins, zwei), ale jeśli ktoś chce zobaczyć na własne oczy, kto płaci, kto dostaje i dla kogo pomoc państwa ma znaczenie (porównania międzynarodowe!), zachęcam do zapoznania się z tabelkami. Można też wydrukować i porozklejać w siedzibie Forum Obywatelskiego Rozwoju (przy okazji, chciwość jest dobra). Kolejna lektura będzie o podatkach (a może by tak notkę z tego zrobić?).
  4. Z drobiazgów mamy dziwny art o tym, jak umarła kultura geeków i nerdów oraz wyborne tłuczenie buców z portalu Maskulinizm.pl w wykonaniu niezawodnego obserwatora heteroseksualizmu. Ach, byłbym zapomniał. W przyszłym roku, w Wyższej Szkole Przewidywania Przyszłości, ekonomiści za karę znów będą siedzieć w oślej ławce z Krzysztofem Jackowskim.

I to by było na tyle. Do przeczytania w nowym roku.

Tagi