from here to reality
środa, 30 września 2009

Napisałem kiedyś nieco żartobliwą i z całą pewnością niepoważną notkę o tym, jak ludzie łączą się w pary. Ponieważ jej pisanie sprawiało mi niemałą przyjemność, postanowiłem wrócić do tego tematu przy pierwszej nadarzającej się okazji. I kiedy oto jeden BdBtardów blipnął sobie, poczułem się zapłodniony intelektualnie.

OkCupid to darmowy amerykański serwis randkowy, mający tysiące (a nawet tysiące tysięcy) użytkowników, w którym można wypełniać mnóstwo ankiet, odpowiadać na dziesiątki pytań, pisać wiadomości, etc. Generalnie, w trakcie użytkowania serwisu i w interakcjach z innymi użytkownikami, człowiek ma mnóstwo okazji, żeby ujawnić swoje preferencje i dać się skwantyfikować. Innymi słowy, łatwo jest się znaleźć w statystykach. Ludzie kontaktują się ze sobą, składają sobie oferty, umawiają się na randki (lub też nie), podejmują korespondencję, itp. - wszystkie te decyzje są oczywiście uzależnione od takich czynników, jak religia, rasa, wiek, poglądy polityczne, własne parafilie, etc. Szczęśliwie dla infoholików ktoś te wszystkie statystyki zbiera i przetwarza, zapewne dobrze się przy tym bawiąc. Mało tego, ktoś postanowił co ciekawsze podsumowania publikować na oficjalnym blogu OkTrends. No i tu zaczyna się prawdziwy fun. Wszystkie wykresy publikuję za OkTrends.

Wiele osób szukających w serwisach randkowych wybawienia od samotności zastanawia się, jak należy zacząć rozmowę, jakich słów użyć i jak konstruować zdania, żeby zainteresować sobą drugą osobę i nie zniechęcić jej jakimś kłopotliwym wyznaniem. Po pierwsze, primo, trzeba uważać na język. Wiadomości napisane niechlujnie, z literówkami, błędami i tak charakterystycznym dla internetów brakiem poszanowania dla wszelkich zasad składni, interpunkcji, ortografii, etc., będą z większym prawdopodobieństwem ignorowane. W szczególności, dotyczy to tzw. netspeaku, poronionego dziecka internetów:

Dziewczyny nie lubią netspeaku

Jeśli już uporamy się z formą, w której opakujemy nasz przekaz, wypada zastanowić się, co chcemy przekazać i z użyciem jakich słów. Jeśli chcemy skomplementować rozmówczynię / rozmówcę, lepiej unikać przymiotników i rzeczowników odnoszących się do cielesnego aspektu kontaktów damsko-męskich. Średnio rzecz biorąc, facet posiłkujący się takimi słowami, ma mniejsze szanse na odpowiedź niż luzak (cool, awesome) czy też wysmakowany intelektualista (fascinating).

Jakich słów użyć?

Okazuje się też, że w przypadku mężczyzn skromność popłaca. Warto się płaszczyć przed rozmówczynią, delikatnie przeprosić za nieistniejące nagabywanie, zapytać, wybadać grunt. Ponadto, wysoko punktowane są też przymiotniki wyrażające niepewność, wątpliwość, wielość możliwości. Dość zaskakujące, bo - paradoksalnie - mądrość ludowa zaleca raczej samozajebistość w sensie "Alleluja! I do przodu!".

u, lalala

Kolejna kwestia, którą można pięknie zwizualizować za pomocą ichnich statystyk, to matching czyli dobieranie się w pary. Jakie czynniki o tym decydują? Na początek odpowiedź, która sceptyka nie zaskoczy, ale przeciętnej gospodyni domowej z Opola Lubelskiego (jej kuzynce - fryzjerce z Kutna także) zabije ćwieka. Znak zodiaku nie ma żadnego znaczenia, ludzie albo nie zwracają nań uwagi, albo nie przywiązują do niego wagi. To budujące.

zodiak, zodiak, zodiak!

Z drugiej strony, gdy w grę wchodzi religia, robi się interesująco. Myślę, że tablica mówi sama za siebie.

religia

Last but not least, należy wspomnieć o różnych ciekawych pytaniach, które wymyślają użytkownicy serwisu. Jak często się myjesz? Czy poparcie dla kary śmierci i sprzeciw wobec aborcji dają się ze sobą pogodzić na gruncie logiki? Czy miałeś / miałaś fantazje seksualne z gwałtem w roli głównej? Czy jesteś pewny / pewna siebie? Czy homoseksualizm jest grzechem? Wolałbyś / wolałabys zrezygnować z prawa do głosu czy z prawa do posiadania broni? Wiecie, rozumiecie. Poważne pytania, dużo odpowiedzi - to aż się prosi o jakąś mapkę obrazującą geograficzny rozkład odpowiedzi. Pozwolę sobie ograniczyć się tylko do pytania o broń i prawo do głosu, bo podział USA wzdłuż osi północ - południe jest widoczny jak na dłoni.

Czy wolałbyś zrezygnować z prawa do głosu czy z prawa do noszenia broni?

W podsumowaniu wypada podnieść kwestię wiarygodności zaprezentowanych statystyk. Po pierwsze, wprawdzie mamy do czynienia z ogromną próbą (na wiele pytań odpowiedzi udzieliło kilkaset tysięcy osób) i autorzy z dumą porównują swoje badania do sondaży Gallupa (przeprowadzanych na trzytysięcznej próbie respondentów), ale brak jest gwarancji losowości. Dlatego też wszystkie wnioski odnoszą się do konkretnego wycinka populacji, użytkowników serwisu OkCupid lub ich podzbioru, próba jest najpewniej obciążona ze względu na wiek, wykształcenie i dochody. Co więcej, jest całkiem możliwe, że próba, na której operują autorzy, nie odzwierciedla adekwatnie struktury geograficznej czy też demograficznej populacji USA, bo skoro nie ma mowy o losowaniu, to tym bardziej nie może być mowy o losowaniu warstwowym. Oczywiście, szafa gra i nadal jest ciekawie. Po drugie, brak jest szczegółowych informacji, które pozwoliłyby na zbadanie istotności statystycznej różnic pomiędzy różnymi stanami lub pomiędzy poszczególnymi wyznaniami. To spory niedostatek.

poniedziałek, 28 września 2009

W Internecie nader często spotkać można zwolenników różnych pseudonaukowych bredni, mniej lub bardziej fanatycznych. Obok tych, którzy od razu wydają z siebie bełkotliwy okrzyk triumfu (trzeba przyznać, jest to jakaś strategia), są też tacy paranaukowcy i paraparanaukowcy, którzy wolą jakąś wymianę opinii. Ponieważ w swoim krótkim życiu naoglądałem się już wielu polemik, dyskusji, pyskówek i połajanek, doszedłem do wniosku, że niektóre najpopularniejsze zagrywki miłośników mambo-dżambo wypadałoby zebrać i zostawić dla potomności. Ta notka to zwykłe zbieranie znaczków, toteż nie ma co oczekiwać z mojej strony polemiki lub obszernych wyjaśnień. Te pojawią się następnym razem. A zatem, ad rem, kolejność raczej losowa.

Argument "z Einsteina":

1. Einstein rzucił wyzwanie naukowemu establishmentowi.

2. Ja rzucam wyzwanie naukowemu establishmentowi.

3. Einstein miał rację.

4. Ja mam rację.

Argument "z Einsteina", wersja druga:

1. Einstein był samoukiem.

2. Ja jestem samoukiem.

3. Einstein miał rację.

4. Ja mam rację.

Jedna pani drugiej pani vel dowód anegdotyczny:

1. Moja ciocia dała krople homeopatyczne swojemu kotu i wyleczyła u niego nerwicę.

2. Homeopatia działa.

Jedna pani drugiej pani vel dowód anegdotyczny, alternatywne sformułowanie:

1. Doktor Hochsztaplerski podaje w swojej książce, że delikatnym głaskaniem szmacianej laleczki wyobrażającej pacjenta wyleczył raka u 1500 osób.

2. Głaskanie leczy raka.

Argument z Thomasa Kuhna:

1. Kuhn pisał o nieprzystawalności paradygmatów

2. Obecnie w nauce obowiązuje naturalistyczno-empiryczny paradygmat, który programowo wyklucza duchowość / zjawiska paranormalne / synchroniczność / fraktale / inne strukturalizowane mambo-dżambo w wodzie.

3. Zastąpi go paradygmat oparty o wiarę i czucie, akcentujacy doniosłą rolę pozytywnie nastawionego obserwatora w tworzeniu rzeczywistości.

4. Moje mambo-dżambo jest prawdziwe w ramach nowego paradygmatu.

5. Spadaj.

Argument z Photoshopa:

1. Mam tu zdjęcie krasnala (innymi słowy, małego kosmity) na latającym dywanie, z włączonym generatorem pola telekinetycznego.

2. Obecnie można sfałszować każde zdjęcie, np. w Photoshopie.

3. Nie ma sensu rozważać autentyczności jakiegokolwiek zdjęcia, bo nie da się udowodnić, że nie zostało sfałszowane. W szczególności, nie ma sensu rozważać autentyczności mojego zdjęcia.

4. Krasnale istnieją.

Argument z właściwości mózgoczaszki i psychiki adwersarza:

1a. Masz zamknięty umysł.

1b. Nie chcesz otworzyć się na prawdę.

1c. Nie dopuszczasz do siebie możliwości, że mambo-dżambo może działać.

2. Ja mam otwarty umysł.

3. Moje mambo-dżambo działa.

Argument z historii, ma też w sobie tzw. analogię od czapy:

1. Jesteście jak naziści / Inkwizycja / komuniści / jakobini / faryzeusze / Japończycy w czasie II wojny światowej / .

2. My jesteśmy jak Żydzi / katarzy / dysydenci / wcześni chrześcijanie / Chińczycy w Nankinie.

3. To my mamy rację.

Argument z historii, wersja alternatywna:

1. Galileo / Giordano Bruno / Nicola Tesla był prześladowany. Z niego też się śmiali.

2. Ja jestem prześladowany i śmieją się ze mnie.

3. Galileo / Bruno / Tesla miał rację.

4. Ja mam rację.

Argumentum ad antiquitatem:

1. Pryncypia mojego mambo-dżambo datują się na II tysiąclecie p.n.e.

2. Moje mambo-dżambo pozostało niezmienne przez X tysięcy lat.

3. Coś w tym musi być.

4. Prawda w tym musi być!

Dowód homepatyczny (bierzemy jakiekolwiek znane acz zupełnie opacznie rozumiane pojęcie, wrzucamy je do bełkotliwego tekstu, następnie losujemy słowa...):

1a. No więc homeopatia może działać na zasadzie propagacji fraktalnej struktury czasoprzestrzeni za pośrednictwem efektów kwantowych w krystalicznej sieci strun. Hare Krishna, hare hare hare.

1b. Gdyby statki Obcych nie mogły poruszać się z prędkością większą od prędkości światła, postulowałbym, że ich silniki mogą działać na zasadzie napędu magnetohydrodynamicznego. Yada yada yada.

1c. Prawo Przyciągania polega na tym, że ludzie intensywnie myślą, w ten sposób wzbudzając jakoś kwanty i yada yada yada, kreują rzeczywistość.

Argument ze Złowrogiej Jaszczurzej Agendy.

1. Zrobiłem słodziutką copypastę o szatańskich ufonautach i wysłałem ją na 50 grup dyskusyjnych.

2. Mój post został skasowany przez Google na 49 z nich, został tylko na tej, na której się ze mnie śmieją.

3. Aha, więc boją się Prawdy!

4. Moje mambo-dżambo to sama prawda

Inaczej:

1. Piszę blogaska dla ludzkości, żeby przynieść jej wybawienie od rządu światowego i koncernów farmaceutycznych.

2. Na moim blogasku pojawiają się pomagierzy NWO / przedstawiciele koncernów farmaceutycznych / agenci wpływu / tajni współpracownicy CIA i zostawiają nieprzychylne komentarze.

3. Gdybym nie miał racji, nie atakowaliby mnie tak zajadle.

4. Mam rację.

Argumentum ad rokitum

1. Szczepionki na grupę powodują raka.

2. Sceptyk zauważa, że brak jest dowodów na poparcie tej karkołomnej tezy.

3. Ratujcie mnieeeeeee! Sceptycyyyyy mnie bijąąąąąąą!

c.d.n.

poniedziałek, 21 września 2009

Stare, ale jare:

Jesus rode dinosaurs

Hilarity ensues.

niedziela, 20 września 2009

Złożyłem ja ostatnio, po wielkich bojach, pracę magisterską. Trzeba sobie na początku powiedzieć, że jest to jeden z tych milowych kroków, po wykonaniu których kończą się już wymówki i nie da się uniknąć gęby Poważnego i Dorosłego Człowieka. Wiecie, takiego, który chodzi codziennie w garniturze, regularnie przycina brodę i ma mnóstwo absurdalnych hamulców moralnych. Masakra. Mam tylko nadzieję, że to, co zrobiłem, było propolskie i antykryzysowe. A podejrzanie zbyt częste zachwyty rodziców nad wnukiem sąsiadów wcale nie pomagają się wdrożyć do nowej roli. Pytania, dlaczego do kina chodzę sam, też lubię. A co, miałem iść z wrażliwą dziewczyną na film ze skalpowaniem i rozstrzeliwaniem twarzy Adolfa 88? Enyłej, dobra, miałem chęć naświelić Czytelnikowi inną stronę mojego długo pielęgnowanego bobra emo.

Takie przełomowe wydarzenie nie mogło odbyć się bez solidnej dawki strachu, paranoi i wkurzenia. Jak na wieloletniego prymusa klas wszelakich, mniemanego kujona i życiową pizdę przystało, sprawy zawaliłem i dzieło życia strugałem przez pół roku, nim w końcu odesłałem do sprawdzenia promotorowi. W samym środku wakacji. No, i jak już wakacje się skończyły, zostało mi żenująco mało czasu na uporanie się z formalnościami, jeśli chciałem skończyć studia, nie płacąc horrendalnej kwoty za możliwości złożenia pracy w poniedziałek, a nie w piątek. I jakby tego jeszcze było mało, jakby mało było zmartwień i napięcia związanego z oczekiwaniem na koniec, w oficjalnych dokumentach traktują człowieka jak idiotę, który nie potrafi obsługiwać komputera.

CD-ROM powinien zawierać trzy zbiory napisane pod WINDOWS w edytorze
WORD:
1. Zbiór tekstowy o nazwie Identyfikator, zawierający 5-cio cyfrowy numer
albumu studenta.
Przykład: 00234 jeśli nr albumu jest 234
03520 jeśli nr albumu jest 3520.
Sposób zapisania pliku: Plik -> Zapisz jako -> Nazwa pliku (należy wpisać
Identyfikator) Zapisz jako typ : należy wybrać - Zwykły tekst.

Elo elo, trzy dwa zero. Oczywiście, sama praca magisterska też ma być "zbiorem napisanym pod WINDOWS w edytorze WORD". No i tutaj zaczynają się schody, co ma bowiem zrobić ze sobą i swoją pracą ktoś, kto z MS Worda nie korzystał. I wcale nie mam tutaj na myśli MS Notatnika (który fenomenalnym narzędziem jest, a w liceum był przyjacielem wszystkich nastoletnich łebmajstrów) czy OpenOffice'a (nie wiem, jak sprawuje się edytor, ale arkusz kalkulacyjny to fail i obciach, tak zasadniczo). Załóżmy, że ktoś (tak, jak ja) swoją pracę pisał w LaTeXu - generalnie, im więcej wzorów w tekście, tym bardziej się opłaca z niego korzystać, jest tedy całkiem zrozumiałe, że ekonomista może chcieć swoje robaczki zrobić profesjonalnie. Bierze jakiegoś WinEdta czy inny TeXnicCenter i pracowicie z pliku tekstowego generuje DVI, z DVI plik PS, a z PS - poczciwy PDF, który wszyscy znają i kochają, poza uczelnianym hokus-pokus-antyplagiatem.

Zachodzi teraz pytanie, jak tu gładko przejść z jednej strony lustra na drugą. Najprostszy wariant przewiduje przepisanie całej pracy, włącznie z całym formatowaniem, wstawianiem rysunków od nowa, rysowaniem tabel i babraniem się w edytorze równań (czy jak się to ustrojstwo nazywa). Bezsensowność takiego postępowania jest oczywista, bo w sumie po co było pisać wcześniej w tym LaTeXu? No to może inaczej - weźmy tekst jak jest, a tabelki, wzory i wykresy przeklejmy z PeDeFa. Niech się antyplagiat wypcha, i tak go takie bajery nie obchodzą[1]. Jeden problem z głowy, ale co zrobić ze znacznikami LaTeXa, od których w normalnym tekście może być aż gęsto? Poprawiamy ręcznie lub, jeśli jesteśmy mądrzy, mamy za dużo wolnego czasu i oczekujemy, że takie bezsensowne czynności będziemy wykonywać często, piszemy makro, które będzie zjadać znaczniki i wypluwać formatowanie Worda. Do wykonania, ale gotowego, które pasowałoby do najnowszego MS Worda i robiłoby, co trzeba, nie znalazłem na internetach. Trudno.

Kolejna myśl, jaka może nasuwać się strudzonemu już-prawie-absolwentowi, dotyczy programików do konwersji jednego na drugie. W końcu towarzystwo TeXowo-LaTeXowe w swoim życiu przełożyło już sporo plików z jednego miejsca na drugie i może po drodze. Dobra wiadomość jest taka, że narzędzi jest pozornie sporo (szybki gugiel i wizyta w archiwum pl.comp.dtp.tex albo FAQ GUST pozwoli się o tym przekonać), ale w sumie, to za darmo jest jakby mniej i nic nie działa. Nic to, ściągnąłem jakiś latex2rtf i odpaliłem. Za pierwszym razem wyrzucił z siebie tysiąc pińcet plików i kazał spadać do Redmond. Zmanipulowawszy ustawienia, udało mi się doprowadzić mambo-dżambo do szczęśliwego końca. Na drugim końcu tęczy znalazłem xujowo sformatowany RTF z pustymi miejscami zamiast tabel, symboli specjalnych, wzorów, obrazków i wszystkiego, co nie było tekstem. A miałeś dziadzie przerobić to na beemki! No, i marginesy były prześmiesznie szerokie.

Prawdopodobnie jestem tępym błaznem, bo po pewnej liczbie nieudanych prób poszedłem po prostu spać i stwierdziłem, że magisterkę na emeswordyzm nawrócę ręcznie. Precedens jest, wszak Bolesław Chrobry wybijał zęby za nieprzestrzeganie postów, a Hiszpańska Inkwizycja... I jakoś tak zeszło mi 5 godzin na kopiowaniu, usuwaniu, wklejaniu, formatowaniu, podpisywaniu. Prawdopodobnie jestem tępy, bo i tak wzorki wtopione w tekst zostawiłem jako dziwadła w stylu $\rho_{t}^{adj} = \frac{\alpha^x}{1+\exp{\beta \cdot x}}$, spodziewam się więc telefonu z Dziekanatu z pytaniem, w jakim języku pisalem i czy ktoś może to poświadczyć. Zresztą, kij w oko antyplagiatom, i tak nie korzystałem z polskich źródeł. Co zresztą jest "swego rodzaju nietaktem", jak to pewien profesor raczył był na obronie pracy doktorskiej określić tę straszliwą zbrodnię. Bo przecież w Bolanda na Uniwersytet Unga-Bunga pracować pan XY, który ma dorobek. Eryk Łon też ma dorobek (o Eryku Łonie, LOLkandydacie do RPP, będzie jedna z następnych notek). Nie mamy dobrych ekonomistów i co nam pan zrobi? Smutne jest życie młodego sam-do-końca-nie-wie-czy-chce-nim-być-naukowca, znikąd pomocy, znikąd ratunku.

A tytuł tej oszczędnej pod względem formy (Żadnych linków! Żadnych fotek!) notki zawdzięczam niestrudzonym użytkownikom Google'a, którzy codziennie dostarczają mi świeżej porcji lulzów. Alleluja i do przodu. I nie, nie jestem matką, żoną lub kochanką Jerzego Urbana.

[1] - zdaję sobie sprawę, że istnieją nakładki na Worda, które połykają LaTeXowe wzorki.

czwartek, 17 września 2009

Zasadniczo rzecz ujmując, sprawa, o której chcę napisać, jest już lekko przeterminowana, przynajmniej w angielskojęzycznych Internetach. Ponieważ jednak jestem Polakiem i mam obowiązki Polskie, mogę bez skrępowania przedstawić polskojęzycznemu czytelnikowi (całej piątce) uroczy mem, na który dziś się natknąłem. Dla mnie zaczęło się od tego i tego obrazka z Moronaila, ale w wielkim świecie początkiem draki było rozdanie MTV Music Awards. Nie będę udawał, że potrafię wykrzesać z siebie więcej zainteresowania dla tej imprezy niż dla zeszłorocznego festiwalu szantów w Kutnie (swoją drogą, od niedawna Kutno jest dla mnie nowym Opolem Lubelskim). Jako znany snob i hipokryta, mogę sobie pozwolić na olewanie pop-muzyki i słuchanie staroci. Enyłej, w pewnym momencie krótką przemowę niejakiej Taylor Swift, która chwilę wcześniej otrzymała nagrodę za najlepszy teledysk, przerwał Kanye West. Tego pana znany skądinąd. Oto jego nieśmiertelne słowa wypowiedziane podczas rzeczonej gali:

Yo, Taylor. I'm really happy for you, I'll let you finish, but Beyonce had one of the best videos of all time. OF ALL TIME.

Po czym wzruszył ramionami i wyszedł. Przepiękny IRL trolling. Dramę, która potem zalała sieć, skrzętnie pominiemy, skupiając się na samym crème de la crème. Otóż ludzie szybko dostrzegli potencjał tkwiący w tym wybryku i fakt, że w odpowiednim kontekście może być on jeszcze śmieszniejszy niż w sosie własnym, poszły więc w ruch Photoshopy i MS Painty. Mnie szczególnie urzekł ten poniżej, ale sieć jest pełna chętnych suk innych udanych fotoszopek.

Więcej materiałów zgromadziły ludki z Encyclopedia Dramatica. Szczególnie fajne jest narzędzie pozwalające wkleić Kanye Westa na każdą stronę. W języku polskim, jak sądzę, wiekopomna wypowiedź Westa powinna brzmieć mniej więcej tak:

Siema, Taylor. Cieszę się twoim szczęściem, pozwolę ci skończyć, ale Beyonce miała jeden z najlepszych teledysków w historii. Najlepszych w historii.

W innych kontekstach zaś:

Siema, Donald. Cieszę się twoim szczęściem, pozwolę ci skończyć, ale mój rząd miał jedne z najlepszych wskaźników gospodarczych w historii. Najlepszych w historii.

Siema, Tomek. Cieszę się twoim szczęściem, pozwolę ci skończyć, ale Stanisław Krajski napisał jedną z najgłupszych prawicowych antyutopii. Najgłupszych prawicowych antyutopii.

Siema, Blox. Cieszę się twoim szczęściem, pozwolę ci skończyć, ale Wordpress ma jeden z najlepszych systemów komentarzy.  Najlepszych systemów komentarzy.

Siema, Janusz. Cieszę się twoim szczęściem, pozwolę ci skończyć, ale Piotr Semka napisał jedną z najciekawszych recenzji "Bękartów wojny" w polskiej prasie. Najciekawszych recenzji w polskiej prasie[1].

Teraz widzę, że o Imma Let You Finish blipnął Bart, więc możemy spodziewać się artykułu na Joemonsterze za parę dni, a demotywatora -- za jakiś tydzień. Mógłbym zakończyć tę notkę jakimś górnolotnym tekstem lub odczapowo przywołać jakieś zaklęcie, ale zamiast tego pokażę Czytelnikowi, kogo Kanye West właściwie strollował.

EDIT. Podlinkowana galeria w ED jest niczym w porównaniu z tym oto blogaskiem: http://kanyegate.tumblr.com

[1] - obydwa teksty wykopane tutaj.

 

wtorek, 15 września 2009

Davida Icke zna chyba każdy miłośnik intelektualnych śmietników i to bynajmniej nie ze względu na idiotycznie brzmiące tytuły jego książek ("Children of the Matrix. How an Interdimensional Race has Controlled the World for Thousands of Years-and Still Does", "Tales from the Time Loop: The Most Comprehensive Expos of the Global Conspiracy Ever Written and All You Need to Know to Be Truly Free" lub też "Infinite Love Is the Only Truth: Everything Else Is Illusion"). Ten błyskotliwy badacz Nieznanego zasłynął wiele lat temu, gdy po raz pierwszy sformułował swoją szokującą tezę: ludzie na Ziemi są nieustannie eksploatowani przez gadokształtnych kosmitów, którzy przybyli na Ziemię tysiące lat temu i których potomkowie tworzą zwartą elitę, niespecjalnie zainteresowaną naszym dobrobytem.

Wszystko to wtłoczone jest w klasyczną spiskologię z gatunku New World Order, w której występują Iluminaci, Żydzi, wielkie korporacje, Big Bad Pharma i medialne pranie mózgów. Jeśli dodać do tego cokolwiek niejasną filozofię, którą nasz bohater wyznaje, staje się oczywiste, że sprawa wymaga rozległego riserczu (który można zacząć od strony Davida Icke lub strony jego polskich miłośników), który powinien zahaczyć też o niedawny wkład pana Icke do histerii antyszczepionkowej. Tymczasem, zmuszony jestem poprzestać na riserczu ziemkiewiczowskim. Najbardziej klasyczny cytat z jaszczurologa leci tak:

The Rothschilds, Rockefellers, the British royal family, and the ruling political and economic families of the U.S. and the rest of the world come from these SAME bloodlines. It is not because of snobbery, it is to hold as best they can a genetic structure — the reptilian-mammalian DNA combination which allows them to 'shape-shift'.

Serio serio, on naprawdę tak uważa. W sposób naturalny lub z wykorzystaniem zaawansowanej inżynierii genetycznej, kosmici z konstelacji Draco (how convienient) byli w stanie wżenić się w gatunek ludzki, tworząc w ten sposób rakowatą narośl na zdrowym ciele ludzkości. I tak, jak w znakomitym "Oni żyją!" lub znanej wszystkim bajce o Czerwonym Kapturku, przebranie złoczyńcy nie jest idealne. Wystarczy paskudę nagrać, wrzucić na YouTube i tak otrzymany materiał poddać wnikliwej analizie, poszukać wizualnych anomalii - momentów, w których szejpszifting alien na chwilę ujawnia swoje prawdziwe oblicze wroga pokoju i socjalizmu. Jutuby są dosłownie przepełnione nagraniami demaskującymi różnych światowych liderów: 1, 2, 3, 4, 5, 6. Mógłbym robić taką wyliczankę w nieskończoność, ale ograniczę się do ujawnienia informacji daleko bardziej szokującej. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że sam David Icke jest szejpszifting alienem. Zepsucie zalęgło się w samym sercu Ruchu Na Rzecz Prawdy, Meine Damen und Herren, dowód przez Youtube!

Ssssssssssssssssssssss!!!!!!!!!!!!!

środa, 09 września 2009

Mój niezawodny nos zaprowadził mnie tą razą na blogasko-emostronkę o wiele mówiącej czytelnikom nazwie "Wszystko jest wibracją". Nazwa ta szczególnie dużo mówi scepom i cywilizacjośmierciowcom, jako iż chaotyczne nawijanie o energii, wibracjach, świetle i innych takich jest dość oczywistym przejawem New Age'owego bzika. Jak dokładnie tu trafiłem, nie umiem sobie przypomnieć, wiem jednak, że przeglądanie zacząłem od wzmianki o fałszywej inwazji. Tylko przeczytajcie.

Wysocy rangą politycy i wojskowi amerykańscy przygotowują plany do fałszywej inwazji kosmitów. Inwazja ma na celu wywołać ogólnoświatową panikę, dzięki której dojdzie do utworzenia zrębów światowego państwa. O planie nic nie wiedzą politycy innych państw, ponieważ mogłoby to doprowadzić go do fiaska. Władze USA doskonale zdają sobie sprawę z obecności kosmitów na Ziemi i wokół Ziemi.

Plan ma przebiec (piszę z pamięci) w następujący sposób:
1. Wylot wszystkich ziemskich latających spodków znajdujących się w rękach armii USA.
2. Zamachy i spektakularne zniszczenie kilku miast na terenie całej Ziemi.
3. Wybuch paniki.
4. Utworzenie światowego komitetu ds. przeciwdziałania inwazji pod kontrolą USA i pokojowe przejęcie kontroli nad wszystkimi armiami świata.
5. Spektakularne, acz fałszywe, odparcie inwazji.
6. Akcje polowania na kosmitów i gwiezdnych wędrowców wśród ludzi zakańczane pokazowymi procesami sądowymi (prawo karne w USA już teraz zawiera możliwość karania obywateli USA za kontakty z kosmitami). Będzie to wszystko przypominać polowanie na komunistów w USA i polowanie na szpiegów w krajach socjalistycznych w czasie zimnej wojny.
7. Utworzenie światowego państwa ze stolicą w Waszyngtonie.
8. Rozbudowa arsenału militarnego w celu wytworzenia systemu obrony planety (chodzi o zabezpieczenie interesów producentów broni).
9. Podtrzymywanie histerii i nienawiści do kosmitów.
10. Tłumienie protestów społecznych i eliminowanie osób poddających w wątpliwość prawdziwy charakter inwazji.

W przygotowywaniu gruntu pod wprowadzenie planu biorą udział nieświadomie ufolodzy pokroju Pająka. Wiele organizacji ufologicznych infiltrowanych jest przez agencje wywiadowcze, które ukierunkowują rozwój ufologii w pożądaną stronę i rozpowszechniają dezinformacje.

A wszystko po to, żeby ludzkość nie przeszła do piątej gęstości.

Ziemianie źle rozumieją pojęcie gęstości - w bardzo materialny sposób - a będzie to tylko zmiana częstotliwości wibracji energetycznej duszy, ciała i aury. Można to przyrównać do procesora w komputerze. Im większa jest jego częstotliwość, tym szybciej i lepiej pracuje komputer. Pojawienie się nowego modelu procesora nie sprawi, że te "stare" nagle przestaną pracować, tylko przestaną być produkowane. Tak samo będzie z ludzkimi duszami. Przestaną rodzić się istoty o "starej" gęstości, część osób samodzielnie zmieni poziom gęstości (wymiana starego procesora na nowy) a nowe pokolenie będzie posiadać ją od dnia spłodzenia.

Skoro Ziemianie robią coś źle, możemy domniemywać, że piszący takie słowa za Ziemianina się nie uważa. W istocie rzeczy, w klawiaturę stuka sobie niejaki Hejal Bobik Uta Hano, kosmita z Saleinji, z tego stukania zaś urodziła się książka (jeśli ktoś jest wyznawcą Pająka Jana, może mówić "monografia", jest to najzupełniej akceptowalne), która porusza ogromniastą liczbę zagadnień. Omawiając spuściznę pana Helaja Bibika Uta Hano, należy zacząć od tego, że żyje on sobie wśród nas (ze wszystkich krajów świata wybrał właśnie Polskę, choć podobno przez przypadek) jak zwykły człowiek i boryka się z różnymi problemami. Wiecie, rozumiecie.

Niektóre żarty są dla mnie mało zrozumiałe, ale lubię kawały o blondynkach. Moim hobby na Ziemi jest wertowanie książek z dowcipami oraz oglądanie kabaretów i komedii. Wybieram najśmieszniejsze i jak zdarza się okazja do pobytu na orbicie, to wysyłam na Saleinjię. Czasami ogarnia mnie smutek wywołany tęsknotą za moją planetą i rodziną. Posiadanie wspomnień ma swoje plusy i minusy.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że Hejal jedynie czerpie z naszej kultury pełnymi garściami. Nie tylko nauką walczy Hejal z okupantem! Otóż Hejal przekazuje nam cenne informacje na temat cywilizacji, kultury, obyczajów i wiedzy naukowej swoich współplemieńców, wszystko po to, abyśmy mogli przekonać się, że istnieje inna droga do wyższej gęstości. Na zakończenie bonusik w postaci wibracji:

Wszystko co istnieje zbudowane jest z jednego budulca - Kreacji, czyli świadomej wibracji. Inaczej mówiąc, wszystko jest jedną wielką wibracją, która przybiera mnóstwo form - m.in. energii, duszy i materii. Wibracja związana z elektromagnetyzmem ograniczona jest do fizycznej przestrzeni, a istnieją inne przestrzenie oparte na innych prawach, np. przestrzeń astralna.

piątek, 04 września 2009

Grzebanie w statystykach dotyczących słów kluczowych wpisywanych do wyszukiwarek (czytaj: do Wujka Gugla) ma długą tradycję w lewacko-cywilizacyjnośmierciowej części blogosfery, nie popełniam tedy faux pas, chwilowy brak czasu i weny zapełniając wyciągiem z raportów Google Analytics z ostatnich dwóch miesięcy. Merytorycznych notek (merytorycznych w sensie tematyki tego bloga) mam kilka w planach i w przygotowaniu, toteż mogę obiecać jakiś ruch w najbliższym czasie, a tymczasowo zajmijmy się ciągami słów, które trzeba wpisać do wyszukiwarki, żeby tutaj trafić.

W pierwszej kolejności wymienić należy amatorów bunkrów. Czego to ja się nie naczytałem! Bunkry w okolicach Łodzi, bunkry w okolicach łodzi, bunkry w łodzi, bunkry na 2012, bunkry na rok 2012, bunkry kataklizm, bunkry patryka geryla, etc. Do tego cała masa wyszukiwań związanych z Zagadnieniem Roku 2012 i Końcem Świata Wskutek Przebiegunowania Biegunów. Nie mniej jednak, obok wyszukiwań smutnych i zaniedbanych stały wyszukiwania tętniące życiem:

gdzie nad wodę wokół łodzi

Zakładając, że akurat płyniemy, to "prawdopodobnie wszędzie" będzie dobrą odpowiedzią. Warto również wspomnieć o nonkonformiście, który postanowił obstawić koniec świata w 2013, a nie w 2012: "2013 wojenna przepowiednia". Przestrzeń raczy wiedzieć, co się wtedy stanie. Kilka sugestii znaleźć można na jednej takiej zboczonej holenderskiej stronce.

Następna warta wzmianki kategoria to erotyka. Ponieważ mój blog pod tym względem jest wręcz sterylny (zupełnie tak, jak jego autor), jedynym powodem, dla którego pół Internetu wali tu drzwiami i oknami z erotyką na sztandarach, jest fakt, że to generalnie ludzi kręci. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zdał szczegółowego raportu z tego, co dokładnie ludzi kręci.

filmy erotyczne o podtekstach seksu na klatkach schodowych

historie erotyczne seks matka

historie erotyczne z udziałem najmłodszych

male kłady filmy

najnowsze tortury redtube

seks w opolu lubelskim

żeczy zboczone w sianie dla dorosłych

Pomijając wstawki, które - gdyby miały konsekwencje praktyczne - kwalifikowałyby się do spotkania na kawie z prokuratorem ("małe kłady" - e?), są tutaj doprawdy WTFowe zapytania. Pewnie po tym wpisie będzie można znaleźć mój blog wpisując "małe filmy erotyczne o podtekstach seksu z udziałem matki w sianie lubelskim". Grube gołe papierze w ogniu to nie są. Nie jestem pewien, jak sklasyfikować "wielkie pytony" i czy aby na pewno tutaj, ale dla porządku wspominam też o nich (kategorii "zoo" jeszcze nie założyłem).

Wiele osób zadaje Wujkowi Guglowi naprawdę ważne pytania.

cienie i blaski czasopismo ok kiedy w kioskach nowy numer

czy okulary joker mają rzeczywiście filtry

dark colony jakby to było na żywo

jakie trzeba spelnic warunki dostania sie na platforme wiertnicza

podryw sprzedawczyni w sklepie

przyciągać do siebie wykolejonych facetow?

szkoła uwodzenia jak być nauczycielem

No cóż. Wesoły przerywnik będzie dotyczył chyba życia studenckiego.

chej młody junaku tab

Zakładam, że miało tu być napisane "chlej", ale za ChRL nie mam pojęcia, czym w takim razie jest "tab". Jakaś inna, regionalna nazwa absyntu? Ponieważ już się pośmialiśmy, pora powrócić na ścieżkę klasyczną i poznać smutne a prawdziwe historie ludzi korzystających z Gugla.

białko w płynie rdzeniowo muz

bo kazdy czlowiek ma prawo do szczescia..

chcem miec prawdziwe czary w rękach

pokonałam podrywacza

potrzebna mi fajna historia o magu

wyszłam za mąż z rozsądku

Oczywiście nie mam pojęcia, co z tym białkiem w płynie mózgowo-rdzeniowym i zapewne nawet 10 obejrzanych sezonów House'a nie pomogłoby mi w udzieleniu odpowiedzi na takie pytanie. Z drugiej strony, po ostatnim tygodniu uważam się za całkiem niezłego eksperta od diagnozowania urojonego stwardnienia rozsianego, więc jeśliby ktoś miał pytania o zaburzenia czucia w członkach, chętnie postraszę śmiertelną chorobą. Zainteresował mnie człowiek od "fajnej historii o magu". Jeśli, człowiecze, nie znasz historii Brilthora (google it, motherfrakker), proponuję skontaktowac się z gościem od "prawdziwych czarów w rękach". Będzie to epicka opowieść o chłopcu z Węgierskiej Górki, który marzył o wielkich czynach i pewnego pięknego dnia poszedł w góry, gdzie spotkał Cthulhu... Z innej beczki - otwieram cykl "wyrodni rodzice":

aborcja nastolatki z życia wzięte

A także cykl "wyznania wiary".

bóg podłożył je by przetestować

iluminaci niszcza swiat

hitler zmarł

Hitler zmarł, Hitler zmartwychwstał, Hitler powróci. Sieg heil, Hände hoch! Kiedyś mnie wsadzą do pierdla za propagowanie totalitaryzmu...

Znalazło się też nawiązanie do nowego hitu telewizji TVN.

obsada telenoweli duszny kraj

A w czołówce będzie lecieć "Nie wierzę skurwysynom" Comy: Naaaasz maaaaałyyyy, duuuusznyyyy kraaaaj. Taki serial w polskiej telewizji powitałbym z otwartymi ramionami. Wiecie, rozumiecie, młody mężczyzna boryka się z brakiem akceptacji rówieśników i wszechobecnym kołtuństwem, schodzi więc do podziemia i stamtąd kieruje organizacją terrorystyczną, której działalność rozpoczyna się od wysadzenia wybudowanego w 2012 r. stumetrowego pomnika JP2 na szczycie Giewontu... Ach, rozmarzyłem się.

Na zakończenie zaś kombinacja słów, która szczególnie mnie ucieszyła i oddaliła niepokój związany z rychłą wizytą policji u paru moich czytelników. Wyobraźcie sobie, drodzy Czytelnicy, że odwiedził mnie sam Stanisław Michalkiewicz!

w krainie komunistycznych krzywych luster

Czy znalazł coś, ciężko powiedzieć. Trzeba będzie pokonać odruch ziewania, który znienacka atakuje mnie, gdy czytam jego publicystykę i zacząć pilnie śledzić jego feletiony (duża ilość kawy jak najbardziej wskazana). Enyłej, raporty z Google'a są dla mnie codziennie źródłem nieustających lulzów. W następnym wpisie przedstawię dowody, że David Icke jest jaszczurem.

Tagi