from here to reality
niedziela, 26 czerwca 2011

Wczoraj na moim ulubionym blogasku na temat smug chemicznych pojawiło się dramatyczne ostrzeżenie przed innym blogiem o tej samej tematyce, który zaistniał na chemtrailsowym firmamencie ledwie miesiąc temu: 

Zawiadamia się, iż blog (olgacomscandal.wordpress.com) i zamieszczony na nim film oraz petycja jest obrzydliwą prowokacją wrednych grup NWO, wymierzoną w niezależne grupy badające chemiczne opryski (chemtrails)

To z całą pewnością jest sprawa, którą należy zbadać. Czy Centrala mogła przygotować prowokację przeciw niezależnie myślącym, nie informując o tym zamiarzie swoich najwierniejszych dezinformatorów? Zacznijmy jednak od samego Olgacomu. Olgacom, jak twierdzi się na stronie internetowej, to firma świadcząca usługi cateringowe liniom lotnicznym, o której najwyraźniej nikt nie słyszał. Google wyrzuca niezbyt informatywne wyniki: w najlepszym dostajemy kompletnie nieistotne rzeczy (na piątym miejscu jest oficjalna strona Olgi Kurylenko), w najgorszym - spiskologiczne blogi i fora, na których omawia się rolę tej firmy w gazowaniu, truciu i chemicznym prześladowaniu Polaków. Poza tym - nic, żadnych wpisów w KRS, żadnych informacji prasowych, żadnych przypadkowych wzmianek. W szczególności, nic nie wiadomo, jakoby LOT był zaopatrywany przez firmę Olgacom. Jak na przedsiębiorstwo działające od przeszło dwudziestu lat, żenująco słabo. Jeśli komuś w tym momencie nie zapalają się wszystkie ostrzegawcze lampki w mózgu, to nie wiem, kiedy mogłyby.

Firma Olgacom ma rzekomo siedzibę przy ul. Kontenerowej 129 w Gdańsku. Nie dość, że takiego adresu nie ma (jest za to w Gdyni), to w dodatku nic przy tej ulicy nie ma (poza terminalem kontenerowym), chociażby budki ciecia. Nawet o domniemanych właścicielach firmy, których nazwisko - nawiasem mówiąc - jest dziwną mieszanką polskiej i angielskiej transkrypcji z rosyjskiego, nic internetowi nie wiadomo. Zdjęcie, które ma przedstawiać Patryka Trietiakowa, w rzeczywistości przedstawia niejakiego Siergieja Trietiakowa, agenta SWR, który w 2000 r. uciekł do Stanów Zjednoczonych. Nie wiem, kto jest na drugim zdjęciu i, szczerze powiedziawszy, nie chce mi się szukać. Nie spodziewam się, żeby przedstawiało ono Urlyka Trietiakowa.

I jeszcze, na zakończenie, przyjrzyjmy się samej stronie internetowej. Domena olgacomglobal.pl została, jak łatwo sprawdzić, zarejestrowana siódmego maja bieżącego i nie istniała wcześniej. Jak na firmę z dwudziestoletnią tradycją, kiepsko. Zresztą, popatrzcie na samą stronę i zapłaczcie. 

Jeśli jednak wierzyć autorce bloga, ta firemka znajduje się w samym centrum monstrualnego spisku wymierzonego przeciw obywatelom wszystkich państw świata. Jednym z typowych aksjomatów teorii spiskowych jest "nic nie jest takie, jakie się wydaje" i, oczywiście, tutaj nie jest inaczej. Oprócz sprzedawania zupek i kanapeczek do LOTu, KLM i wietnamskich linii lotniczych, Olgacom zajmuje się geoinżynierią. Logiczne. Uzasadnienie znajduje się w podlinkowanym tekście. Zachęcam do jego przeczytania, bo jest to perełka tego, co parani nazywają "łączeniem punktów", a co zasadniczo jest ssaniem z palca. W telegraficznym skrócie - Olgacom współpracuje z Ciechem, który z kolei ma umowę z chińską firmą, która jakiś czas temu przejęła fabryki i instalacje od Monstanto. Że Monsanto to ludobójcy, wiedzą wszyscy. Wszyscy też wiedzą, że Chińczycy potrafią kontrolować pogodę (a jeśli potrafią kontrolować pogodę, to wszystko inne też). Jeżeli Olgacom to geoinżynieria, sprawa zamknięta. Jest też bardzo śmieszny trop holenderski - siatka powiązań łączy więc korporacje polskie, chińskie i zachodnioeuropejskie. Bodaj najzabawniejszy fragment tego tekstu dotyczy roli holenderskiego następcy tronu, o którym w pewnym momencie pisze się: 

Willem-Alexander is of course part of Bilderberg group (see here proof that he was at the 2009 meeting) and friend of Obama, who he visited on 11 september 2009 and has admitted US weather modification project. Willem Alexander is also a pilot! His mother Queen Beatrix and Prince Bernard was important members of the New World Order where the elite banks and the company rule this world.

JEST PILOTEM! Czy trzeba wam więcej dowodów? Temu, kto to pisał, muszę w tym miejscu pogratulować. Gdyby tekst dotyczył istniejącej firmy, byłby praktycznie nie do odróżnienia od przeciętnego tekstu z Globalnej Świadomości, Pracowni albo audycji Alexa Jonesa. Chapeau bas, czytanie tego bloga to bardzo pouczające doświadczenie, które kojarzy mi się z odpruwaniem sweterka. Człowiek bierze jedną nitkę i po kolei, metodycznie niszczy misterną konstrukcję, odkrywając przy okazji sposób, w jaki został uszyty. Ot, takie proste reverse engineering. Mamy nawet groźby pod adresem autorki! 

Jest też filmik, którego obejrzenie polecam wszystkim czytelnikom, bo jest... uroczy.



Jakkolwiek sama idea umieszczenia firmy cateringowej w centrum geoinżynieryjnego spisku jest ciekawa, dla mnie dużo bardziej interesujące jest to, czy rodzimi i zagraniczni parani dali się strollować, a jeśli nie, to w jaki sposób odkryli prowokacje. Wiemy już, że tropicielka chemtrailsów z Wielunia o nicku Ehovara nie dała się nabrać. Ehovara nie walczy z nowym porządkiem świata samotnie, ma bowiem po sąsiedzku prowadzony przez znaną skądinąd Astromarię hub dla tropicieli chemtrailsów, gdzie ta kwestia również pojawiła się na tapecie. I choć jeden z dyskutantów po prostu sprawdził datę rejestracji domeny olgacomglobal.pl (ach, gdybyś kolego był choć odrobinę krytyczny wobec rozsiewanych przez siebie informacji), inni wychwycili bardziej osobliwe niuanse: 

Alenka Wacek… co to za imię? To wymyślił ktoś, kto nie zna Polski i polskich imion. Coś mu dzwoniło, ale chyba raczej w bałkańskim kościele, a nie naszym. [astromaria]

Nazwisko jednak brzmi jako czeskie lub słowackie. Stronę musiał założyć ktoś, kto nie odróżnia Czechów od Polaków. Albo to jest Azjata albo Amerykanin. Co wy na to? [ehovara]

Co do reszty: niereligijna twierdzi, że babka gada z ruskim akcentem. Mnie też parę razy zaleciało rosyjskim, śpiewnym „zaciąganiem”. Nazwiska szefów firmy i babcia Olga wskazują na Rosję. Ale może to być mistyfikacja zrobiona przez kogoś, kto nie zna realiów Polski, Rosji i krajów słowiańskich, ponieważ imię i nazwisko tej „konfidentki” brzmią (jak na moje ucho) po bałkańsku (jak napisałam w pierwszymkomentarzu). [astromaria]

Czas mają ustawiony na bliski wschód. Czyżby ktoś Polaków chciał podpuścić na Chiny? [ehovara]

Nie myślcie sobie, że sprawa firmy Olgacom przeszła bez echa, o nie. Wprawdzie strona firmy wisi od przeszło miesiąca, podobnie jak wklejony wcześniej film, ale kupka trafiła w wentylatorek dosłownie wczoraj. Napisał o tym Monitorpolski i podchwycił Piotr "Dratewka widziałem jak wyrywałeś mikrofon Jane Burgermeister" Bein, rzecz trafiła na Wykop i Obywatelskie Nieposłuszeństwo, przeklejkę zrobił nieznany wcześniej klon Niezależnej.pl, zamaskowany (nie wiedzieć czemu) jako portal regionalny Ziemia Mielecka. Przeklejkę zrobiło polonijne radio z Arizony i zaczęło się to również rozchodzić po angielskojęzycznej części Internetu (A, B, o YT nie wspominając). 

Bodaj najbardziej (albo najmniej, jak kto woli) zaskakujące jest jednak to, jak bardzo nasi spiskolodzy starają się znaleźć ziarno prawdy w tym dowcipie:

Może też być i tak, że 90% tej historii to prawda a nie zgadza się tylko nazwa firmy, która spina wszystkie te pozostałe mniejsze. Następnie wynajęto trolla, który miał pięknie wskazać wszystko to, co jest w tej historii podejrzane, aby ludzie uznali, że to jedna wielka ściema i w ten sposób odrzucili ją razem z prawdą w niej zawartą. [DavidIckeFan]

Sprawdzałam wszystkie artykuły z filmu – są publikacje w necie. Co do firmy faszystymonsanto to jak najbardziej, uważam, że ta firma bierze w tym udział. Inne wątki należałoby sprawdzić. Za tą ELENKĄ może stać ktoś, bardzo mocno wkurzony (może z opozycji, zbliżają się wybory) i zaczyna ujawniać ciemne strony „nierządu”. Tak mi się wydaje. [ehovara]

Sprawa niewątpliwie jest śmierdząca – jeśli nawet jest to dezinformacja to zachodzi pytanie po co by ją stworzono? Kto zadałby sobie tyle trudu by stworzyć tego typu fikcję? Dlaczego głównym graczem w tej „aferze” są akurat Chiny, a nie np. USA czy Rosja? Zalecałbym ostrożność w ocenach. Jeśli to wszystko jest prawdą, to mamy bardzo poważny problem – ingerencji obcego państwa na naszym terenie. Mam nadzieję, że odpowiednie osoby się tym zainteresują… [Monitorpolski]

Jeśli ta firma istnieje i ma te pieniądze i cele, o których mowa, to nie będzie się afiszować wystawnymi stronami. [Monitorpolski]

Powróżę trochę z fusów. Otóż, przewiduję, że ten dowcip wejdzie na stałe do repertuaru spiskologów, pomimo otaczającej go aury prowokacji sił wiadomych. Zbyt dobrze trafia w oczekiwania tych wszystkich ludzi, którzy codziennie tracą godziny z życia, gapiąc się w niebo, licząc i katalogując smugi kondensacyjne, którzy przeklejają od siebie te same kiepsko napisane i kiepsko osadzone w rzeczywistości teksty. Którzy na forach i blogach na zmianę nawzajem się nakręcają i uspokajają. Którzy desperacko pragną, żeby wreszcie pojawił się ten jeden, jedyny i ostateczny dowód na to, że ich żarliwa wiara ma sens, żeby wreszcie ktoś przedstawił dymiący pistolet z odciskami palców domniemanego zabójcy (bo wtedy skrawki papieru na miejscu zbrodni, niewyraźne zdjęcia i przepuszczone przez głuchy telefon zeznania na wpół ślepego świadka będą mieć sens). Którzy modlą się do swoich bóstw, żeby w końcu jeden z tysięcy opryskujących ich pilotów ujawnił prawdę, żeby jakiś insider dmuchnął w gwizdek tak mocno, że świat się obudzi i zrzuci z siebie niewidzialne jarzmo syjonistów NWO. 

Myślę sobie teraz, że w nawiązaniu do poprzedniej notki nie mógł mi się trafić lepszy materiał. Polecałem tam znakomity blog You Are Not So Smart, a ostatni wpis dotyczy możliwości zmiany opinii i wierzeń pod wpływem faktów im przeczących. Wnioski z literatury naukowej są w tym względzie dość pesymistyczne - to nie działa, fakty nie działają. W tym konkretnym przypadku mamy prościutką prowokację złożoną z tych samych klocków, z których nasi spiskolodzy budują sobie wymyślne konstrukcje. I co? I nic, to po prostu kolejne potwierdzenie ich rojeń. Bo jeśli komuś się chciało wymyślać firmę cateringową zajmującą się w sekrecie dystrybucją chemikaliów do chemtrailsów, to coś w tym musi być. 

piątek, 24 czerwca 2011

Witam wszystkich czytelników w czwartej odsłonie nieregularnych polecanek czytelniczych, w których uwadze wszystkich czytelników i subskrybentów polecam rzeczy nudne, przeraźliwie nudne i kompletnie niestrawne. Dziś, jak zawsze, będzie trochę rzeczy z ekonomii, trochę materiałów racjonalistyczno-sceptycznych i trochę dziwów nigdzie indzie nie sklasyfikowanych (bo mi się nie chciało).

Sceptycyzm / racjonalizm / nauka

Na początek podzielę się z czytelnikami informacją, że mam swój ulubiony blog. Nie jest to, wbrew popularnym plotkom, "Sukcesy i Porażki Watch", tylko takie tam skromne przedsięwzięcie, You Are Not So Smart. Wszystko tam jest zarąbiste, począwszy od miny gostka z fajką, a skończywszy na tematyce. Ten blog to bowiem zawieszony głęboko w osiąnięciach nauki przewodnik po wszystkich piekielnych kręgach iluzji i błędów poznawczych. Dunning Kruger? Proszę bardzo. Farmville i nierówne traktowanie strat i zysków? Tutaj. Confirmation bias? No oczywiście, z mnóstwem odnośników do literatury. I tak dalej, i te pe. Mnóstwo tekstu, mało obrazków, a każdy artykuł sprawia, że po jego przeczytaniu człowiek zastanawia się, dłaczego właściwie udaje mu się codziennie nie zginąć z powodu rozwiązanych sznurowadeł. Acha, pretekstem, dla którego postanowiłem polecić YANSS, jest świetny art o trwaniu przy fałszywych wierzeniach.

Do kategorii "Dziwne, ciekawe" powinien trafić ten oto słownik truthersów, nie mogłem jednak wsadzić go do jednego folderu z pewnym felietonem imć pana von Dehnela. Możemy w zasadzie pozostać w temacie 11 września (te teorie spiskowe to straszne ramotki, mówię wam) i zwrócić uwagę na to, co grozi nam już wkrótce. Batshit crazy, jak powiedziałby Amerykanin.

Z mrocznego świata teorii spiskowych udajemy się prosto do magicznej krainy medycyny alternatywnej, gdzie na naturalnie zdrowych ludzi czyhają toksyny, psychopaci w białych kitlach i mafia koncernów farmaceutycznych. Z psychopatami i koncernami niewiele można zrobić, poza pisaniem blogonotek i listów otwartych do Św. Mikołaja, toksyny to jednak zupełnie inna bajka. Z toksyn można się oczyścić, o czym traktuje dość zabawny artykuł w NYT.

Niestrudzeni popularyzatorzy ze Skeptical Science przygotowali ładną animację obrazującą proces powstawania konsensusu w kwestii roli człowieka w zmianach klimatu. Jest nie tylko ładna, ale też użyteczna - można sobie wyklikać każdy pejper w bazie, z której generowana jest animacja. 

Poskakawszy sobie z kwiatka na kwiatek, warto teraz przejść na poziom meta i, zamiast omawiać tematy sceptyczne, zająć się sceptycyzmem jako takim. Wyśmiewać czy edukować? Glanować czy szukać porozumienia? - to stare pytania, z którymi część czytelników zapewne zetknęła się więcej niż raz. Jak się okazuje, są jeszcze starsze niż myślałem. W 1838 myślano o tym tak:

Unhappily, however, those who have buckled on the armour against the follies of the times, have been often unwise and indiscreet in the character and spirit of their measures. Disgusted by the stupidity of the victims of delusion, and provoked by their obstinate adhesion to error, they have assailed them personally, instead of attacking the false philosophy and pseudo-philanthropy by which they have been imposed upon; and thus they have made a show of intolerance which has been fatal to their success. …

Persecution only serves to propagate new theories, whether of philosophy or religion, as the history of the world demonstrates; and this it has never failed to do, whether those theories were true or false. They acquire fresh vigour under the blows of intolerance, and like vivacious insects seem to multiply by dissection. Hence, every attempt to put down impostors, or enthusiasts, by censoriousness and invective, directed against them personally, because of their follies or their crimes, has ever been unsuccessful. They are themselves so sensible that opposition of this kind promotes their cause, that they desire, invite, and even provoke it. Indeed some of the popular follies of the times are indebted solely to the real or alleged persecutions they have suffered, not only for the number of their votaries, but even for their present existence; and but for this they would long since have descended to the tomb of the capulets, “unwept, unhonoured, and unsung.

Skoro już jesteśmy na poziomie meta, to warto naświetlić sprawę Briana Dunninga. Dunning to taki lekko rubaszny koleś, który od paru lat produkuje Skeptoid, całkiem przyzwoity sceptyczny podcast, którego największą zaletą jest chyba zwięzłość i koncentracja na jednym, czasem bardzo wąskim temacie. Sam Dunning jest jednak lekko bucowaty i zdarza mu się błądzić w libertariańskiej mgle. Z pewnym zaskoczeniem dowiedziałem się, że rok temu postawiono go w stan oskarżenia. Powód? Długa lista oszustw, o których istnieniu wolałem nie wiedzieć. Z tego, co zdążyłem w wolnej chwili wyguglać, oskarżeni wpłacili kaucję i odpowiadają z wolnej stopy, proces trwa. 

Od spraw nieco smutnych przechodzimy do bardziej radosnych. Każdy szanujący się sceptyk powinien zdawać sobie sprawę z tego, że dziwne i niezwykłe zjawiska, które trafiają w orbitę jego zainteresowań, mają skłonność do ewoluowania wraz z upływem czasu. Przykładowo, zielone ludziki ustąpiły miejsca szarakom o wiekich, migdałowych oczach, te zaś zaczęły same rozpływać się w mroku dziejów. Co jednak działo się w tym samym czasie z ich domniemanymi pojazdami? Otóż, zaczęły zwalniać.

I skoro już jesteśmy przy temacie UFO, to nie mogę nie zauważyć, że Czajniczek Pana Russella napisał dziś o moim ulubionym przypadku obserwacji tego zjawiska w Polsce, czyli o Latających Miskach ze Zdan. Behold.

Tamże w komentarzach, choć pod innym wpisem, ktoś wrzucił odcinek Reksia, w którym pojawia się UFO.

 

Ekonomia / gospodarka / Krzysztof Rybiński

Z niepoważnego świata nauki i pseudonauki przeskakujemy do kwestii ekonomicznych. Na początek proste pytanie: jaki pojazd mechaniczny jest najprawdopodobniej mniej efektywnym środkiem transportu niż niezidentyfikowany obiekt latający? Oczywiście, samochód. Zaczynamy od krótkiego artykułu ze Slate o kosztach długotrwałych dojazdów do pracy, obejmujących otyłość, samotność, rozerwanie więzi społecznych, problemy ze zdrowiem, a nawet rozwody. I czas, jedno z tych dóbr, z którego rzadkości zdajemy sobie sprawę zbyt późno.

Po drugie, odgrzewam dość stary (dwa i pół miesiąca) artykuł z Wyborczej, w którym Piotr Pacewicz postanowił zająć się wynikami testów PISA i tego, jak Polska sobie w nich radzi. Jeśli ktoś Pacewicza już przeczytał i chce więcej niż pokazywanie na palcach, to mam papier, w którym autorzy robią to samo, ale na cyferkach. A rzecz jest ciekawa i, mam wrażenie, nie istnieje kompletnie w debacie publicznej. Reforma edukacji sprzed 10 lat jawi się jako pasmo klęsk, jako fatalna decyzja, która doprowadziła do masowej demoralizacji (wiecie, zabawa w słoneczko), dramatycznego spadku jakości nauczania i innych gwałtów na rozumie. Tymczasem, ta sama reforma jest w innych krajach uznawana za wzór. Najwyraźniej coś się udało w kraju, w którym nigdy nic się nie udaje (a autostrady są dziesięć razy droższe niż w Czechach). To oczywiście temat na osobny tekst, którego zapewne nie podjąłbym się pisać, bo nie mam do końca sprecyzowanych poglądów i nie chce mi się ich precyzować.

Dla fanów wykresów mamy zestaw aż 22 wykresów, rysunków i map obrazujących nierówności dochodowe w Stanach Zjednoczonych. Porażające, po prostu porażające.

Dla fanów amerykańskich ekonomistów mamy felieton Krugmana o rentierach, rozsądny nawet jak na niego.

Wczoraj gruchnęła wieść, że Polska samotnie zawetowała długoterminową strategię redukcji emisji gazów cieplarnianych w UE. Niezależnie od przyczyn bezpośrednich, proceduralnych (jak zwał, tak zwał), jest tu drugie dno w postaci przerażająco bojaźliwego i summa summarum nieodpowiedzialnego podejścia naszych elit do kwestii zmian klimatu. Wprawdzie do otwartej kontestacji (takiej, jak za oceanem) jest nam daleko, ale standardowe "OMG, zabiorą nam węgiel i nie będziemy konkurencyjni" jest dostatecznie przerażające.

Z tej samej beczki - w 2010 emisje znów wzrosły, a paliwa kopalne (ściślej, ich wydobycie, dystrybucja, produkcja energii elektrycznej) na całym świecie otrzymały subsydia w łącznej wysokości pół biliona dolarów.

Pozostając w temacie ekonomicznych aspektów zmian klimatu i środowiska, przeniesiemy się do deszczowej (bo chyba nie słonecznej?) Pensylwanii, gdzie jeden z gazowych gigantów przekonuje do siebie miejscowych m.in. za pomocą kolorowanek dla dzieci z przyjacielskim Łupkozaurem (w oryginale jest fracosaurus, co wywodzi się od nazwy technologii, która w polskim tłumaczeniu nie może urodzić żadnego fajnego imienia dla dinozaura) w stroju nafciarza. Urocze.

Na zakończenie podsumowanie raportu o piractwie w biednych krajach. Co jest przyczyną? Wysokie ceny dóbr kultury, nic poza tym.

 

Inne, dziwne, ciekawe:

Na początek przepyszny staroć, czyli Jacka Dehnela spojrzenie na publicystykę i poezję Wojciecha Wencla. Kudosy!

Pojawił się kolejny (po Dehylatorze) naśladowca Dlaczego Nie Napalm i Astromariana. Zowie się Platforma Wariatów i jest podpięty pod potencjalnie najmocniejszy kontent: Zenobiusz, Monitorpolski, Miziaforum i cała śmietanka polskiego Wordpressa. Co mogłoby pójść nie tak? Coś poszło, skoro tempo pojawiania się nowych wpisów gwałtownie spadło.

Z wiadomości słodko-gorzkich mamy Miss Kalifornii wyrażającą poparcie dla teorii ewolucji (ogólny wynik wyniósł jednak 49:2 dla ignorancji).

 

Ufff. Za dużo tego. Następna notka będzie o pierdołach, obiecuję.

P.S. Zły Blox dokleił do części linków niewidzialny znak, który uniemożliwiał otworzenia strony. Chyba wszystko poprawiłem.

Tagi