from here to reality
sobota, 29 maja 2010

Czyli o tym, jak to w czasie wizyty w Otchłani człowiek odkrywa, że świat jest mały i wszyscy się tam znają. Zaczęło się od komentarza, zostawionego na Archeowieściach przez zagubionego najwyraźniej internautę Zenobiusza. Komentarz zasadniczo dotyczy szczególnego zastosowania teorii Wilhelma Reicha, tj. wykorzystania dział orgonowych do likwidowania chmur, ale można tam też znaleźć wzmiankę o strzelaniu z takiego działa do niezidentyfikowanych pojazdów latających. Co się gnieździ w głowach ludzi, którym się orgon wiąże z UFO, mnie nie pytajcie[1]. O orgonie nie chce mi się pisać, zresztą jest to temat dość stary i piękny opis tych pseudonaukowych bredni można znaleźć chociażby w znanej wszystkim sceptykom książce Gardnera. Fortunnie pan Zenobiusz posiada blogaska, więc mam jednak o czym dzisiaj pisać i, zaprawdę powiadam wam, to jest bombowy materiał. Przepalił mi większość bezpieczników w mózgu.

Generalnie, Zenobiusz wydaje się nie do końca rozumieć ideę blogowania (gdzieś tam tłumaczy się: Nie mogę .Jestem komputerowym debilem .). Część wynalezionych przez siebie informacji wrzuca w formie regularnych notek, część umieszcza jako widoczne na górze podstrony, część zaś - wkleja w komentarzach do swoich notek lub podstron. Copypasta bywa przy tym totalna, Zenobiusz przekleja wszystko, jak leci. Dodatkowo, jak należy uczciwie zauważyć, rozdział płodów jego wyobraźni odbywa się przy tym w sposób czysto losowy. Zenobiusz jest stałym czytelnikiem dziesiątków serwisów, które my, współczujący (NOT) obserwatorzy Otchłani, zwykliśmy utożsamiać ze wzorcem z Sevres puszczania się poręczy. Dość powiedzieć, że Zenobiusz dostał bana na Grypie666[2], można więc domniemywać, ze jest porąbany nawet jak na tamtejsze standardy, mocno wyśrubowane przecież przez Piotra "Dratewka, widziałem jak zabierałeś mikrofon pani Jane Burgermeister !!!" Beina. No, ale sam popatrz na te cudowności, Czytelniku. Zenobiusz, zapoznawszy się z projektem Orgonise Africa, zaczyna mieć kolejne wątpliwości co do słuszności kierunku, który obrała nasza władza:

Całe południe Afryki, pokryte jest, wielu tysiącami dział orgonowych(patrz mapka link wyżej).A my???

Jesteśmy dziesięć lat, “za Murzynami”

Rodacy! Bracia i Siostry!! Do roboty, komu przyszłość miła.

Do broni!!!!!! Nie słyszycie???? Larum grają.!!!!!

Pyta też:

Niemcy ,produkują i sprzedają ,różne typy działek orgonowych.Czemu u nas tego nie ma,nawet na Allegro?

Jak mawiał Lesław Maleszka, to jest doskonałe pytanie. Idziemy jednak dalej. WTEM! W dziale "O mnie." (tak, kropka ma tam być) czytamy:

W czasie sztucznej pendemi grypy ,słońce niemal zmarło,ku zdziwieni naukowców.Z centrum galaktyki zaczęło docierać do Ziemi promieniowanie,które zwykle do niej nie dociera ,w związku z aktywnością magnetyczną Słońca.To promieniowanie,rzadko docierające do powierzchni naszej planety,podobno mogło mieć wpływ na DNA.Czyżby pandemia ,spaliła na panewce, bo DNA żywych wirusów rozpylanych i czających się w szczepionkach zostało przeformowane,tak by wirus był mniej grożny?.
Zastanawiałem się, czy to nie wręcz Boża interwencja.Słońce znów się wycisza ,wbrew prognozom nauki,czyżby szykowano nawą sztuczną zarazę,a Stwórca znów krzyżuje plany nikczemnych.Króluj nam Chryste.!!!!

Słońce niemal zmarło, a my nic nie zauważyliśmy? Dyć to prawda musi być, co w Biblii mówią, że światło dzienne nie pochodzi od Słońca, tylko było wcześniej! A Słońce przecież, jak wiedzą wszyscy, wespół z gwiazdami dyryguje naszym klimatem. Polityką też. Zenobiusz w innym miejscu ukazuje szerszy kontekst polskich wyborów prezydenckich:

Jarosław Kaczyński, miał zginąć.Pamiętajcie o tym !!!!!!!!!.PO, wystawiło trupa politycznego ,świadomie.Prezydentem miał być Lepper lub”narodowiec”.Taka opcja, to udział w rychłej wojnie z Chinami, u boku Rosji i Niemiec = Finis Polonie nuklearny holokaust.Większość ludzi nie jest tego świadoma.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Tylko Jarosław , zrządzeniem opatrzności ocalony, daje nadzieję, na neutralność Polski i zablokowanie rolania się wojny na Europę..Módlmy się za niego.Niech Najświętsza Panienka ochrania go swoim płaszczem przed pociskami “złego”.
Amen.!!!

Chrystusa Króla intronizować, Marka Króla do redakcji "Wprost" przywrócić, Marcina Króla za ideolozdradę i myślozbrodnię do więzienia wsadzić. Już. Wtedy wojna nie będzie się lolała na Europie. Czy coś. Zenobiusz generalnie jest bardzo religijnym człowiekiem. Ponoć 40 lat zajęło mu zrozumienie w pełni, jaką rolę Bóg pełni w jego życiu, ale dzięki temu przynajmniej potrafi odróżnić subtelny głosik Boga od demonicznych podszeptów. O Maryi pisze tak:

Pytanie: Kto, Kiedy i Dlaczego – nadał Matce Bożej tytuł Królowej Polski?!
Zakłamaniem jest, że tytuł ten nadano po tym jak Król Kazimierz we Lwowie dokonał tego uroczystego Aktu i Ślubowania. Prawdą jest natomiast, że najpierw tytuł ten nadała Matka Boża sama sobie poprzez objawienie tego o. Juliuszowi Mancinellemu, a Król Kazimierz dopiero po interwencji papieża Aleksandra VII podjął ten wielce znamienny w historii krok – on po prostu ogłosił to co przed ok. 50 laty było już znane całemu ówczesnemu Światu, że Matka Boża ogłosiła się Królową Narodu Polskiego, bo sobie ten lud umiłowała!
Ale co robi ów świat?! – dokonuje wielkiej pracy zakłamania historii, aby Naród wybrany sobie przez Matkę Bożą, o tym zapomniał i jako bezpański i ogłupiony, stał się igraszką w ręku wroga.

Oddajcie mi kredens podobny do bramy triumfalnej!!! Czy wspominałem, że działa orgonowe mogą być stosowane do walki z kosmitami? Zenobiusz jest całkowicie przekonany o istotnej roli kosmitów w kształtowaniu biegu wydarzeń na świecie. Co więcej, Zenobiusz wie, że ich rola jest na ogół negatywna i że z kosmitami należy walczyć. W przeciwnym przypadku czekają nas problemy:

Po mojemu ,któś nam lata nad głowami i to masowo,niedługo wylądują nasi”bracia w rozumie”by uświadomić nas ,jakimi ciemniakami, ze swoim Chrystusem jesteśmy, wobec “oświeconych”ras starszych braci,blond niebieskookich humanoidów,dinozauruidów(reptilians),szaraków,i wielu innych z Oriona,Syriusza,Andromedy,im dalej tym “swiatlej”

Żeby z wrogiem walczyć, trzeba go najpierw poznać i, trzeba przyznać, Zenobiusz odrobił pracę domową. W blogonotce pt. "Nasi współlokatorzy." wymienia ok. 50 różnych ras kosmitów, którzy odwiedzają naszą planetę, rozmawiają z politykami i wykupują wczasy na bułgarskiej riwierze. Just get a load of this:

DOBRZE POINFORMOWANI: rezydenci stali lub tymczasowi, zajmujacy sie potajemnie rzadzeniem, tworzacy tajna spolecznosc, zarzadzajacy tajnymi podziemnymi bazami w Stanach Zjednoczonych i calej planecie; wielu z tych grup posiada technologie umozliwiajace przemieszczanie sie do innych planet systemu slonecznego; grupa ta ma miedzynarodowe wiezi

DWARFS (Drwale): zdrobniali ludzie spotykani blisko pieczar w roznych czesciach swiata włączając północna Kalifornia i południowo-wschodnia Arizona oraz południowo-zachodni Nowy Meksyk. Posiadaja technologie czasoprzestrzenna z mozliwosciami podrozy miedzyplanetarnych.

SASQUATCH (Sasquatch): wielki owlosiony humanoid, wysokosc 6-9 stop, zyja w pieczarach, na powierzchni szukaja pozywienia: orzechow, jagod, korzonkow, traw. Maja zdolnosc wyczuwania obecnosci ludzi i w zwiazku z tym unikania kontaktu z ludzmi. Prawdopodobnie to hybryda pomiedzy ludzmi a czlowiekiem przedpotopowym. Posiadaja prawdopodobnie dusze. Maja ludzka twarz osadzona w ciele malpy. Atakuja wylacznie w samoobronie (czasami rzucaja wielkie otoczaki, abyintruzow). Maja zdolnosc do znikania poprzez (prawdopodobnie) umiejetnosc wytworzenia wokol wlasnego ciala psychicznej tarczy elektromagnetycznej.

Nie wiem, jak Czytelnikowi, ale mnie szczególnie do gustu przypadło rzucanie wielkimi otoczakami, abyintruzami. Gdzie można znaleźć abyintruza? Pewnie w areszcie na policji. Widzi mi się, że ci kosmici to po prostu taka potężniejsza i bardziej błyszcząca wersja Żyda lub lewaka. Zenobiusz Obcych boi się z tych samych powodów, które sprawiają, że obawia się obcych. Inność rodzi złość, ale w tym przypadku rodzi przede wszystkim paranoję. Hiperbolizując swój strach przed naruszeniem kulturowego status quo, Zenobiusz w swoim zwichrowanym umyśle nadał bytom urojonym cechy bytów realnie istniejących. Kolega opowiadał mi ostatnio, jak to jechał ze znajomym Francuzem metrem. Ich rozmowie, prowadzonej w języku angielskim, przysłuchiwała się staruszka. W pewnym momencie nie wytrzymała i rzuciła tekstem o "zagranicznym ścierwie, co to się teraz rozpanoszyło". Wcześniej, jak relacjonuje kolega, zachęcała współtowarzyszy podróży do głosowania na Grzegorza "lubię surfować" Napieralskiego. Reasumując, ci kosmici to po prostu Gay Niggers From Outer Space. W dodatku, mogą chcieć naszych kobiet. Jak uczy bowiem nas nieomylna i niepodważalna Biblia, przed wiekami z uznaniem spojrzeli na człowiecze córki i z tego obcowania urodziło się wielu potomków. I wiecie co? Oni są wśród nas, oddajmy głos Zenobiuszowi:

W Iraku zorganizowane jest prawdziwe tropienie ludzi przez amerykańskie siły wojskowe pod dowództwem agendy “gabinetów cieni”.Miecze są obecnie używane przez amerykańskie wojsko…,i obcinają głowy.To nie pasuje do żadnego schematu w ogóle, dopóki nie zdasz sobie sprawy, że tropią i próbują zabić pewnych ludzi w Iraku. które sięgają wstecz do królestwa Sumeru. i wierzę, że pewni ludzie,co nie jest im nawet wiadome mają w swojej strukturze genetycznej pozostałości krwi linii rodowych, która została zmieszana dawno temu 6,7,8,9 tysięcy lat temu z materiałem genetycznym najeźdźców – Gwiezdnych Bogów i amerykańskie wojsko będzie to robić,dopóki ich nie wytropi i nie pozabija. nie wymaże ich i poprzez to nie wymaże pozostałości tych rodów. Gwiezdne Wojny mają miejsce w tej chwili…

I gdzieś tam, w gąszczu przeklejek i przedruków, pomiędzy komentarzami samego Zenobiusza, a tajemniczej Ali, która chciałaby zbudować Cloud Bustera w garażu swojego męża, gdzieś tam można znaleźć wypowiedź "dr hab. inż. Zbigniewa Dmochowskiego, em. prof. P.B., WILNIANINA". To jednakowoż jest materiał na zupełnie nową opowieść. Zauważmy jednak, że w sposób płynny udało nam się przejść z krainy krwiożerczych grzybków z kosmosu do swojskiego, niemalże znajomego świata prawicowych popaprańców. Zresztą, wszyscy i tak od dłuższego czasu spotykają się na Grypie Six Six Six. W nieco innym miejscu mamy wzmiankę o znanym nam już Andrzeju Struskim.

Dobrze. W życiu nie widziałem równie niechlujnej polszczyzny, a napatrzyłem się przecież na różne wykwity prawicowej interpunkcji, na pozbawiony znaków przestankowych bełkot anonimowych komentatorów z Grypy666, na specyficzny STYL emisariusza IV RP, który ogłaszał powołanie PATRIOTYCZNEGO RUCHU... Ja wiem, nie powinienem się śmiać z ludzi chorych psychicznie. A przecież nie dotknąłem chociażby nawet połowy gromadzonych przez Zenobiusza zbiorów. Nie wspomniałem o intensywnych kursach na Uniwersytecie You Tube'a, w których Zenobiusz uczestniczy. Nie wspomniałem o szatanistach, których rozwiązłość nasz bohater regularnie piętnuję. Ach, tak mało czasu, tak wiele lolcontentu.

[1] - Warto w tym miejscu wspomnieć o projekcie Orgonise Africa. Zasadniczo, paru dziwaków co rok wyprawia się z ekspedycją do Afryki, rozstawia na ziemi sterczące z donic metalowe rurki i cierpliwie obserwuje znikanie chmur. Te urocze ćwiczenia z confirmation bias wiążą się też ze sprzedażą kryształów, dział orgonowych, odpromienników i xujwieczego. Przedsięwzięcie to w moim prywatnym rankingu obrzydliwości, które nasi szarlatani robią ludziom ubogim, jest jednakowoż parę szczebli niżej od Mathiasa Ratha i ekspansywnych homeopatów. Z tego projektu pełnymi garściami czerpią przedsiębiorczy forumowicze z davidicke.pl, którym działa orgonowe typu Cloud Buster jawią się jako tani i skuteczny środek walki z trującymi chemtrailsami, które wredni globaliści rozpylają im regularnie nad głowami.

[2] - Pewne światło na rozłam Zenobiusza i wesołych chłopaków z Grypy666 rzuca ten komentarz. Najwyraźniej stosunek do Jarosława Kaczyńskiego jest dla Zenobiusza papierkiem lakmusowym. Zenobiusz nie jest też pewien koszerności Piotra Beina w kontekście globalnego ocieplenia, całkowicie popiera tutaj pytania stawiane przez Królową Pokoju.

wtorek, 18 maja 2010

Dzisiejsza notka zaczęła się od znalezienia wzmianki na jakichś Wolnych Mediach o oryginalnym myślicielu polskim, Andrzeju Struskim, który w wolnych chwilach para się także inżynierią i zakazanymi wynalazkami (wiecie, wolna energia, piramidy, te sprawy). W miarę zagłębiania się w temat, odkryłem, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, że religijny sos, w którym zanurzone są prace myśliciela i wynalazcy, ma nader realny wymiar w postaci obszczekujących się nawzajem sekt, że jest tam ludzki dramat i krwawe wojny trolli. To, kim jest Andrzej Struski, dział "O autorze" na jego stronie wyjaśnia nader szczegółowo. Andrzej Struski to

myśliciel i wynalazca, który wzorce św. geometrii przeniósł na plan swoich rozwiązań konstrukcyjnych. Swoje przemyślenia opiera na poznaniu procesów drogi przyczynowo-skutkowej, jego motto: - widzisz efekt, poszukaj jego pierwotnego źródła. Tak myśląc, poznał źródła materii i życia.

Czasem jego rozwiązania konstrukcyjne okazują się być twardym orzechem do zgryzienia dla establishmentu naukowego, dla skostniałych struktur, w ramach których uprawia się po akademicku sztukę dla sztuki, naukę dla samej nauki.

Obecnie trwają badania naukowe nad wynalazkiem gdyż nauka nie rozpoznaję jeszcze zasad na jakiej podstawie on w ogóle działa i sprawdza się fizycznie w terenie.

Niestety, spokój jego duszy jest zagrożony przez wrogów, którzy mu wbijają szpilki:

Jest przeciwny manipulacji i wykorzystywaniu ludzi fizycznie jak i również duchowo.
Po tym jak opublikował artykuły mówiące o manipulacji i niszczeniu ludzi poprzez duchowość, sekty i wyznania w internecie pojawiły się liczne oszczerstwa, zawistne pomówienia i szkalujące jego wizerunek strony internetowe.

Najbardziej mści się na wynalazcy sekta Himawantii to głównie ludzie zrzeszeni w tej organizacji zakładają setki fałszywych stron podszywając się pod Andrzeja Struskiego lub pisząc o nim nie poparte niczym oszczerstwa.
Współpracują z nimi ludzie z Kościana.

No, i ja już wiem, że facet jest w centrum jakiejś poważnej dramy. Wait, there's more! Jak się okazuje, Andrzej Struski występuje w Internecie jako Gryf144. Zablokowali mu konto na Eioba.pl, dostał bana na Wykopie, nietrudno też znaleźć te "setki fałszywych stron" (eksponaty: [1], [2], [3]), na których jego wrogowie publikują swoje paskudne oszczerstwa (sic! i pfuj!). Źródła przychylne twierdzą, że:

Andrzej Struski pseudonim gryf144, (Pan Zastępów, Mesjasz), to człowiek, który dzięki przekazom i podróżom energetycznym w świecie energii, może stać się dla nas – nie mających dostępu do pracy w energiach o bardzo wysokiej częstotliwości – szansą na przywrócenie równowagi w tym ziemskim systemie, a także w całym wszechświecie.

Z kolei wrogowie nie szczędzą ostrych słów:

Ruch Orion rok 2012 w postaci niebezpiecznej terrorystycznej sekty Gryf144 Andrzeja S. i Jakuba Jakóba Sz. na tym właśnie zbijała i ciągle zbija swój kapitał. Czy jest prawdą, że szef sekty - Gryf144 Andrzej S. jest byłym funkcjonariuszem IV wydziału komunistycznej Służby Bezpieczeństwa podobnie jak inni ważni członkowie sekty, nie można ustalić, bo w takich sprawach obowiązują tajemnice państwowe i służbowe. Ale skąd my znamy te esbeckie metody sterowania ludzi poprzez ich zastraszanie i zniewolenie?

A, można też dodać, że przykrywką dla groźnej sekty ma być portal ovh.pl. W telegraficznym skrócie tak oto przedstawia się zadyma wokół "satanistycznego pseudomesjasza z Podkowy Leśnej", jak raczył był wyrazić się Jan Kowalski, były członek sekty Orion 2012 Gryfa144. Następna notka będzie chyba w całości o tej dramie, bo generalnie jest o czym pisać.

Myślę też, że prezentację osoby autora mamy już za sobą i możemy przejść do kwestii merytorycznych, dla których zebraliśmy się tu dzisiaj. Andrzej Struski, myśliciel i wynalazca, postanowił wnieść swój oryginalny wkład do debaty nad naturą ludzkiej świadomości i jej fizycznymi podstawami. W artykule pt. "Człowiek nie myśli mózgiem" dowodzi, że źródeł ludzkiej świadomości należy szukać gdzie indziej, poza materialną powłoką, w którą Elohim przed laty wlali nieśmiertelną duszę. Oto dlaczego:

Ewolucja jest procesem, który wskazuje nam, że człowiek nie może myśleć mózgiem. Dowody na takie wskazania ewolucji odnajdziemy porównując człowieka z jego przodkiem ewolucyjnym w kwestii postaci fizycznej, czyli z małpą człekokształtną. Człowiek od małpy różni się tylko 3% w stosunku do ogólnej postaci fizycznej. Nieco większa różnica występuje na poziomie mózgów. My wykorzystujemy nasz mózg w większej skali niż małpy i to aż o 10%.

Z drugiej strony, wiemy jednak, że człowiek wykorzystuje swój mózg tylko w 10%. Czy to oznacza, że małpy wykorzystują swoje mózgi w 9,(09)%?

Teraz należy zadać pytanie, czy te inaczej wykorzystywane przestrzenie mózgu służą do myślenia?
Gdyby w istocie tak było, to nasze zdolności niewiele by przekraczały zdolności małpy, tylko o kilkanaście procent. Jednak ta proporcja jest zdecydowanie większa na naszą korzyść. Nie jest to kilkanaście, ani kilkaset procent - to jest zupełnie inna postać. Nasza inteligencja nie posiada skali porównawczej w stosunku do naszych protoplastów fizycznych.

Pomijając już piękny non sequitur (z tego, że mózg wykorzystujemy w większym stopniu, o 10%, miałoby wynikać, że możemy być co najwyżej o 10% inteligentniejsi), wciąż jest do czego się przyczepić. Istnieje mnóstwo zachowań i zdolności, które na pierwszy rzut oka określilibyśmy jako sensu stricto ludzkie, a które zaobserwowaliśmy wśród zwierząt (w dużo prostszych wersjach, ale jednak). Życie społeczne, samoświadomość, rudymentarne zasady etyczne, skomplikowany system komunikacji... Załóżmy nawet, że różnica jest jakościowa. Co z tego? Dalej, pan Struski snuje opowieść o tym, jak małpa stała się człowiekiem.

Przyczyną tego całego zamieszania było zastosowanie w stosunku do grupy wybranych osobników z populacji małp żyjących w naturalnych warunkach na planecie, szczególnego rodzaju oddziaływania. W pierwszej kolejności wybrana grupa umieszczona została w odizolowanej enklawie (raju). Następnie zmienione cechy magnetyczne i eteryczne środowiska, z pokolenia na pokolenie zmieniały charakter postępowania i życia umieszczonych tam osobników.

Ach, adaptacja do zmieniających się warunków środowiskowych, dobór naturalny, ewolucja, jesteśmy uradowani. Gorzej, że to jakaś zmutowana wersja daenikenizmu.

Te nowe informacje w stosunku do pamięci rzeczy naturalnych, niezbędnych do wegetacji, które istniały już u małpy, musiały być gdzieś gromadzone. Pierwotne cechy pamięci (wszystkie istniejące u małpy), były zapisane w biopolu komórek, a więc w bezpośrednim sąsiedztwie procesów chemicznych przebiegających w komórkach. Taka magnetyczna forma zapisu pamięci w wodzie komórkowej i w biopolu komórki jest naturalną formą, która wygenerowana została w procesie ewolucji materii biologicznej. Z tej przyczyny, zapis informacji wtórnych (nabytych jako dodatkowe w trakcie procesu sterowania ewolucją w raju), musiał podlegać identycznej formie zapisu.

Wszystko jasne. Magnetyczna forma zapisu w biopolu komórki. Pamięć w wątrobie, nerkach, śledzionie... No nic, czytajmy dalej.

Powstający zbiór magnetycznie zapisywanych „informacji”, które świadczą o doświadczeniu spraw zewnętrznych, wpisywał się w biopole organów. W taki sposób ten nowy zapis naturalnie łączy się ze zbiorami pierwotnymi na planie biopola. Aura (efekt sumowania się biopól komórek wchodzących w skład organu), jest w naturalny sposób połączona z biopolami komórek. To połączenie gwarantuje synchronizację i ścisły kontakt informacyjny pomiędzy umysłem wegetacyjnym, a umysłem nabytym u osobników w trakcie ewolucji wybranej grupy, która utworzyła populację raju, a w dalszej kolejności populację człowieka.

Krótko mówiąc, świadomość i nadzwyczajna inteligencja człowieka nie pojawiły się w wyniku znanej wszystkim Jaszczurom "ślepej i bezmyślnej" ewolucji, ale w wyniku celowego manipulowania magnetycznymi i eterycznymi właściwościami środowiska, w którym siedziała sobie izolowana populacja małp - małpoludów - prymitywnych ludzi. To wiele wyjaśnia i z całą pewnością łata dziury, które widać w światopoglądzie darwinowskich materialistów.

Po zakończeniu tego procesu ewolucji w pełni rozwinięty człowiek jest gotów na przyjęcie pierwszych istot z Nieba. Dusza będzie wcielana w jego system eteryczny, a wysokiej klasy umysł świadomości pozwoli na tworzenie szczególnego rodzaju materii emocjonalnej. Ten umysł świadomości posiada wyewoluowane prawo kontroli umysłów astralnych, których zadaniem jest tworzenie procesów myślowych.

Co pan Struski chciał mi tutaj przekazać, nie mam pojęcia. Jakieś pomysły, drogi Czytelniku?

poniedziałek, 17 maja 2010

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o błędach poznawczych, ale boicie się zapytać lub nie chce wam się sprawdzać, jest w tym materiale:

Cognitive Biases - A Visual Study Guide by the Royal Society of Account Planning

Alex dostarczył na Blipie, ja udostępniam nieco szerszemu gronu.

sobota, 15 maja 2010

Kilka okoliczności złożyło się na ten nie do końca poważny wpis. Po pierwsze, niedawno upłynął miesiąc od katastrofy prezydenckiego samolotu. Nie czas i miejsce, by formułować całościowe podsumowania wszystkich jej krótko- i długofalowych skutków, nadmienię tylko, że ostatni miesiąc był dla każdego miłośnika śmietników idei prawdziwym eldorado. Rozmiary szaleństwa, które ta katastrofa wzbudziła, są trudne do ogarnięcia i zapewne nie będzie wielką przesadą porównanie tej sytuacji do zamachów z 11 września (oczywiście, abstrahując od materialnego wymiaru tragedii). Śledztwo trwa i wszystkich odpowiedzi wciąż nie znamy, myślę jednak, że śmiało można zebrać odpowiedzi i hipotezy, które z nami zostaną, bez względu na to, jakie dokładnie będą wyniki śledztwa. Po drugie, międzynarodowe społeczności sceptyków ma drobną świecką tradycję zbierania argumentów swoich co bardziej sztampowych adwersarzy w kartę do gry w bingo. I tak, mamy bingo kreacjonistyczne, watykańskie czy antyfeministyczne. Zasady są proste: znajdujemy oponenta z danej kategorii i zakreślamy na karcie argumenty, których użył, pięć w linii prostej daje nam bingo. Postanowiłem zatem poczynić maleńki wkład w tę rozkwitającą tradycję.

Smoleńskie bingo!

Tagi: bingo satyra
13:47, asmoasmo , Śledzik
Link Komentarze (5) »
wtorek, 11 maja 2010

No więc idę, powiedzmy, wieczorem z gazetą i mam spotkanie z dziwną kobietą. Inaczej rzecz ujmując, nieco ironicznie i z puszczeniem oczka do Rafała A. Ziemkiewicza, spotkałem w poniedziałek demona polskiego nacjonalizmu, który postanowił dręczyć mnie w przebraniu starszej kobiety z siatką z Lidla i dziwną skłonnością do uporczywego wpatrywania się w pierwszą stronę "Gazety Wyborczej". A było to tak, że uciekł mi tramwaj, a Błękitny Wieżowiec był stalowoszary, z lekkim odcieniem szumu z telewizora. Oczekiwanie z gazetą w ręku na tramwaj na Bankowym i burzę made in Łódź przerwały natarczywe awanse siedzącej obok staruszki. Siuuup! Siuuup! Siuuup! Schyla się, łypie spod oka na gazetę, wraca do pozycji stabilnej. Siuuup! Siuuup! Siuuup! W końcu przemówiła:

- Przprszm, co tu pisze? Prawda o czym?
- O Katyniu. Prawda o Katyniu.
- A jaka to gazeta?
- "Wyborcza".
- Niemożliwe, o Katyniu w "Wyborczej", bzzzzzwwwwtttsss. Za komuny pisali ppppssssbbbbzzzz, a potem przez dwadzieścia lat się wwwwkkkkzzzzz.

Chwila zadumy w stylu tandetnej egzegezy "Wesela" Wyspiańskiego, mianowicie, chłop ciekawy jest świata. Po chwili jednak staruszka łapie wiatr w żagle i ze zdwojoną energią podejmuje wątek "Gazety Wyborczej":

- He he he. Przychodzi facet do kiosku i pyta: "Czy jest Gazeta Wyborcza?". "Nie ma" - odpowiada kioskarz. "A czy jest Gazeta Wybiórcza?". "Też nie ma". "A Gazeta Koszerna?" - "Oczywiście, że jest". He he he.

Oczy dęba stają, włosy nie dowierzają. To nie jest dotyk zła, to jest wcielona obcość, która postanowiła podręczyć mnie i przepalić wszystkie żenometry w moim nieco zbyt przysadzistym ciele. Nie mając pomysłu na ciętą ripostę, postanowiłem milczeć i udawać, że wciąż mogę cieszyć się lekturą. Na szczęście po chwili przyjechał tramwaj. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy odkryłem, że demon polskiego nacjonalizmu wsiadł do tego samego wagonu. Na środku wagonu stałem, czytając dalej "Wyborczą", a staruszka co rusz schylała się nieco i obracała głowę, by obejrzeć wciąż tą samą pierwszą stronę. Kino Femina. Co tam jest? Paru żołnierzy pod Kremlem, trochę więcej literek, nie pod Kremlem. To pewnie tak, że jak się porządnie napatrzy, to tak znienawidzi, że hej. W okolicach Okopowej stwierdzam, że dłużej tak nie mogę i wybieram podziwianie krajobrazów dezindustrializującej się Woli.

Okopowa, Karolkowa, Żelazna, idę na drugi koniec tramwaju. Patrzę w lewo, staruszka też się przemieściła. Dlaczego, nihuhu nie wiem. Nie miałem przecież gazety w ręku, nie wziąłem z domu jarmułki, nie założyłem koszulki obrażającej uczucia religijne, z butów wystaje mi słoma - o co więc tu chodzi? Bijąc się z własnymi myślami, dotarłem do celu i bez większych deliberacji udałem się w podróż do serca osiedla. Spojrzenie za siebie przyniosło ulgę, demon poszedł w swoją stronę lub przegapił przystanek. Jakkolwiek bolesna nie byłaby prawda, poczułem się wolny, mogłem z nadzieją patrzeć w przyszłość, mogłem bez obaw wstać następnego dnia z łóżka.

Więc uświadomiłem sobie ostatnio, że ten blog przestał być wielobranżowy i stał się dość monotonną wystawą własnych pomysłów na trolling i relacji z wycieczek w Otchłań. A przecież jest kategoria z omówieniami "historii, które napisało samo życie", są osobiste wynurzenia, jest też dział, w którym spojleruję różne filmowe arcybadziewia - rzeczy tak kiepskie, że nie są nawet wyświetlane w kinach. Pora nadrobić wielowiekowe zaległości, wypełniony słodkim, popkulturowym lenistwem weekend temu raczej sprzyja. Niniejszym przywracam do życia tę ostatnią kategorię, pozwolę sobie przedstawić Czytelnikowi film pt. "Evilution".

Choć tytuł może wskazywać na kreacjonistyczną propagandówkę, większą część fabuły bezczelnie zaspojlerowałem w tytule tej blogonotki, wychodząc z założenia, że im bardziej fikuśna będzie, tym mniej osób zechce tu zajrzeć. Enyłej, w filmie chodzi o to, że armia amerykańska weszła jakoś w posiadanie obcych form życia, które okazują się przypominać raczej bakterie niż Szaraków z wielkimi oczami w kształcie migdałów. Można zauważyć, że to bardzo wygodny chwyt fabularny, bo dzięki niemu nie trzeba właściwie pokazywać obcych. Wystarczy zamachać przed kamerą kolorowym płynem, a wszyscy uwierzą, że roztwór ten zawiera miliony maleńkich istot, które swój pobyt na Ziemi zaczęły pewnie od prośby o spotkanie z przywódcami ludzkości. Armia, jak to armia, w bezwzględnej pogoni za zyskiem i technologiami stworzyła sobie tajne laboratorium, w którym - jak to w filmach bywa - sprawy w pewnym momencie wymykają się spod kontroli. Skutek widzimy na ilustracji numer jeden, która przedstawia zombiaka z interesującą miną.

Bagdad, mamy problem!

Maleńcy kosmici mają w zwyczaju przejmować kontrolę nad ciałem i umysłem człowieka, zamieniając go w zombiaka, niestety bez wyraźnych śladów rozkładu. Czy świeży zombiak jest już zombiakiem? Przyznam, że ta myśl zaprząta moją uwagę od dłuższego czasu. O czym to ja? A, fabuła. Jak więc widać, wszystko idzie w cholerę i piękne nowe laboratorium też w cholerę. Amerykanie mają jednak niezawodny sposób. Nim jednak na całą bazę spadnie atomówka (ONI W FILMACH ZAWSZE CHCĄ ZAMIATAĆ PROBLEMY POD DYWAN!), z małą fiolką zawierającą małych kosmitów zdoła uciec okularnik. Akszli, w filmie moment jego odjazdu i wybuch atomówki dzielą sekundy, wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, gdy okularnik zjawia się w jakimś obskurnym blogu xujwiegdzie i wznawia swoje badania. W tym momencie wiadomo już, że w dalszej części filmu okularnik będzie zawierał znajomości z sąsiadami, uciekał przed facetami w czerni i próbował nie dopuścić do opuszczenia lokalu przez zombiaki, z którymi się wcześniej zakumplował. Pan Hudefak, który wyreżyserował "Evilucję", oczywiście Peterem Jacksonem nie jest i jego wariacja na temat zombiaków w domu jest, bądźmy hojni w ocenach, nieprzekonująca.

Sąsiadka

Przekonująca jest za to sąsiadka. Jakie jest jej miejsce w społeczeństwie, ciężko wyczuć. Z filmu dowiadujemy się jedynie, że gotuje zaprzyjaźnionym latino gangsta ziomom, robi pranie, stroi się w seksowne ciuszki i odpoczywa po nieudanym związku w zapomnianej przez Cthulhu dziurze. Być może jest tam jakaś głębsza drama, ale nie mamy zbyt wielu okazji, żeby się o tym dowiedzieć. Są jeszcze wspomniane gangsta ziomy, z obowiązkowymi łańcuchami bling-bling, pistoletami i ranami postrzałowymi. Ot, typowe społeczne tło, za którego stworzenie nie trzeba płacić kokosów. W międzyczasie, nasz okularnik cierpliwie próbuje zrobić coś z wykradzionymi z Iraku kosmitami. Przelewa z fiolki do fiolki, miesza z żółtym płynem, miesza z niebieskim płynem, podgrzewa, wstrzykuje szczurowi. Szczur po paru dniach zje swoich współtowarzyszy z klatki, ale póki co jest tak, jak pisał poeta. Księżyc idzie srebrne chusty prać, świerszczyki świergocą w stogach, czegóż się bać. Przecież siano pachnie snem.

Okularnik

Każda sielanka musi się jednak skończyć. Wycieczka okularnika do sąsiadki w celu pożyczenia szczypty soli kończy się aktem miłosnym, a wizyta ćpuna w mieszkaniu okularnika kończy się kradzieżą pomarańczowego płynu. Możecie sobie wyobrazić, jakiego kopa nanoistoty z kosmosu dadzą temu ćpunowi! Jak powszechnie wiadomo, zombiaki są bardzo całuśne i ruchliwe, wskutek czego zombiacza zaraza rozprzestrzenia się szybko w całym domu. Pojawienie się potężnie zbudowanego szpiega wyznacza moment, gdy wszystkie oczekiwane przez świadomego widza klisze lądują na swoich miejscach. Drama życia codziennego z zagrożeniem integralności cielesnej w tle zamienia się w typowy film opowiadający o poruszaniu się w ciasnej i nieprzyjaznej przestrzeni. Od tego momentu raczej nie ma już znaczenia, czy problemem są zombiaki, wampiry czy krwiożercze ryjówki.

Nic lepiej nie oddaje fajtłapowatości tego filmu niż ostatnie sceny. Nasi bohaterowie, na tym etapie składający się z otumanionej kucharki, nieszczęsnego okularnika, tajniaka i kilku kanistrów czegoś tam, docierają na dach budynku, by z wysypem żywych trupów poradzić sobie w sposób, który (na szczęście!) nigdy nie przyszedł do głowy Peterowi Jacksonowi. Mianowicie, trując wszystko i wszystkich dymem. Zaprawdę powiadam wam, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, masakrować zombiaki kosiarką czy inną piłą mechaniczną. No, ale twórcy omawianego dzieła woleli Konfrontację Na Dachu. Pod rozgwieżdżonym niebem otumanienie kucharki okazuje się być przykrywką dla próby kontaktu ze strony nanoistot, które przejęły nad nią kontrolę. Niestety, kończy się na wymianie zdań na temat kolektywizmu, wolności i indywidualizmu, po czym okularnik rzuca się w przepaść razem z kucharką. Tadam, zombiaki zdechły, napisy końcowe, cześć. No, jeszcze ostatnia scena, która ma nam sugerować, że będzie jakiś ciąg dalszy. Bo zawsze jest ciąg dalszy. Ocalała jednak larwa, bombardowanie nie zniszczyło jednego jaja, jeden zombiak uciekł do kanałów, anakonda poszła w rumuński las. Do następnego razu!

niedziela, 02 maja 2010

Znana i lubiana przez wszystkich Astromaria (za najfajniejsze ostatnio przykłady wyjątkowości tej blogerki dziękujemy Sophersowi) dostarczyła dziś na Blipie materiał dla wszystkich prześmiewców.

Momentami ciężko jest uwierzyć, że ktoś to zrobił na serio, a nie w celu strollowania społeczności, która i tak została już solidnie strollowana. Zostawiając na boku kwestię, z którą zawsze są problemy, możemy spokojnie zająć się treścią i szeroko pojętym kontekstem. Gdybym przed obejrzeniem filmiku stworzył listę spraw i teorii, których obecności w tego rodzaju materiałach zawsze się spodziewam, a potem odhaczał kolejne elementy w trakcie oglądania, zapewne przy większości z nich znalazłby się ptaszek. Przykłady? Proszę bardzo: "The Matrix", Grupa Bilderberg, szczepionki, Drugie Kłamstwo Katyńskie, aspartam, smugi chemiczne, czipy pod skórą, 9/11, Nowy Porządek Świata, David Icke, Jane Burgermeister, Ryszard Czarnecki, Andrzej Gołota. O dwuminutowym pleplaniu na temat walki, otwierania oczu i organizowania oporu (etos styropianowy w narodzie wiecznie żywy) nawet nie wspominam, bo nie widzę punktu zaczepienia. Generalnie ciężko dyskutuje się ze zdaniami normatywnymi, a fundamentalne rozbieżności światopoglądowe i kognitywne wcale tego nie ułatwiają. Jeden tylko cytat z tamtej części utworu, który mnie szczególnie ujął: "Chcą traktować nas jak bydło? Bardzo proszę. Jesteśmy bydłem, tak? To nasramy wam pod nosem!". Zrządzeniem losu w tiwi leciał dziś "Dzień Świra". Dalej, praktycznie wszystko, co związane z tym teledyskiem, jest przezarąbiste. Po pierwsze, z opisu na YT dowiadujemy się, że jest to:

Utwór wschodzącego poznańskiego rapera, aktywnie działającego przeciw Nowemu Porządkowi Światowemu i na rzecz podnoszenia ludzkiej świadomości w kwestiach prawdy o konspiracjach na najwyższych szczeblach władzy.

Na Uniwersytecie Stanowym Youtube'a znajdziemy przynajmniej dwie kopie podklejonego wezwania do oporu. Pierwszą załadował niejaki prawdziwefilmy, drugą zimny144. Klik, klik, klik i już jesteśmy w krainie latających siekier. Pierwszy przykład z brzegu: STOP NWO POZNAŃ kropka PRV kropka PL opowiada w Olsztynie o zagrożeniach związanych z knowaniami tajemniczych-ale-nie-do-końca sił. Klik, klik, klik i możemy podziwiać moc i prężność inicjatywy STOP NWO.

Jesteśmy grupą ludzi świadomych zagrożenia jakim jest wprowadzanie przez elity tego świata tzw. Nowego Porządku Świata (New World Order – NWO) oznaczającego dla ludzkości erę totalnej inwigilacji i kontroli każdego przejawu życia, odebranie wszelkiej prawdziwej wolności myśli i słowa, odebranie prawa do zdrowego, naturalnego odżywiania i leczenia – a więc w istocie stworzenie prawdziwej planety – więzienie.

... i, jak czytamy dalej, oczywiście nic członków inicjatywy poza tym nie łączy. Jakie czasy, tacy rewolucjoniści. Ponadto, mamy tam chemtrailsy nad Swarzędzem, wywiad z Iluminatem i wyznania niejakiego Mikołaja, który najpierw przestał wierzyć w Bozię, potem przeżył ukąszenie daenikenowskie, a kiedy usłyszał o Iluminatach i Jaszczurach, wszystkie klocki w głowie znalazły swoje właściwe miejsce, odsłaniając pustkę. Zresztą, polecam rozdział "Moja wizja świata", ręki i ogony opadają.

Cóż, na pewno historIa ludzkości i pochodzenia naszego gatunku jest mocno zakłamana i zmanipulowana. Oficjalna wersja wydarzeń jest ewidentnie niespójna, zagmatwana i generalnie nie trzyma się kupy. Wmawia nam się, że wyewoluowaliśmy zwyczajnie od niższych gatunków, a przeszłe cywilizacje były głupie i prymitywne mimo, iż zbudowały tak wspaniałe budowle i miały przeogromną wiedzę w dziedzinach matematycznych i astronomicznych, którą my posiedliśmy zupełnie niedawno...Nie, COŚ tu nie gra. (...) Na samym początku człowiek był istotą w pełni wolną, wysokorozwiniętą duchowo, o ogromnych możliwościach, oraz żył w zupełnie innych warunkach niż dzisiaj. Są nawet przesłanki, że kiedyś nawet nie posiadaliśmy ciał fizycznych i to właśnie gady namówiły nas na wejście w nie, by doznać nowych, wspaniałych możliwości. (...) Wiem, że to w dużej mierze spekulacje, ale warto myśleć, zbierać informację i zastanawiać się nad tym wszystkim.

Mikołaj, zanim przeniósł się na Wordpress i do sal lekcyjnych, w których prowadzi pogadanki z cyklu "Eeeee... z Nowym Porządkiem Świata trzeba walczyć... hm... eee... ale nie przemocą", prowadził stronkę Czas przebudzenia. Stronka wygląda jak produkt przełomu wieków, ale to nie anachroniczny wygląd decyduje o tym, że w środku jest śmiesznie. Jest deklaracja ideowa, zaskakująco podobna do tej, którą przedstawia inicjatywa STOP NWO POZNAŃ (unia personalna jest całkiem rozsądnym wyjaśnieniem). W innym tekście autor, wychodząc od pochwały życia codziennego w erze przedindustrialnej (jak wiadomo, żyło się świetnie, krótko i intensywnie), zastanawia się, jak bardzo utrudniają nam życie podatki i inne bzdury. Są też listy od czytelników. Przykładowo, ktoś pyta o to, czy warto wspominać w towarzystwie o Jaszczurach, autor strony odpowiada, że Jaszczury są kwestią kontrowersyjną i wciąż dzielą społeczność spiskologów, dlatego trzeba skupić się na tym, co wszystkich łączy, czyli na Michniku NWO. Kontrowersje związane z Jaszczurami dotyczą m.in. tego, czy Jaszczury są nad Iluminatami. A na zakończenie - obrazki! Na początek kiepskie tłumaczenie pojęcia inside job, które i tak blednie przy samym uznawaniu 9/11 za rzeczone inside job.

A tu wariacja na temat otwierania przez Polskę oczu na szatański Unii zmysł:

Czy tylko ja mam wrażenie, że temu budziku wypadałoby dorysować wąsy? I jak tu się, do jasnej ciasnej, nie śmiać? Czy "wschodzący poznański raper" i animator inicjatywy STOP NWO POZNAŃ to jedna i ta sama osoba?

Tagi