from here to reality
sobota, 19 marca 2011

Wstaję skacowany dziś rano, a tam ^michio podrzuca na blipa najnowszy tekst Krzysztofa Kłopotowskiego, wybitnego krytyka filmowego i publicysty, który zasłynął kiedyś odkryciem monstrualnego banerowego spisku. Dziś jest o kreciej robocie Żydów i roli Gazety Wyborczej w wynaradawianiu Polaków. Czytelników uprzedzam, że w swoich komentarzach nie zawsze będę merytoryczny, to nie jest poważna polemika, tylko wyrób przemysłu nienawiści.

widać, kiedy Gazeta Wyborcza igra w Polsce z ogniem. Przypomina mi, jak po I wojnie światowej liberalni Żydzi w Niemczech uprawiali orgię szyderstw z kultury niemieckiej. Uwaga, bynajmniej nie wszycy, lecz tylko liberalni. Ale skutki ponieśli wszyscy.

Zaczynamy więc z grubej rury, od sugestii o współwinie Żydów za Holocaust. Szydzili z niemieckiej kultury, szydzili, aż w końcu załadowano ich do pociągów i wywieziono do obozów zagłady. I żeby uchronić się przed ewentualnymi zarzutami, zauważa, że tylko liberalni Żydzi atakowali zdrową, niemiecką, chrześcijańską kulturę. No tak, hm, rzeczywiście. Zupełnie nie widać, co wycieka spomiędzy wierszy tego tekstu. Dlaczego Kłopotowskiemu proces Rymkiewicza tak się kojarzy, Przestrzeń raczy wiedzieć. Może chce tylko przestrzec polskich Żydów przed stosowaniem ironii, kpiny, sarkazmu i szyderstw. Tylko przed czym miałby ich przestrzegać? Wolałbym, żeby to pytanie nie miało odpowiedzi.

Zresztą: Krzysztof, pierdolisz, nie było cię tam!!!

Niektórzy czytelnicy znają już te refleksje. Jednak postawienie polskiego poety przez Agorę przed sądem sprawia, że nabrały nowej aktualności.

Krzysiu, dlaczego użyłeś akurat takich słów? Dlaczego napisałeś, że Agora postawiła przed sądem polskiego poetę? Czyżby fakt, że Jarosław Marek Rymkiewicz jest polskim poetą miał jakiekolwiek znaczenie w tym procesie? Czyżby pozywający nie byli Polakami? Taka sugestia ci się ulewa?

Sprawy w Polsce zaszły daleko w złym kierunku: Sąd uniewinnia p. Nieznalską za phallusa na krzyżu.

Tak, wiele rzeczy jest nie tak z tym krajem, ale przez myśl by mi nie przeszło, że uniewinnienie Doroty Nieznalskiej jest sensownym przykładem. Krzyś, obudź się, cukier jest po 5 zł za kilogram.

Rozumiem, to sztuka krytyczna, jak wywodzi Dorota Jarecka w Gazecie Wyborczej. Ale dlaczego p. Nieznalska zaraz nie wywiesi phallusa na głowie Mojżesza?

A dlaczego nie nadziała tego fallusa na muzułmański półksiężyc? Dlaczego nie zrobiła fotoszopki z Krishną trzymającym w rękach fallusy? Dlaczego prawicowi publicyści muszą zawsze zadawać takie idiotyczne pytania? I dlaczego u nich po "a dlaczego" na ogół występują Żydzi?

Albo w programie Jakuba Wojewódzkiego w TVN wsadza się polską flagę w psie kupy. Taki protest. Ale czemu zaraz nie wsadza się izraelskiej - w proteście przeciwko represjom Izraela wobec Palestyńczyków? Przecież tamten konflikt na poważniejsze znaczenie dla świata.

Przez moment myślałem, że czytam tekst Stanisława Michalkiewicza, który też lubi od czapy zapytać o Żydów. Powiedzmy, a dlaczego wrocławska młodzież nie zdjęła gwiazdy Dawida ze ścian w swoim liceum? BO NIE BYŁO TAM GWIAZDY DAWIDA. Bo Polska to nie Izrael, bo kontekst ma znaczenie, do cholery. Bo Polska ma polską flagę, a nie izraelską. Bo księżycowy krajobraz polskiej przestrzeni publicznej wyznaczają krzyże, a nie gwiazdy Dawida.

To są oczywiste pytania dla mojego - również krytycznego - umysłu. A stanowią zaledwie czubek góry lodowej. Nasz okręt, nawa państwowa, jak kiedyś się mówiło, płynie kursem grożącym katastrofą.

Wielkie to szczęście, że Krzysztof Kłopotowski od czasu składających ikrę polskości lemingów nauczył się czegoś o zasadach funkcjonowania świata zewnętrznego.

Badacz wpływu judaizmu na kulturę współczesną Kevin Macdonald twierdzi w swoim dziele "The Culture of Critique", że w podanych celach zawarta jest strategia ewolucyjna przetrwania Żydów jako odrębnej grupy etnicznej wśród innych narodów świata. Osłabia bowiem pozycję nie-Żydów w rywalizacji o władzę polityczną, pieniądze i wpływ na wyobraźnię mas.

(...)

Macdonald zastrzega, że nie ma dowodów, aby poprawa konkurencyjności była zamierzonym skutkiem stworzonych przez nich dywersyjnych nurtów intelektualnych. Chodzi tu o marksizm, radykalną lewicę, psychoanalizę i szkołę frankfurcką badań społecznych, które przeniknęły kulturę Zachodu. Taki jednak mają skutek rzeczywisty i dla nich korzystny. Rewolucja antychrześcijańska odbywa się pod hasłami wolności i tolerancji lecz jest to złudzenie. Rewolucjoniści realizują własne interesy nieświadomie mamiąc siebie i innych szlachetnością motywów.

Mamy teraz dwie możliwości. Albo Krzysztof Kłopotowski nie wie, kim jest Kevin B. Macdonald, albo wie, na kogo się powołuje (nie pierwszy raz) i nie widzi w tym nic zdrożnego. Obstawiam to drugie, ale twardych dowodów nie mam. I teraz będzie ważny fragment. Kevin B. Macdonald jest jednym z tych beznadziejnie zaczadzonych ideologią naukowców, na których poważni ludzie się nie powołują. Macdonald to profesor psychologii ewolucyjnej, którego zainteresowania badawcze kręcą się wokół doboru grupowego u Żydów. Czerpanie wiedzy o świecie z jego prac jest przynajmniej tak złym pomysłem, jak szukanie rzetelnego i bezstronnego opisu historii III Rzeszy u Davida Irvinga. To porównanie jest najzupełniej celowe. Na sławnym procesie o zniesławienie, który Irving wytoczył Deborah Lipstadt i wydawnictwu Penguin, Macdonald był świadkiem oskarżenia. Opowiadał tam, wprawiając salę i swoich uniwersyteckich kolegów w stupor, jak to polityka nazistów była lustrzanym odbiciem zachowań grupowych Żydów. Zresztą, jego własne słowa mówią same za siebie (1, 2, 3). Właśnie zalinkowałem Institute of Historical Review i czuję obrzydzenie. Niech to szlag trafi, Kłopotowski, to twoja wina.

Należy zbadać środowisko, którego Gazeta jest emanacją i wizję społeczeństwa, jakie usilnie zamierza stworzyć w naszym kraju. Zanalizować światopogląd i program kierownictwa, źródła inspiracji, finanse, okoliczności zakładania redakcji i jej życie wewnętrzne a dopiero po starannym udokumentowaniu poddać ocenie polskiej opinii publicznej. Jako wzór niech służy opasły tom "The Trust", monografia "The New York Timesa", za którą autorzy Susan E. Tifft i Alex S. Jones dostali nagrodę Pulitzera. Kto napisze takie dzieło o Wyborczej?

Nie wiem, kto napisze, ale wiem, kto chciałby coś takiego napisać. Krzysztof Kłopotowski. Wiem też, że jeśli ktoś napisze dzieło o Żydach w Wyborczej, raczej nie dostanie nagrody Pulitzera. Michnik nie pozwoli.

Pod względem wpływu na bieżącą politykę i stan naszej świadomości Gazeta jest zjawiskiem niemal bez precedensu. Może w czasach Rewolucji Francuskiej wychodził dziennik o podobnym znaczeniu. Może leninowska "Prawda" wczesnego bolszewizmu była tak ambitna przy tworzeniu "nowego człowieka", chociaż tylko jako tuba partii. Natomiast Wyborcza to samodzielny ośrodek władzy, który próbuje stworzyć nowego Polaka.

Pod względem wpływu na bieżącą publicystykę i stan umysłu prawicowych publicystów, Gazeta Wyborcza jest zjawiskiem niemal bez precedensu. Może w czasach Rewolucji Francuskiej wychodził dziennik o podobnym oddziaływaniu. Może amerykański The New York Times jest oskarżany o tak ambitne plany transformacji kulturowej, ale to jeden z wielu podobnych sobie. Natomiast Wyborcza to samodzielny obiekt obsesji, które widzą w niej tajny ośrodek władzy i największego wroga kulturowego status quo.

Osoba mająca rozeznanie w prawicowych lękach na pewno zauważyła już, jakiego antysemickiego motywu nie wyciągnęliśmy z tego tekstu. Pora to uzupełnić:

Równie dobre rzeczy można powiedzieć o Polakach żydowskiego pochodzenia. Są wyjątkowo inteligentni, wykształceni, pracowici oraz kreatywni. Z jednym zastrzeżeniem: część z nich swoją nader wysoką pozycję w mediach i kulturze zawdzięcza nie tylko talentom. Ta część z nich zwana "żydokomuną" została brutalnie narzucona Polakom etnicznym w roli nowej elity przez ZSRR.

Natomiast [nowy Polak - dop. asmo] powinien puścić w niepamięć zbrodnie żydokomuny.

Środowisko byłej żydokomuny co prawda heroicznie wychodziło z komunizmu w latach 1970 i 1980 wiele dobrego robiąc tym dla Polski. Jednak musiało obawiać się rozliczeń przez choćby część Polaków.

PiS spróbował bowiem rekonkwisty terenu od byłej żydokomuny - co nie miało nic wspólnego z antysemityzmem i - odzyskania pola od byłej polkomuny.

Jest coś głęboko niepokojącego w człowieku, który potrafi pewnej (w dużej mierze wyimaginowanej) grupie etnicznej sadzić piękne komplementy tylko po to, żeby w następnym zdaniu przywołać jeden z najtrwalszych i najpaskudniejszych antysemickich motywów. To już nawet nie jest postać ze skeczu o człowieku, który na zmianę był uprzejmy i niegrzeczny. Ale to też nie jest nic nadzwyczajnego, taka mieszanka fascynacji i fobii, miotanie się między podziwem i pogardą, uwielbieniem i nienawiścią.

Tekst Kłopotowskiego jest długi, miejscami trochę przegadany, ale mimo wszystko ilość cudowności, które udało mu się tam wcisnąć, jest niesamowita. Są "Protokoły Mędrców Syjonu" przebrane za "cele, które nowożytny judaizm stawia sobie wobec kultury chrześcijańskiej w Stanach Zjednoczonych", wraz z przerażającym odkryciem, że ktoś to wciela w życie również w Polsce. Są też rozważania na temat narodu, który nie dominuje liczbowo, ale nadaje ton kulturze naszego kraju. I rekomendacje, cholera jasna, rekomendacje. Tutaj Kłopotowski odjechał tak, że spadłem z krzesła. Podziwiajcie je w pełnej chwale:

Modelem stosunków polsko-żydowskich powinien być list naszych biskupów do niemieckich ze sławną frazą "przebaczamy i sami prosimy o przebaczenie". Obie strony mają sobie wiele win do wyznania. Wykluczmy z góry rekonkwistę. Mówmy raczej o kohabitacji i wzajemnej adaptacji. Odpowiedzią na polonizację Żydów niechaj będzie judaizacja Polaków, czyli przyjęcie tych cech judaizmu, które zapewniają sukces w nowoczesnym świecie. Polacy żydowskiego pochodzenia często wywodzą się z rodzin nienawidzących i gardzących polskością a w następnych pokoleniach wielu stało się patriotami, cennym nabytkiem dla kultury i polityki polskiej, mimo złej przeszłości przodków i niekiedy własnej.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że to jest na serio.

A nawet nie zacząłem czytać komentarzy.

KURWA MAĆ.

Tytul notki skradłem od Inżyniera Mruwnicy.

wtorek, 15 marca 2011

Po co ludzie jeżdżą do Gdańska? Od dziś odpowiedź na to pytanie brzmi: żeby kupić odpromienniki urządzeń do wody. Nie znacie? To posłuchajcie. Poszukując materiałów, którymi mógłbym wesprzeć zacną inicjatywę nadania pierwszej polskiej elektrowni atomowej imienia papieża Jana Pawła II, trafiłem na witrynę firmy, której działalność najwyraźniej opiera się na dwóch filarach: pseudonauce i unikalnym spojrzeniu na katolicyzm i osobę papieża Polaka w szczególności. Oto przedstawiam przedsiębiorstwo Powrót Do Naturyz siedzibą w Gdańsku, któremu przyświeca następująca misja (i wizja, dużo wizji):

Ma na celu udostępnienia przekazów ze świata duchowego w przemijającej już epoce Ryb i przygotowania do życia w nadchodzącej epoce Wodnika. Z setek publikacji zostało już niewiele, lecz dalej rozpowszechniamy te publikacje w wersji elektronicznej pdf. Siły zła spowodowały zawężenie działalności wydawniczej, lecz poszerzenie działalności i leczenia medycyną alternatywną.

To nie ma najmniejszego sensu. Siły zła miałyby przymykać oko na altmed i skupiać się tylko na książkach o masonach w Watykanie? Nie bardzo rozumiem, dlaczego, ale nie będziemy się nad tym rozwodzić. Źródłem wiedzy, która może zbawić ten łez padół, są najwyraźniej zaświaty...

Mamy kontakt z wieloma osobami, którzy otrzymują zza światów przekazy: jak żyć w symbiozie ciała z duszą i duchem. Jak zapobiegać i oczyszczać działania sił destrukcyjnych na nasz organizm. Jak likwidować zło a rozpowszechniać dobro w nas i przez nas. Produkujemy szereg magnetyczno-piramidalnych odpromienników, chroniących nas przed działaniem żył wodnych, siatki geopatycznej. Szereg urządzeń do produkcji wody żywej i martwej, wód koloidalnych, zaperów do niszczenia wirusów i bakterii w organizmie. Jak poprzez wahadła magnetyczne nawiązywać łączność ze swoimi opiekunami duchowymi, jak programować przez wahadła naszą żywność, podnosić jej potencjał. Jak uchronić się przed nadchodzącymi kataklizmami w roku 2012, gdzie poruszone będą żywioły ziemi, ognia, powietrza i wody. Rozpowszechniamy przekazy Chrystusa o nadchodzącym Królestwie Bożym już tu na Ziemi, tuż po oczyszczeniu Ziemi, żywiołami.

... oraz kosmici:

W 2009 roku nawiązaliśmy kontakt z pozaziemską cywilizacją kosmiczną, która poprzez katalizatory energetyczne (wahadła) programuje (podnosi wibracje) naszego pożywienia, owoców, wody, a także paliw samochodowych co daje zdrowie, długowieczność i duże oszczędności finansowe.

Od Apokalipsy do wibracji, od Szatana do oczyszczania, od piramid do kosmitów. Jak długo żyję i jak długo grzebię w tych wszystkich internetowych śmietnikach idei, brudząc się poronionymi płodami zwichrowanych umysłów, zaglądając do środka zamkniętych systemów wierzeń, czy też po prostu robiąc przysiady w gnojowicy (pozdrowienia dla Gajowego Maruchy!), tak nigdy nie spotkałem tekstu, który skupiałby w sobie tyle odlotów w tak niewielkiej ilości tekstu. Gdybym chciał powołać do życia trolla wierzącego w każdy możliwy bzdet, to jego wypowiedzi byłyby zapewne nieodróżnialne od autoprezentacji firmy Powrót Do Natury. Nie samą strawą duchową człowiek żyje, nasze przedsiębiorstwo oferuje również rożnorodne dobra materialne. Mamy tam:

  • Odpromienniki w kształcie piramid (mnie osobiście bardzo przypadła do gustu piramida wodna, stanowiąca dar Ojca Niebieskiego na czasy apokalipsy, w którym szatan zbiera swoje żniwo w poruszeniu żywiołów, Ziemi,Ognia,Wody, Powietrza. Oczyszcza energię złego ducha, a tworzy energię Ducha Św.,w którym działają siły anielskie “świętych obcowanie”)
  • Wahadełka i różdżki
  • Zappera
  • Magiczną skrzynkę do produkcji srebra koloidalnego
  • Urządzenie do wody żywej i martwej. Niewtajemniczonym więcej może powiedzieć słowo "elektroliza" - najwyraźniej nic tak nie zwiększa leczniczych właściwości wody, jak prąd elektryczny.
  • Książki w przystępnych cenach

Jeśli ktoś ma nadmiar czasu, niech przeklika się przez ofertę, każdemu produktowi towarzyszy kilka stron czystego bełkotu, od którego prostują mi się zwoje kory mózgowej, a oczy kurczą się w akcie niemego prostestu. Ale! Nie ma tam wszystkiego, czego moglibyśmy się spodziewać po firmie, która najwyraźniej działa jak porządna, głęboka studnia grawitacyjna, i wciąga każdą paranaukę. Szczerze powiedziawszy, całkowity brak preparatów homeopatycznych, ziołowych i suplementów witaminowych w ofercie firmy jest zaskoczeniem. Dość jednak o pieniądzach. Firma Powrót do Natury, oprócz działalności zarobkowej, z powodzeniem wykonuje również działalność statutową, której manifest gęsto cytowałem wcześniej. W tym obszarze mamy zarówno nieodpłatne udostępnianie materiałów edukacyjnych, jak i informowanie rządów na temat czekających nas zagrożeń. Do tej drugiej kategorii zaliczyć należy list otwarty:

Do Konsulatów i Ambasad wielu Krajów

W załączeniu przesyłamy informacje o spowodowaniu przyczyn kataklizmów, które uaktywniają się przez żywioły na naszej planecie. Prosimy o zapoznanie się z załączonymi materiałami oraz przekazanie do Resortów rządowych, Publikatorów oraz Instytucji Kościelnych, celem przeciwdziałania. Nadmieniamy, iż na przestrzeni kilkunastu lat te i podobne materiały demaskujące działalność Jana Pawła II, oraz Hierarchów, a także Ostrzeżenia Boga Ojca, były rozsyłane do resortów duchowieństwa: do tysięcy parafii, Kurii Diecezjalnych, także kilkakrotnie do Watykanu. Na te oraz inne oczywiste dowody nie było żadnej reakcji ze strony kleru, co skłania do przypuszczeń, że całe duchowieństwo poddane jest opętaniu demonicznemu.

Bez względu jakie kraje w jakiego Boga wierzą, zaczyna się i będzie narastało oczyszczanie kontynentów, a apogeum przewidziane jest na czas wyświęcenia Antychrysta. Od interwencji poszczególnych osób, krajów i narodów, będzie zależało czy kataklizmy będą się nasilały czy zaprzestaną i nastanie Czas Bożego Pokoju.

Oczyszczanie kontynentów, oczyszczanie organizmu, tak, mhm, rzeczywiście. I nie ma się czemu dziwić, pisanie listów do Chucka Norrisa przez pacjentów z Nowego Ekranu nie jest dużo bardziej porąbanym przykładem zgwałcenia sztuki epistolografii. Materiały edukacyjne przeznaczone nie tylko dla decydentów z całego świata, ale także dla przeciętnego Kowalskiego, dotyczą przede wszystkim życia duchowego, rozważań eschatologicznych oraz leczenia chorób. Tytuły poszczególnych publikacji mówią same za siebie, przytoczę tutaj takie traktaty, jak: "Antychryst zdemaskowany", "Królestwo Szatana", "Mordy [sic!] masońskie w Watykanie", "Poligon Szatana", "Tragedia Katyńska - zaprogramowana" oraz, dla równowagi jakby, "Ziołolecznictwo". Wielkość tej biblioteczki szacuję na przynajmniej tysiąc stron, a jej skatalogowanie, nie mówiąc już o systematycznym omówieniu, wykracza daleko poza możliwości skromnego kloszarda i ograniczenia związane z formatem blogonotki. Pierwsza rzecz, jaka przy wertowaniu losowo wybranych pozycji rzuca się w oczy, to to, że mamy tutaj najzupełniej normalne publikacje, choć pisane często przez kompletnych wariatów, wulgarnych antysemitów lub kompletnie zaburzonych apologetów ciemnoty. Catholic Publishing, z którego Powrot Do Natury wyrósł, publikował coś innego niż bełkot wypluty przez generator mambo dżambo!

Weźmy pierwszą z brzegu pozycję z czytelni, "Antychrysta Zdemaskowanego". Bezimienny autor dowodzi w niej tezy, że Kościół pobłądził w stopniu, który nie śnił się nawet najbardziej zatwardziałym zwolennikom abp. Lefebvre'a. Że został zinfiltrowany przez Żydów i masonów, a ukoronowaniem tej kreciej roboty judeoplutokratów był pontyfikat Jana Pawła II. Historia w zarysie wygląda tak:

  1. Żydzi i masoni od dawna planowali zniszczyć Kościół.
  2. Papież Paweł VI przejrzał plany ciemne i chciał powstrzymać katastrofalne zmiany, ale został zamordowany i zastąpiony przez sobowtóra (ten nieznany epizod opisano ponoć w innej książce tego wydawnictwa).
  3. Jan Paweł I, żydowscy bankierzy, etc.
  4. Na Tron Piotrowy wstępuje Jan Paweł II, przed którym ostrzegał już Maksymilian Kolbe (wreszcie ktoś, kto nie wypiera jego antysemickiej działalności przed II WŚ).

A kiedy już wstąpił, zaczęto realizować, punkt po punkcie, plany zniszczenia Kościoła:

  • w pastorał i krzyże wkomponowano pacyfkę,
  • usunięto egzorcyzmy z chrztu, szeroko otwiejając w ten sposób wrota dla Szatana,
  • walka z relikwiami (które, jak twierdzi autor, są przekaźnikami dla dobrej energii kosmicznej),
  • wprowadzenie kultu Czarnej Madonny (czarna, więc od Szatana),
  • ekumenizm.

Potwierdza to również numerologia, ale tutaj będziecie mi musieli uwierzyć na słowo albo ściągnąć pedeefa. Podsumowania nie będzie. Nie wiem, co o tym myśleć. Mój mózg jest spalony na żużel i mam potężne wyrzuty sumienia z powodu trącania kogoś, kto najwyraźniej powinien pilnie otrzymać pomoc specjalisty. Nie musi być z Gdańska.

poniedziałek, 14 marca 2011

Niezawodny ksiądz doktor Tomasz Terlikowski tak oto wywodzi w Reducie, która jest "pismem, które stara się wyjść z ram pisemka parafialnego i sumiennie prezentować informacje":

I wreszcie argument ostatni. Gdybym miał wybierać, co powinno stać w centrum Warszawy, to zdecydowanie wolałbym pomnik Chrystusa Króla Wszechświata, niż symbol zniewolenia sowieckiego, jakim jest „dar Józefa Stalina dla narodu polskiego” – Pałac Kultury. I nie ma wątpliwości, że stosunek do wielkiego monumentu Chrystusa Króla oraz Pałacu Kultury i Nauki wyznacza granicę między cywilizacjami. Jedną z nich jest cywilizacja chrześcijańska, druga to postkolonialna cywilizacja homo sovieticusa.

Oczy dęba stają, włosy nie dowierzają. Warto zauważyć, że postrzegana wielkość obiektu jest bardzo często rzeczą względną. Trzydziestosześciometrowy posąg Jezusa może sobie górować nad lubuskimi równinami, ale w centrum Warszawy raczej by nie zrobił furory i wizualnie poległ chociażby w starciu ze Złotymi Tarasami. Jeśliby miał spełniać swoje funkcje i zastąpić PeKiN, musiałby mieć ze dwieście metrów wysokości. A to już jest wysokooktanowe paliwo do sennego koszmaru. I tak, tutaj rzeczywiście jest granica między cywilizacjami. Z jednej strony mamy ludzi, którzy zauważają wartość zabytkową, użytkową i symboliczną budynku, który w skali kraju jest absolutnie unikatowy. Czy zwolennicy wyburzenia tego chcą czy nie, PeKiN wrósł w miasto i został zaakceptowany. Z drugiej zaś mamy ludzi całkiem serio wierzących w to, że budynki mają magiczne właściwości, całkowicie niezależne od jakiegokolwiek kontekstu. Że intencja, z jaką stawia się budowle, w cudowny sposób staje się ich esencją (w tym przypadku: ponieważ PKiN zbudowano jako dar Józefa Stalina, to "bycie darem Józefa Stalina" jest czymś immanentnym). Plus, tego rodzaju logika ma swoją nazwę. To jest genetic fallacy.

sobota, 12 marca 2011

Czujny Astromarian dostarczył taką oto perełkę wygłoszoną przez jednego ze stałych gości nieocenionej Pani Marysi (pogrubienia moje).

Odnośnie natury wszechświata to nie jest tak, że jej nie znamy tylko nie dopuszczają do głosu w mainstreamie prawdziwych naukowców, którzy już wiedzą, że w kosmosie nie ma próżni tylko jest plazma, że przez wszechświat przepływa prąd i wszystkie te efekty, które obserwujemy jak np. galaktyki są wynikiem przepływu prądu, że to prąd jest pierwotną przyczyną a nie grawitacja. Wiedzą, że Słońce nie świeci dlatego, że zachodzą w nim reakcje jądrowe, tylko dlatego, że przepływa przez nie prąd. Obrazy galaktyk, które są widziane przez teleskopy można otrzymać w komputerze stosując same tylko wzory na elektryczność. Potrafią wyjaśnić logicznie czym jest pulsar. Potrafią wyjaśnić logicznie wszystko we wszechświecie bo przez wszystko przepływa prąd a inni naukowcy marnują czas na pisanie doktoratów i habilitacji z wymyślonych teorii, które nie są w stanie żadnego zjawiska wytłumaczyć do końca bo zawsze coś się nie zgadza i trzeba wymyślić kolejne teorie.

Postanowiłem tę wypowiedź wziąć na warsztat nie dlatego, bo idea elektrycznego Wszechświata (plazmowego Wszechświata, kosmologii plazmy) wydaje mi się szczególnie godną uwagi. Tak nie jest, ta hipoteza nie stanowi istotnej części jakiejś rzeczywistej naukowej kontrowersji, wegetuje sobie gdzieś na granicach nauki, kultywowana przez paranaukowców. W dodatku, dotyka dziedzin, w których z konieczności mogę poruszać się tylko po omacku (fizyka). Nie jest też szczególnie interesująca jako obciążony błędami logicznymi i materialnymi system wierzeń dzielony przez grupę ludzi. Krótko mówiąc, nie potrafię w tej chwili określić zestawu warunków, które musiałyby zostać spełnione, żebym mógł napisać na ten temat notkę.

Z drugiej strony, miazmaty DavidIckeFana są przecież szalenie interesujące z kognitywnego punktu widzenia. Mamy tam Prawdziwego Szkota ("prawdziwi naukowcy"), spiski i kompletnie dziwaczne postrzeganie nauki: zarówno takiej, jak jest obecnie uprawiana, jak i takiej, jaka jego zdaniem uprawiana być powinna. Zarzut numer jeden: wszyscy naukowcy (sprawdzić, czy nie prawdziwy naukowiec) otorbili się w swoim paradogmacie i od kilkudziesięciu lat systematycznie (a może nawet celowo) się mylą. Tak po prostu. Zarzut numer dwa: nauka nie tłumaczy wszystkiego / w nauce nie ma stałości. Helloł, tak to właśnie działa. I oczywiście, jak wielokrotnie obserwowaliśmy, ludzie z tej formacji umysłowej, będą przy innych okazjach twierdzić, że nauka jest skostniała, naukowcy mają zamknięte umysły i w ogóle bryndza. I nie ma tu niespójności czy coś. Komentator od Pani Marysi wydaje się również sądzić, że zadaniem Prawdziwej Nauki jest znalezienie Ogólnej Teorii Wszystkiego, zrozumiałej dla przeciętnego łosia z internetów. A gdy już poznamy prawdę, będziemy mogli złapać się za ręce i budować lepszy świat. I got some bad news for you sunshine, dzwonił XIX wiek i chce swoją wizję świata z powrotem.

I na zakończenie, zatrzymajmy się przez chwilę nad kwestią odtwarzalności obrazów galaktyk, bo to jest coś, co wyprostowało mi większość zwojów w mózgu, gdy dotarło do mnie, że tu jest drugie dno. Obrazy galaktyk naprawdę można uzyskać w komputerze, stosując same tylko wzory na elektryczność. DavidIckeFan ma tu rację, ale z kompletnie niewłaściwych powodów. Komputery nie są magicznymi skrzynkami, tylko praktyczną konsekwencją wiedzy, która nam się akumulowała przez dziesiątki lat. Jak więc otrzymujemy na komputerach obrazy galaktyk? Ano, w układach elektronicznych płynie prąd, na hardware lata sobie odpowiedni software. Nie wchodząc w zbędne detale, istnienie obrazów galaktyk na ekranie komputera warunkowane jest wykorzystaniem różnych "wzorów na elektryczność". Ba, istnienie jakichkolwiek obrazów na ekranie komputera jest od tego uzależnione. Last but not least, piękne zdjęcia galaktyk i innych cudów kosmosu nie są odzwierciedleniem tego, co widzi człowiek, gdy skanuje niebo Naprawdę Wielkim Teleskopem. W pewnym sensie, rzeczywistość jest troszkę podkoloryzowywana.

środa, 02 marca 2011

Dziś krótko i bez słowa komentarza. Oto słowo "kontrowersyjnego" i "niepoprawnego politycznie" historyka.

I don't see any reason to be tasteful about Auschwitz. It's baloney, it's a legend. Once we admit the fact that it was a brutal slave labour camp and large numbers of people did die, as large numbers of innocent people died elsewhere in the war, why believe the rest of the baloney. I say quite tastelessly, in fact, that more women died on the back seat of Edward Kennedy's car at Chappaquiddick than ever died in a gas chamber in Auschwitz. Oh, you think that's tasteless, how about this? There are so many Auschwitz survivors going around, in fact the number increases as the years go past, which is biologically very odd to say the least. Because I'm going to form an Association of Auschwitz survivors, survivors of the Holocaust and other liars, or the ASSHOLS.

Za: Lipstadt, D., History on Trial, s. 84 (wyd. z 2005 r.)

Tagi