from here to reality
niedziela, 29 marca 2009
W jednym quizie wyszło mi, że spośród wszystkich nazistowskich sukinkotów najbliższy jest mi Emo Hitler. Mieć tyle wspólnego z groteskową subkulturą? Za jakie grzechy?
sobota, 21 marca 2009
Brzydki to ptak, który własne gniazdo kala, nie mniej jednak liczą się dla mnie wartości większe i poważniejsze, niż ulotne piękno. Najeżdżanie na serwis Gazeta.pl z perspektywy bloxowego blogera ma przy tym w sobie szczyptę perwersji...
Gościem specjalnym (special guest star) dzisiejszego wpisu będzie sam Jego Świątobliwość Jan Paweł II. Co więcej, nie będzie historycznym tłem, lecz pierwszoplanowym aktorem trzymającym w rękach sznurki, za pośrednictwem których będzie kierować losami prostych ludzi. Nie wierzyta, to czytajta.
sobota, 14 marca 2009

Internet jest z założenia realizacją pewnej anarchistycznej utopii, w której bez globalnej kontroli obok siebie funkcjonują wszystkie wyobrażalne (i większość tych, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy) gatunki popaprańców, nie mylić z POpaparańcami. W tym szaleństwie jest jednak metoda, z tego chaosu w sposób spontaniczny wyłania się ład. Elementem tego ładu niewątpliwie są The Rules of the Internet. Widziałem już sporo wersji, ale najbardziej podoba mi się ta. Znajdujemy tam taki zapis:

Rule 31: The internet is for porn.

I tym się dzisiaj zajmiemy. Zaczęło się od Avenue Q. Wiem tyle, co napiszą na Wikipedii[1], więc nie będę się rozpisywał na temat cudownych początków tej piosenki i dramatycznych okoliczności towarzyszących jej poczęciu.

Najpopularniejsza, zapewne najlepsza i najzabawniejsza wersja w historii (World of Warcraft):

 

The Internet is for porn w wykonaniu zaczadzonego dziewczęcia (I was writing a paper on my PC and I was like "pi pi pi pi pi pi pi pi" and then half of my paper was gone!) od srebrzystego jabłuszka.

Dla fanów Muppet Sejm (skądinąd wiem, że wielką fanką tegoż jest moja Mama, którą z tego miejsca chciałbym pozdrowić; skoro już jestem w telewizji, to chciałbym powiedzieć jeszcze, że ten blog na dniach skończy miesiąc i, o ile nie mam w zamiarze popełniania bufonowatej notki o jego historii i planowanej świetlanej przyszłości, o tyle zapewne jutrzejszy dzień upłynie pod znakiem kaca i nawet, gdybym chciał, to i tak nie zrobię tego, czego i tak nie zamierzam zrobić; z drugiej strony, powinienem już skończyc te dygresje w nawiasie i zająć się czymś poważniejszym, ale OMG ależ mi się podoba takie odwrócenie konwencji) wiadoma piosenka w wykonaniu bohaterów Ulicy Sezamkowej:

 

Nie mogło tu zabraknąć South Parku...

... i House'a ...

oraz "300".

Jest też słitaśna Mała Syrenka...

... i Dragon Ball Z!

I tak dalej. I tak dalej. Don't worry, I'm from the Internet.

[1] - Kiedyś popełnię notkę w całości złożoną z linków do Wikipedii. Będzie to piękne podsumowanie pewnej mody.

piątek, 13 marca 2009
Bywają takie chwile, że człowiek - niczym w antycznej tragedii - zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że tkwi w sytuacji bez wyjścia. Między Bogiem a kowadłem i między młotem a prawdą jest niewiele miejsca, ale różnorodności nam nie zabraknie.
czwartek, 05 marca 2009
Nie należy sądzić, że w czasopismach - agregatorach historii prawdziwych wymiana informacji jest jednostronna. Kanałów komunikacji jest wiele i są one bardzo różnorodne.
Filmy, których fabuła sprowadza się do prostego schematu zjadania ludzi kolejno przez wielkie coś, pomimo tego prostactwa, bardzo lubię. Jest to produkt w wysokim stopniu standaryzowany, więc widz doskonale wie, czego może się spodziewać.
Tagi