from here to reality
środa, 24 lutego 2010

Mały disclaimer: notka ta powstawała w wielkich bólach i przy niedostatkach weny twórczej, jakich od dawna nie doświadczyłem (pewnie od czasu, gdy ślęczałem nad magisterką). Generalnie, góra urodziła mysz, ale szkoda byłoby poddawać temat. Pamiętajmy, że każda zarzucona notka to woda na młyn astromaryjnym imperialistom. Chciałbym również podkreślić, że ten tekst ma raczej charakter wizyty z kamerą wśród zwierząt niż solidnego rozbrajania i rozbijania (zdanie po zdaniu, akapit po akapicie). Tak w zasadzie, to nie ma czego tu obalać.

- Muszę ci wyjaśnić drobną różnicę pomiędzy portalami, a resztą społeczeństwa. Portale to ludzie, którzy już w swoim charakterze mają zakodowane negatywne emocje. Już są takimi z urodzenia. Wbrew pozorom takich ludzi jest wielu. Teraz, jeżeli Reptilianie użyją ogólnej emisji mającej wygenerować wśród ludzi negatywne emocje, to emisja ta oddziałuje w równym stopniu na całą ludzkość, ale te osoby, które są zaliczane do portali organicznych, reagują na nią szczególnie mocno. To tak, jakby ta emisja była kierowana tylko do nich i reagują na nią szczególnie mocno wytwarzając swoją osobowością odpowiednio większe negatywne emocje wśród otaczających je ludzi. Jednak w tym wszystkim tkwi pewien trick. Otóż, aby uaktywnić jakąś osobę, jako portal organiczny, musi być do niej doprowadzona specjalna emisja aktywująca. Nie znaczy to, że doprowadza się do każdej takiej osoby, transmisję oddzielnie. Robi się to masowo, co jakiś czas dla wszystkich, i wtedy już aktywne portale nie są na nią wrażliwe, a te, które jeszcze nie były poddane inicjacji, uaktywniają się i to na całe swoje życie. Stają się wtedy aktywnymi portalami organicznymi, czyli jednostkami, które dokonują można powiedzieć, cudów na polu wtórnego emitowania negatywnej energii.

Skoro już zaczęliśmy z wysokiego "C" (powyższe bredzenie wziąłem stąd), to wypada się odpowiednio przedstawić milionom słuchaczy. Nazywam się asmoeth i najprawdopodobniej jestem portalem organicznym, czyli człowiekiem bez duszy, który służy do sterowania społeczeństwem wg zaleceń tajemniczych Onych. Kto steruje i skąd to wiem, to zaraz się okaże. Na pierwszą wzmiankę o portalach organicznych natknąłem się, jakże by inaczej, u absolutnie nieocenionej Astromarii, która z czystej dobroci serca lubi przybliżać swoim czytelnikom kolejne bzdury do wspólnej kontemplacji. Zanim przejdę do omówienia koncepcji, warto nakreślić tzw. ogólny kontekst.

Parany[1], jak wiadomo, na ogół nie mają nic na poparcie swoich wariackich tez: żadnych sensownych argumentów, spójnej teorii, badań empirycznych i innego materiału dowodowego. Zero (słownie: zero). Warto jednak zauważyć, że wymóg przewagi w materiale dowodowym jest uznawany przede wszystkim przez sceptyków, racjonalistów i innych przedstawicieli cywilizacji śmierci. Paran ma w funkcji użyteczności inne rzeczy, np. poczucie słuszności, osobiste doświadczenie (as in: nie wierzymy naukowcom i ich sponsorowanym przez Big Pharmę badaniom, nie wierzymy psychiatrom przepisującym psychotropy, nie wierzymy wskazaniom instrumentów, etc. - jedynym godnym zaufania źródłem wiedzy o rzeczywistości, czegokolwiek byśmy tutaj nie mieli na myśli, jestem ja sam) lub moralną wyższość. Miłośnicy rozmaitego mambo-dżambo bardzo lubią twierdzić, że mają otwarte umysły i nawet, jeśli nie postrzegają więcej niż przeciętny zjadacz pizzy, dopuszczają do siebie myśl, że istnieje świat niematerialny, zjawiska paranormalne, rzeczy niewyjaśnione przez konwencjonalną naukę, etc. Że nie dopuszczają do siebie myśli, iż tak może nie być, to już zupełnie inna para kaloszy i tym się nie będziemy zajmować. Czasem poczucie wyższości bywa doprowadzone do absurdu i jednym z takich przykładów się dzisiaj zajmiemy.

Najbardziej rozbudowany opis tejże koncepcji znaleźć można u Kasjopean (zaprawieni w wyprawach w Otchłań mogą kojarzyć Laurę Knight-Jadczyk jako żonę Arkadiusza Jadczyka, fizyka i fana paranauk wszelakich, lidera frakcji Fizyków na Psychiatryku) i na konkurencyjnej stronie (konkurencyjnej, bo na pierwszej z nich znaleźć można disclaimer: Note: Beware of the twists at "Montalk" net. If you are interested in possible twists and their function read our "Disclaimer" first. Oh, teh drama, paran atakuje parana). W największym skrócie, portal organiczny jest nie w pełni człowiekiem, tzn. - w zależności od interpretacji - albo istotą pozbawioną prawdziwej świadomości i empatii, albo maszyną przy powierzchownej inspekcji całkowicie nieodróżnialną od człowieka. Oddajmy głos samym Kasjopeanom:

They have a personality structure which “functions in a manner apparently identical with that of normal, sane functioning” and yet when all is said and done, “we are dealing here not with a complete man at all but with something that suggests a subtly constructed reflex machine which can mimic the human personality perfectly” to the point that “no one who examines him in a clinical setting can point out in scientific or objective terms why, or how, he is not real.”

O ile jednak w pewnych kwestiach zdania są podzielone, a ten i ów może mieć wątpliwości co do szczegółowej ontologii portali organicznych, o tyle wystarczajaco dużo tez jest wspólnych dla obydwu frakcji[2]. Zasadniczo rzecz biorąc, portal organiczny jest bezrefleksyjnym materialistą, istotą (brak jest konsensu w kwestii tego, czy taki osobnik jest w ogóle człowiekiem) pod względem duchowym i moralnym stojącą niżej od ludzi uduchowionych, posiadających wszystkie aspekty człowieczeństwa. Wyróżnia ich egoizm i brak empatii. Portal organiczny jest zgnuśniałym konformistą, niezdolnym do przeciwstawiania się zastanemu porządkowi i całkowicie podporządkowanym konwencjom, które Oświeceni uważają za część systemu zniewolenia ludzkości. Pozbawieni duszy ludzie dają się łatwo manipulować i stanowią budulec, z którego Oni lepią nasze niewidzialne więzienie. Jak grzeszą? Ano, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem.

Niewygodny jest fakt, iż portale organiczne są nie do odróżnienia od prawdziwych (uduchowionych) ludzi. Pod względem fizycznym i behawioralnym są, jak się dowiadujemy z załączonych materiałów, praktycznie identyczni i choć Kasjopeanie donoszą, że portale są ciut bardziej atrakcyjnymi fizycznie ludźmi, nie sposób polegać na fizycznych charakterystykach przy identyfikacji. Co można uznać za z grubsza spójne z ich (tak nawiasem mówiąc - obstawiam jednakowoż, że to wszystko wymyśla wciąż jedna i ta sama osoba, może dwie) twierdzeniami na temat pochodzenia portali. Otóż portale organiczne są przedstawicielami "ludzkości istniejącej przed Adamem" (chodzi oczywiście o biblijnego praojca Ludzkości), podczas gdy cała reszta gatunku ludzkiego stanowi odrębną rasę, której w procesie kreacji dano duszę nieśmiertelną, możliwości reinkarnacji, etc. Mógłbym rozpisać się na temat różnic w dostępie do piątej gęstości, łączeniu genów z duszą i takich tam błahostkach, od których aż roi się w źródłach, ale nie chcę cierpliwości Czytelnika wystawiać na próbę poważniejszą niż ma to miejsce teraz.

Wykrycie organicznego portalu jest zadaniem trudnym i wymagającym szczególnej uwagi od obywatela zatroskanego losem otaczającego nas Matrixa. Nie ma w tym nic z łopatologicznej wręcz prostoty pomysłów dra Pająka Jana, dla którego ujadanie psów po nocach i przerwy w działaniu pilota od telewizora stanowią dowody na obecność ufonauty (w stanie migotania telekinetycznego, ofkorz) w pobliżu. W istocie rzeczy, kryteria identyfikacji portali organicznych są na tyle rozmyte i niejasne, że równie dobrze moglibyśmy szukać w naszym otoczeniu masonów, co bywa nawet zabawne, jak widać na załączonym obrazku.

Jest całkowicie jasne, że koncepcja portali organicznych wymaga przyjęcia konkretnych i bardzo silnych założeń dotyczących ludzkiej natury. Zwolennicy tej koncepcji są dualistami w mocnej wersji, tzn. uznają świadomość za odrębny byt niematerialny zdolny do funkcjonowania w oddzieleniu od ciała. Co więcej, uznają za zasadne czynienie dalszych rozróżnień: na świadomość, duszę, ducha, ciało astralne, etc. Skąd wiadomo, że istnieją? Bo istnieją zjawiska paranormalne, kropka. Nawiasem mówiąc, jak to zwykle bywa z tego typu hipotezami[3], ssanie z palca, które powołuje je na świat, odbywa się w określonym kontekście ideowym, od którego nie da się uciec nawet przy tak niepoważnej relacji, jak ta. Koncepcja portali organicznych jest zakorzeniona w gnozie, na gnostyckie pisma powołują się wszystkie poważniejsze teksty na ten temat, na które się natknąłem, gnostyckie w duchu jest też nakreślone wcześniej wyjaśnienie pochodzenia portali organicznych. Bez specyficznego kontekstu filozoficznego, koncepcja ta jest całkowicie bezwartościowa, nie wnosząc nic nowego do istniejącego gmachu wiedzy.

Oczywiście, z takiego segregowania ludzi i rozrzucania ich po różnych szufladkach nic nie wynika. Możemy sobie na podstawie określonych kryteriów wyodrębnić jakąś grupę ludzi i nazwać ją, jak tylko komu pasuje. You can call it Susan if it makes you happy. Pytanie tylko, co dalej? Cała koncepcja portali organicznych jest wyraźnie antysystemowa, ale nie w sensie libertariańskim lub alterglobalistycznym, tylko w wersji mambo-dżambo-matrix. Zresztą, w jednym z artykułów można znaleźć mniemaną odpowiedź na taką krytykę. Otóż opisywane tutaj szufladkowanie jest po to, żeby można było sensownie budować utopijne światy bez obaw, że egoizm psychopatów zniszczy źle zaprojektowany raj. KTHXBYE. Niech jednak się #ttdkn nie obawia, jest szansa, że połowa ludzkości zostanie tylko zmarginalizowana i ubezwłasnowolniona, usunięcie z fizycznej rzeczywistości nie jest pewne. Then again, pamiętajmy o poczuciu wyższości, którym podszyte są te wszystkie bajania.

W polskich Internetach koncepcja portali organicznych cieszy się umiarkowanym zainteresowaniem. Obok przykładów już podlinkowanych doklikać się można np. ostatecznego wyjaśnienia kwestii kradzieży napisu z Oświęcimia (zrobiły to portale organiczne), odpowiedzi na pytanie, dlaczego ekspedientki w sklepach bywają opryskliwe (bo są portalami organicznymi - w komentarzach), jakiejś emo notki oraz kolejnych przemyśleń Astromarii ("Z mojego punktu widzenia prawda, jak zawsze, leży pośrodku"). Jest też w odmętach sieci prawdziwa bomba, czyli wątek z pl.misc.paranauki, w którym dyskutanci snują powiązania między portalami organicznymi, a kwestiami rasowymi. Niech Czytelnik tylko rzuci okiem na małą próbkę tego szaleństwa:

Oni wcale nie są wychowywani jako portale organiczne i pożywka dla Lizardów,
oni się tacy urodzili z mieszanki z neandertalensis (panem, satyrem). Do
czasów przed Oświeceniem ("poprzedni matrix") 1 na 50 ludzi miał
"duszę" (czy tzw. naturę buddy jak my), reszta to były takie zwierzęta,
jakie Arjowie nazywają Dasyu a Semici Gojami. Wtedy nikt nie kolaborował, a
obcy brali co chcieli, porywali nawet Arjów. Dzisiaj dzięki ekspansji ras
cywilizowanych nawet do 50% ludzi posiada wyższe ośrodki (czakry, lataif),
a reszta? Taka jak była, przyjrzyj się średniowieczu. Jaką wtedy mieliśmy
pozycję wobec ufoli? Zwierzyny łownej? Dziś się przynajmniej z nami liczą i
płacą nam za produkcję portali organicznych i eksport tych mało
wartościowych moralnie jednostek.

Osobiście uważam, że
lepsze cechy nabędzie się krzyżując się z rasą północną niż semicką. Wśród
tej ostatniej semickiej za duży procent recesywnych portali organicznych
pozbawionych wyższych ośrodków (bywają nawet z genialną inteligencją
pzewyższającą nas takie bioroboty, ale nie mają tych ośrodków, które
stanowią o pełności rozwoju gatunkowego --- nawet większa część każdego z
milionów gatunków zwierząt je przecież ma jako część procesu
reinkarnacyjnego). Mógłbym krzyżować się z Semitami, wolę jednak nie
ryzykować posiadaniem dzieci Ikczantików, nieważne jak silnych
intelektualnie.

Ona jest bardzo dobra, ta koncepcja, tylko gdzie w niej są Żydzi? Gdy ktoś chce uderzyć psa, kij się zawsze znajdzie. Gdy ktoś chce uzasadnić swój rasizm, oryginalna argumentacja jest w dzisiejszych czasach łatwa do znalezienia. Wypada jeszcze nadmienić, że teoria portali organicznych dotarła także na YouTube, stronę będącą jednym z podstawowych źródeł informacji dla paranaukowców. Nie znajdziemy tam wprawdzie nic nowego w porównaniu do materiału wcześniej zaprezentowanego, ale filmik złożony z fragmentów "Inwazji" i drugiego "Matrixa" jest na swój sposób fajny. Mamy tu zresztą kolejną cechę charakterystyczną paranauk - ilustrowanie wariackich tez popkulturą, w czym rozbrzmiewają echa romantycznej wizji, w której artysta był jednostką wyjątkową, mającą wgląd w prawdziwą naturę rzeczywistości. Akcentuję słowo "rozbrzmiewają", bo nie sądzę, aby miało to celowy i świadomy charakter. Równie często jest to typowe wyjaśnienie ad hoc wytkniętej zbieżności jakiejś paranaukowej koncepcji i elementów fabuły książki, opowiadania, bądź filmu. Czy bracia Wachowscy to prorocy? Boję się pomyśleć, co będzie za parę lat, jeśli emitowany właśnie "V" odniesie względny sukces komercyjny.

[1] - Przyznam, że zawsze mam problem z odpowiednio zwięzłym i celnym nazwaniem tego zjawiska. W źródłach angielskojęzycznych od dawna funkcjonują tak fajne określenia, jak wooaltie, w języku polskim czegoś takiego najwyraźniej brak. Modne Bzdury proponują "altka" dla fanów różnorodnych terapii alternatywnych, z kolei na pl.misc.paranauki od dłuższego czasu przeciwników "scepów" nazywa się "paranami". Ja, z uwagi na wrodzony brak dyscypliny, pewnie będę tego typu określeń używał tu zamiennie, z naciskiem na to drugie.

[2] - Montalk.net to też ciekawe miejsce. Dość przywołać pejper o ludzkich symulakrach. Generalnie sprawy mają się tak, że Kasjopeanie to gnoza i czanelingi, a Montalk to walka z Matriksem i zniewoleniem ludzkości. Pierwsi są bardziej uduchowieni, w drudzy - bardziej anarchistyczni.

[3] - W tym miejscu chciałbym gorąco polecić wydaną przez PIW w serii ±∞ książkę Wiktora Stoczkowskiego pt. "Ludzie, bogowie i przybysze z kosmosu". To pasjonująca podróż do źródeł daenikenizmu (vel. teorii starożytnych astronautów), paranauki dziś upadłej i zepchniętej na margines, którym pasjonują się tylko nastoletni fani zjawisk niewyjasnionych i dziwacy podobni do mnie. Autor dochodzi do wniosku, że jednym ze źródeł bajek o ufoludkach przekazujących dzikusom pierwociny cywilizacji jest gnostycyzm. Mały ten świat, nieprawdaż?

poniedziałek, 22 lutego 2010

W oczekiwaniu na wenę pozwalam sobie wkleić obrazek dostarczony dziś przez Committee for Skeptical Inquiry. Wyjątkowo pasuje do przewlekłego flejma u Barta.

Prawdziwa przyczyna wszystkich chorób

Tagi: altmed
23:56, asmoasmo , Śledzik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lutego 2010

Po kilku notkach dotykających tematów aktualnych i tworzących najważniejszy dla sceptyka front walk w niekończącej się wojnie z pseudonauką i ludzką głupotą, pora odetchnąć i rzucić okiem na temat nieomal z marginesu, nieco już przejrzały i zapomniany. Tematem tym są kosmici, których obecność na Ziemi przez ostatnie 60 lat jest wciąż niewzruszonym pewnikiem dla wielu osób. Czy mówimy o archetypicznych zielonych ludzikach (które są zresztą szare, jak każdemu fanowi "X-files" wiadomo), zmiennokształtnych jaszczurach, smukłych i posągowych Nordykach czy o dwumetrowych włochaczach, nie ma wątpliwości, że jest ta obecność ma wrogi wobec ludzkości charakter. Latające spodki zakłócają loty samolotów i dezorganizują działanie ziemskich wojsk. Kosmici porywają miliony Bogu ducha winnych obywateli i przeprowadzają na nich okrutne eksperymenty. Przybysze okaleczają zwierzęta hodowlane i rujnują rolników, odciskając w zbożu tajemnicze przekazy. Czy potrzeba więcej dowodów, że trwa pełzająca ofensywa sił pozaziemskich? Gdzie jest nasz X-Com?

Prawda jest taka, że jesteśmy zdani na siebie i naszą pomysłowość. I tak, jak Jeff Goldblum miał piwo i Maca, tak my mamy naszą kreatywność i różnorodność. Jan Pająk zwrócił uwagę na możliwość wykrywania przelatujących magnokraftów z użyciem pilota od telewizora. Ann Druffel przedstawiła katalog metod oporu w przypadku próby porwania. Dość interesujące spojrzenie na to zagadnienie można znaleźć na stronie Sherry Shriner:

A few things we can do to protect ourselves against attack are: 1. Don't go to sleep with unconfessed sin. 2. Rebuke and renounce all generational curses in His Name. 3. Rebuke and renounce all contracts allowing them access to you made directly or indirectly by you with them in His Name. 4. Ask the Lord to break their equipment (He will too, it's funny). 5. Ask the Lord to send all those coming up against you into derision. 6. Ask the Lord to protect you and your family and to surround your home with His Warrior Angels. 7. Anoint your yard and home with oil and/or keep orgone in your yard, home and in your bedroom (the demonic and aliens hate it.

Z kolei - i tym się dziś zajmiemy - pan Wacław Kubiniec dokonał parę lat temu odkrycia, które może dać ludziom szanse na zwycięstwo w tym pozornie przegranym konflikcie. Niech sobie Czytelnik wyobrazi, że rozwiązaniem jest ultrafiolet!

Wydaje się, iż światło ultrafioletowe w pewien sposób powstrzymuje istoty dokonujące porwania. Zostało to zauważone przez pewną liczbę osób w przypadkowych sytuacjach. Być może osoby doznające uprowadzeń powinny w swoich sypialniach ustawić małe ultrafioletowe lampki "czarnego światła"...? Wydaje się, iż w pobliżu pasma ultrafioletowego istnieje długość fali, która powstrzymuje Obcych - pisze Reiter w prywatnej korensondencji do redaktora naczelnego strony.

Ale dlaczego?

Dlaczego ultrafiolet powstrzymuje Obcych? Ultrafiolet sąsiaduje z bardzo wąskim pasmem promieniowania elektromagnetycznego (380 - 780 nm), które określamy jako promieniowanie widzialne lub po prostu światło. UV dzieli się na: bliski, 300-400 nm; dalszy, 200-300 nm i twardy, 10-200 nm. Jest to bardzo ważny dla człowieka zakres promieniowania elektromagnetycznego ponieważ jest to promieniowanie, które działa na oko ludzkie wywołując wrażenia wzrokowe ułatwiające dostrzeganie i rozróżnianie przedmiotów, ich wielkość, kształty, barwy i ruch. Oznacza to, że jest to ten zakres promieniowania, na który reagują oczy ludzkie i przez to postrzegamy taką a nie inną otaczającą nas "rzeczywistość". Również inne istoty żywe posiadające narząd wzroku reagują na działanie tego promieniowania, ale na ogół ich widzenie jest nieco inne, np. pszczoły widzą ultrafiolet, a inne zwierzęta reagują na podczerwień. Może Obcym ultrafiolet utrudnia normalne postrzeganie naszej "rzeczywistości"? Albo promieniowanie to jest w jakiś sposób dla nich szkodliwe? Może zabójcze? Zachęcam badaczy w naszym kraju dysponujących odpowiednią aparaturą do przeprowadzenia wszelkich możliwych badań oddziaływania światła UV na organizmy żywe i podzielenia się z nami wynikami spostrzeżeń, mogą one okazać się bardzo pomocne.

I tym optymistycznym akcentem kończymy krotką wycieczkę w Otchłań.

Tagi: UFO wariaci
01:26, asmoasmo , Śledzik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 lutego 2010

Czyli jak prasa lokalna obala Religię Globalnego Ocieplenia.

Powoli zaczynam wierzyć w przeznaczenie. W pierwszej fazie życia tego blogaska nader często pisałem w różnych okolicznościach o gospodyniach domowych z Opola Lubelskiego, a teraz - po kilku miesiącach! - trafia mi się tekst z Opola (nie, nie Lubelskiego) tak kuriozalny, że wszystkie kończyny opadają. Reportaż pt. "Koniec świata ekologów" ukazał się w Nowej Trybunie Opolskiej, bliżej nieznanym lokalnym periodyku, który zaistniał w mojej świadomości tylko dlatego, bo pacjenci Wykopu uznali to kuriozum za godny polecenia przegląd aktualnej wiedzy na temat zmian klimatu. Wykop.pl, trzeba wiedzieć Czytelnikowi, jest na mapie polskojęzycznej Otchłani ważnym miejscem, to obszerny płaskowyż głupoty, która ujawnia się na ogół w intensywnym promowaniu branych nie wiadomo skąd tekstów o totalitarnym obowiązku zapinaniu pasów, zakazie używania czajników elektrycznych i nadchodzącej epoce lodowcowej, że o okazjonalnej bucerii w komciach nie wspomnę.

Tym razem wykopowicze ochoczo rzucili się na płód fantazji anonimowego dziennikarza Nowej Trybuny Opolskiej, który za pomocą riserczu ziemkiewiczowskiego obalił globalne ocieplenie. Nie mogłem, po prostu nie mogłem tego zostawić bez komentarza. Bzdury, bzdury i wszystko bzdury, a poza tym - arogancja ignorancji. Dopuszczam do siebie myśl, ze mam do czynienia z prowokacją, że ktoś w Nowej Trybunie Opolskiej zdecydował się strollować polskich denialistów, ale myśl ta jest jednak na razie zbyt szalona... Przejdźmy jednak do rzeczy.

Teoria o wpływie człowieka na globalne ocieplenie w ostatnich latach była niemal religią. Teraz pada jak domek z kart. W ofensywie jest pogląd, że jedyne, co ludzkość może w kwestii zmian temperatury, to mierzyć je i obserwować z pokorą dla potęgi natury, wobec której znaczymy tyle, co nic

Zastanawiałem się, gdzie to słyszałem i już wiem. Toż to końcowy monolog Dicka Cheneya z filmu "Pojutrze", dzieła bardzo ważnego dla całej tej kontrowersji.

Mimo kompromitacji w sprawie lodowców w najwyższych górach świata IPCC nadal twierdzi, że człowiek jest winny ocieplaniu się klimatu.

Ach, skandal z lodowcami. O co chodzi? W jednym z raportów IPCC znalazła się mocno zawyżona predykcja tempa topnienia lodowców w Himalajach. Ktoś popełnił błąd i pozwolił informacji wyssanej z palca znaleźć się w mało znaczącej części raportu. No, ale dla dziennikarza to jest "kontrowersja", choć przecież nie ma to związku ani z naukowym fundamentem "religii globalnego ocieplenia". Jak w przypadku wszystkich poprzednich skandali chodzi przede wszystkim o PR, a nie o prawdę.

– To bujda na resorach – uważa Tomasz Wasilewski, klimatolog i prezenter pogody w telewizji TVN24. Z długoterminowej prognozy zaprezentowanej kilka tygodni temu przez tę stację wynikało, że luty, marzec, kwiecień i maj tego roku będą zimniejsze niż w ostatnich latach. Już wiadomo, że prognoza się nie sprawdziła, ponieważ styczeń, który miał być w normie, zaskoczył rekordowymi mrozami. Wszystko to jednak tylko wzmacnia tezę Wasilewskiego, że globalne ocieplenie jest mitem.

Zdaję sobie sprawę, że gdy z hukiem walą się ekofaszystowskie pseudoautorytety naukowe, zagubiony człowiek musi znaleźć sobie nowy punkt odniesienia, ale niech to będzie ktoś poważny, jak np. papież. No, ale po kolei:

  1. Tomasz Wasilewski jest magistrem z Wydziału Geologii UW (specjalność "meteorologia i klimatologia", och) i pogodynką w TVN, a nie żadnym tam klimatologiem.
  2. Prognoza dotyczyła również okresu luty - maj, ale już wiadomo, że się generalnie nie sprawdziła.
  3. Mrozy w styczniu nie były rekordowe nawet w ostatnim dziesięcioleciu.
  4. W jaki sposób lokalnie zimny styczeń wzmacnia jakąkolwiek tezę, pozostaje tajemnicą wielce szanownego autora i jego uczonego rozmówcy.

Krótko mówiąc, polski klimatolog wygląda tak, a amerykański tak. Dalej jest tylko gorzej, słowo daję.

Do niedawna niewielu miało odwagę tak otwarcie podważać tezy naukowców obarczających ludzkość za podnoszenie się temperatury na Ziemi.

Śmiali się z Galileusza, śmiali się z Einsteina, śmieją się z Jaworowskiego. Psipadek?

Sytuacja zmieniła się pod koniec 2009 roku, w przeddzień szczytu klimatycznego w Kopenhadze. Okazało się wtedy, że naukowcy z Uniwersytetu Wschodniej Anglii związani z IPCC wbrew wynikom pomiarów usiłowali manipulować danymi pogodowymi, by ukryć prawdę o tym, że w ostatnich latach klimat Ziemi się ochładza.

O tak, rzeczywiście (A, B, C). Ordynarne fałszerstwa i nieczyste gierki nie uratują klimatycznego szwindlu, bo LUDZIE SIEM BUDZOM:

Najważniejsze jej ustalenie jest takie, że sam wyciek nie został spowodowany przez hakerów, lecz pracowników instytucji naukowych, przerażonych skalą manipulacji klimatologów „podgrzewaczy” – mówi prof. Zbigniew Jaworowski, lekarz, badacz klimatu i przewodniczący rady naukowej Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej. Profesor jest znanym polskim naukowcem, głoszącym od lat tezę, że globalne ocieplenie z winy człowieka to bzdura.

Nie, nie. Stanowczo zaprzeczam, jakobym miał teraz jakiekolwiek filmowe skojarzenia. W następnym akapicie pojawia się wypowiedź lidera partii Zieloni 2004. Nihil novi, Wildstein do swojego programu też zaprosił aktywistkę z organizacji ekologicznej, a nie klimatologa lub fizyka. W międzyczasie okazuje się również, że dziennikarz, obok twórczego mielenia materiałów dostępnych w Internecie, zdolny jest do krytycznego oglądu rzeczywistości za pomocą przyrodzonych zmysłów:

Równie łatwo, wyglądając za okno, można stwierdzić, że tegoroczna zima jest wyjątkowo sroga, a te w ostatnich latach były wyraźnie chłodniejsze niż pozbawione śniegu zimy lat 90.

Przepraszam najmocniej, ale że co? Pamięć ludzka jest jeszcze bardziej zawodna niż przypuszczałem jeszcze parę tygodni temu. Nie wiem nawet, jak w głowie autora zalęgła się myśl, że w ostatnich latach mieliśmy w Polsce chłodne zimy. Then again, tu chodzi o globalne ocieplenie. Globalne. No, ale przecież: KOMU BĘDZIECIE WIERZYĆ? WŁASNYM OCZOM CZY NASZYM ZAWODNYM MODELOM MATEMATYCZNYM? A w ogóle, to polecam sprawdzić, jaką pogodą cieszą się obecnie mieszkańcy takich miast, jak Vancouver, Toronto, Władywostok czy Reykjavik. Zresztą, po co ja sobie język strzępię, wystarczy popatrzeć na mapę.

Bo od 10 lat klimat na Ziemi się oziębia. Średni spadek temperatury w obecnej dekadzie w USA, a tam pomiary są najbardziej szczegółowe, wyniósł 1 stopień Celsjusza – informuje profesor Jaworowski. – To dowodzi, że zmiany klimatu mają miejsce, ale idą w zupełnie innym kierunku, niż mówią „klimatolodzy-podgrzewacze”. Najważniejsze jest to, że człowiek nie ma na nie żadnego wpływu – podkreśla profesor.

I pewnie dlatego topnieją lodowce i zmniejsza się pokrywa lodowa w Arktyce. I oczywiście fakt, iż mijająca dekada została uznana za najcieplejszą w historii pomiarów, a rok 2009 należał do najcieplejszych (na półkuli południowej był chyba w ogóle najgorętszy w historii), nie ma żadnego znaczenia. Zresztą, już wiemy wszyscy, że dane zostały sfałszowane. Jeśli jednak zostały sfałszowane, to jak możemy twierdzić, że Ziemia się oziębia? Niektórzy ludzie naprawdę nie widzą tej monstrualnej pułapki, którą sami na siebie zastawiają. Do kwestii spisku jeszcze wrócimy.

Profesor Jaworowski swoje artykuły nt. zmian klimatycznych i tezy, że człowiek nie ma z nimi nic wspólnego, publikuje w najpoważniejszych czasopismach naukowych na świecie, m.in. „21st Century Science&Technology”.

ROTFL. Ktoś zdaje się czytał materiał z TVN24, na widok którego wszyscy sceptycy ryknęli śmiechem. A na dodatek "renomowane czasopisma specjalistyczne" w głowie dziennikarza zmutowały w "najpoważniejsze czasopisma naukowe".

W lutym 2009 roku Komitet Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk wydał stanowisko stwierdzające, że stężenie dwutlenku węgla w atmosferze nie ma i nigdy nie miało wpływu na podnoszenie się temperatury na Ziemi. 

„W ciągu ostatnich 400 tysięcy lat – jeszcze bez udziału człowieka – zawartość CO2 w powietrzu, jak tego dowodzą rdzenie lodowe z Antarktydy, już 4-krotnie była podobna, a nawet wyższa od wartości obecnej” – czytamy w stanowisku naukowców PAN.

Pomijając już fakt, że wcale nie była, to cały ten argument jest oparty na elementarnym błędzie logicznym. Z tego, że klimat się zmieniał w przeszłości bez udziału człowieka, nie wynika, że nie może obecnie zmieniać się za jego sprawą. To, że kiedyś ludzie też umierali, nie oznacza, że dzisiaj nie mogą ginąć w katastrofach lotniczych. A stanowisko geologów z PAN? Cóż, przypuszczam, że nie afiszują się z nim na międzynarodowych konferencjach.

Wyciek e-maili kompromitujących IPCC i 300-letnia pomyłka w kwestii daty stopnienia himalajskich lodowców ukazały, że rządy, a w ślad za tym miliardy ludzi mogły paść w ostatnich latach ofiarą gigantycznej manipulacji klimatologów i zauroczonych nimi ekologów.

Do tej pory miałem w głowie obraz owładniętych morderczą ideologią ekologów, którzy skorumpowali i opętali innych naukowców, ale być może dałem się ponieść stereotypom. Jakiejkolwiek popularnej teorii spiskowej byśmy nie rozważali, zawsze natrafiamy na podstawowe przeszkody, które uniemożliwiają nam uznanie danej spiskologii za prawdopodobną. Im większa skala spisku, tym więcej osób jest w to zaangażowanych i tym większa szansa, że coś pójdzie nie tak. A rozmiary postulowanego spisku klimatologów i ekologów są tak wielkie, że wymagają chociażby fałszowania niezależnych wyników badań pochodzących z różnych dziedzin nauki. Wymagają trwającego dziesiątki lat gwałtu na fizyce i, przede wszystkim, złej woli w kosmicznych ilościach. Argumenty psychologiczne również całkiem chybiają celu, ciężko bowiem zrozumieć utrzymywanie się pewnych mechanizmów w środowisku naukowym przez dziesięciolecia.

Na świecie trwa kontrofensywa naukowców twierdzących, że człowiek nie ma nic wspólnego ze zmianami klimatu, bo te w 95, a może nawet 99 procentach zależą od aktywności Słońca. W latach 1975-98 była ona podwyższona, stąd temperatura na Ziemi rosła, od dekady jest odwrotnie.

Już sobie wyjaśniliśmy, że temperatura nie spada.

- Gdy temperatura oceanów rośnie, paruje z nich więcej dwutlenku węgla. Dlatego zawartość dwutlenku w atmosferze zależy od temperatury na Ziemi, a nie odwrotnie. Człowiek natomiast może się tylko tym procesom przyglądać, ale nie ma na nie żadnego wpływu – mówią naukowcy kwestionujący teorie ekologów.

Myśleliśmy, że teorie wymyślają klimatolodzy, a ekolodzy tylko gapią się na to wszystko swoim cielęcym wzrokiem.

Ich liczba rośnie, bo już nie są zahukani przez nurt do niedawna dominujący i dyskusja na temat zmian klimatu odżywa na nowo.

Mogę się założyć, że autor tego artykułu uważa, że bierze udział w naukowej debacie i że debaty takie prowadzi się np. na łamach Nowej Trybuny Opolskiej lub w komentarzach na blogaskach publicystów Rzeczpospolitej.

Wraz z nią pojawiają się pytania, komu zależało na promocji mitu o ociepleniu i manipulowaniu danymi o temperaturze w celu ograniczenia emisji CO2 do atmosfery.

Bez "cui bono?" nie ma dobrej teorii spiskowej.

Profesor Jaworowski i na ten temat ma swoja teorię. (...) - To jest spisek mający na celu podważenie fundamentów cywilizacji przemysłowej i odebranie miliardom ludzi jej zdobyczy.

Mam tylko jedno pytanie: ALE DLACZEGO? Zapewne jestem sprzedajną szmatą, ale każde jedno bajanie o mrocznych siłach kształtujących bieg wydarzeń na świecie powoduje, że w głowie zapala mi się ostrzegawcze światełko. Historia, na którą tak lubią się powoływać zwolennicy teorii spiskowych, uczy nas raczej, że spiski są ograniczone - tak pod względem czasu i miejsca, jak i pod względem założonych celów. Są również niezmiernie kruche. Z drugiej strony, głupota ma się dobrze, jak zawsze.

piątek, 05 lutego 2010

Z różnych powodów byłem przez ostatnie dwa tygodnie w sporym niedoczasie, wskutek czego blog zaczął pokrywać się kurzem i spadać powoli w zapomnienie. Teraz jednak, gdy czasu jest jakby więcej i gdy inspiracje same walą drzwiami i oknami, po prostu trzeba zacząć nadrabiać zaległości. Wraz z nadejściem nowego roku w polskojęzycznej blogosferze objawił nam się nowy jasny punkt - Natural Health Consulting. Zaprawdę powiadam Wam, moc silna jest w nim, a lolcontent wydajnie produkowany. Możemy tam znaleźć głupiutką obronę homeopatii, teksty o zdrowiu w sensie magiczno-alternatywnym i kuriozalne teksty o szczepieniach. Nawet pobieżny ogląd wskazuje, że w tym sadzie owoce rosną w zasięgu ręki. Cóż, przynajmniej jest wesoło, zajmijmy się więc tym o szczepionkach.

Do tego wpisu poczułam się zobowiązana słysząc ataki na rodziców którzy nie pozwalają szczepić dzieci.

Dobrze jest zacząć tekst od postawienia słomianego chochoła. Ależ to nie są ataki, czasem jest to w miarę neutralna „wizyta z kamerą wśród zwierząt”, czasem głos zatroskania, a czasem – krytyka. Ale nie to jest sedno problemu. Żadna rodzina nie jest samotną wyspą (pośród oceanu toksyn), decyzje o nieszczepieniu podejmowane przez jednych mogą wpłynąć na dobrostan innych. Bez uświadomienia sobie tego nie ma o czym rozmawiać, niestety. I dalej zdanie, któremu coś urwało od składni:

Abstrahując od niedorzeczności ostatniego twierdzenia (konia z rzędem temu lekarzowi,który potrafi dokładnie i zrozumiale opowiedzieć pacjentowi o r e a l n y m działaniu szczepionki (bo by mam nadzieję nie robił takich propozycji) nie mówiąc o działaniach ubocznych oraz jej składzie czy losach specyfiku w organizmie.

Ale na czym miałoby polegać REALNE działanie szczepionki? Autyzm? Trwałe kalectwo? Zabicie duszy? Bez jaj.

JAK lekarz może być ekspertem w dziedzinie zdrowia czyjegoś dziecka?!

Na tym polega ich praca.

TO RODZICE prowadzą wielostopniowe obserwacje maleństwa od początku,to oni obserwują biologiczną odpowiedź jego organizmu na wszelkie substancje,TO ONI są AUTENTYCZNYMI EKSPERTAMI,jeżeli chodzi o ICH dzieci.

Wielostopniowe, my ass. Człowiek generalnie jest istotą omylną, a jego postrzeganie rzeczywistości obciążają różne błędy, na omówienie których nie ma miejsca w ciasnej przestrzeni bloga. Ludzie dzielą się na tych zza Buga i nie zza Buga, na mądrych i głupich, ale wszystkie umysły mają tendencje do chadzania na skróty, naginania obserwacji do własnych uprzedzeń. O braku wiedzy eksperckiej nawet nie wspominam. Co gorsza (zdaję sobie przy tym sprawę, że to bardzo delikatna kwestia), związek emocjonalny wiążący rodziców z dziećmi może bardzo łatwo pogorszyć sytuację.

Coraz intensywniej usiłuje się pozbawić rodziców władzy nad ich dzieckiem,odseparować je od najlepszych opiekunów,jakich może mieć.

A przecież to oczywiste, że zaczyna się od szczepionek, a kończy na komsomołach.

Kiedy jednak mamy do czynienia z rodzicami,którzy wiedzą,co mówią i twierdzą,że ich dziecku szczepionka nie posłuży,to jakim prawem traktuje się ich jak kłamców,nieuków (bo moja racja jest najmojsza?),wreszcie chcących celowo dziecku zaszkodzić.Neguje się w ten sposób ich wiarygodność -zakłada nieuczciwość i doprowadza ich najkrótszą drogą do szukania innych wyjść -nie zawsze legalnych.Prawo jest im przyznawane tylko,kiedy o to walczą a i to nie zawsze.

Welcome to the desert of the Real, Neo. Jedni mają dowody, argumenty, zdrowy rozsądek i cały ten wielki gmach wiedzy (konstruowany mrówczą pracą!) po swojej stronie, a innym się wiecznie coś wydaje. Jedni mają rację, inni mają głębokie poczucie słuszności.

Przede wszystkim-zmuszanie kogokolwiek do czegokolwiek pod pretekstem jego dobra NIGDY nie oznaczało szczerych intencji.Przejmowanie odpowiedzialności za czyjeś życie było ZAWSZE domeną totalitaryzmu.Napoleon nie pytał ludu,czy chą być szczepieni.Tak samo Hitler.Podobnie i my nie jesteśmy teraz pytani (w większości).Powtórzę-jeżeli chcecie,żeby było dobrze,zatroszczcie się najpierw o miejsca pracy,o rozwój ludzi,o właściwą edukację,o zdrowe pożywienie,o takie prawo,aby każdy mógł mieszkać w godnych warunkach …wtedy nie będą już wam potrzebne żadne szczepienia,spadnie ilość pacjentów w gabinetach,spadnie też….o rany,spadnie zapotrzebowanie na farmaceutyki i w ogóle służbę zdrowia!No nie,co to,to za dużo…lepiej więc powiedzmy,że przejmujemy tę odpowiedzialność ( w takim razie odpowiedzcie za tyle ludzkich nieszczęść,fuszerek,kalectw-szczególnie nie ujętych w statystykach) i sprawa załatwiona.

Jakkolwiek byśmy nie lubili przymusu, nie da się ukryć, że jest on integralną częścią naszej cywilizacji. Chociaż można zastanawiać się, w jakich dziedzinach ten przymus powinien obowiązywać (liberał powiedziałby zapewne, że przymusu powinno być tyle tylko, ile potrzeba) i będzie to dyskusja w ramach racjonalnych ram, ale wyobrażenie sobie całkowitego jego braku jest równoznaczne z wyobrażeniem sobie totalnej utopii. Powrót na planetę Ziemia uświadamia nas, że przymus "dla naszego dobra" jest nie do uniknięcia. Płacimy w sklepach pieniędzmi, które narzuciło nam państwo. Z tychże samych pieniędzy finansowany jest zakup dóbr publicznych. Wysyłamy nasze dzieci do szkół, a sami pod przymusem ubezpieczamy się na starość. Mało tego, samo istnienie państwa i systemu prawnego jest przejawem przymusu. Totalitaryzm wyróżnia nie sam fakt stosowania przymusu, lecz maksymalizacja zasięgu jego stosowania. To częsty błąd internetowych mędrków, którzy zdają się zapominać, jak bardzo życie (i śmierć) w ustrojach totalitarnych różniło się od naszej egzystencji, jakkolwiek niekomfortowa, spaczona i pełna skaz by ona nie była. Co więcej, samo istnienie jakichś rozwiązań i stosowanie jakichś polityk w ustrojach totalitarnych nie przesądza o niczym. Jeździmy autostradami, które budował Hitler, jesteśmy adresatami kampanii antynikotynowych, które praktycznie wynaleziono w III Rzeszy.

Poza tym, to strasznie naiwny akapit. Człowiek, który odżywia się zdrowo, jest wykształcony i nie ma grzyba na ścianie, jest zapewne w ogólnym rozrachunku średnio rzecz biorąc zdrowszy niż śpiący pod przeciekającym dachem biedak w łachmanach. Dlatego też przeciętny Warszawiak jest zdrowszy niż, powiedzmy, mieszkaniec osiemnastowiecznego Londynu. Tylko, co z tego? Te znienawidzone farmaceutyki, których rzekomo nie potrzebujemy, są częścią splotu czynników, który wydźwignął nas ku światłu w bezprecedensowym tempie. Są rzeczy, które po prostu działają, nawet jeśli nie są bez wad.

Zanjomi pokazali mi nagranie programu z panią rozpaczającą,że jej dziecko nie zostało zaszczepione i zachorowało na chorobę niekoniecznie związaną w ogóle z danym szczepieniem.Pani była bardzo przekonana (intensywnie popierana przez założone świeżo stowarzyszenie proszczepionkowe),że to brak szczepionki spowodował chorobę jej dziecka.

Nie zostało powiedziane,jak wyglądało życie tej pani PRZED porodem,czy i jakie leki antykoncepcyjne brała,jak się odżywiała,jakie leki stosowała,w jakich warunkach rodziła,kto i jak przyjmował poród……Nie zostało powiedziane nic oprócz tego,że dziecko zachorowało,bo nie dostało szczepionki.Z oczywistych powodów nie zostali zaproszeni rodzice dzieci,które właśnie po szczepionkach zachorowały.

Potencjalnie wszystko może wpływać na wszystko, samo wyliczanie różnych czynników jest więc pozbawione sensu. Czy branie leków antykoncepcyjnych przed poczęciem dziecka może zwiększyć jego podatność na infekcje po urodzeniu? Nie brzmi to zbyt prawdopodobnie: infekcje, o których rozmawiamy i przeciw którym się szczepimy, powodują zarazki, czynnik całkowicie egzogeniczny. Ciężko znaleźć ciąg przyczynowo-skutkowy, który wiąże ze sobą gospodarkę hormonalną matki przed poczęciem i układ immunologiczny dziecka. Pomimo upartych starań altmedowców, żeby przerzucić całość winy na pacjenta (i to jest cecha, której autentycznie nie znoszę), rzeczywistość nie chce się zgodzić z tym postulatem. Czas pojąć, że świat jest wrednym, chaotycznym i nieprzyjaznym miejscem. Czasem wpada nam zarazek, czasem choroba genetyczna, a czasem przejeżdża nas rozpędzony pociąg. Kontrola i odpowiedzialność często są iluzją. Kosztowną iluzją, jeśli rezygnujemy z realnych rozwiązań.

Z drugiej strony, materiały propagandowe ruchu antyszczepionkowego nie pokazują ludzi, którzy uniknęli śmierci, kalectwa lub zwyczajnego cierpienia wskutek chorób, których zaistnieniu udało się zapobiec dzięki szczepieniom. Nie pokazują ludzi, którzy w poszukiwaniu alternatywnych metod leczenia zabłądzili tak daleko, że doprowadzili do śmierci swoich dzieci. Nie pokazują ludzi, którzy w czasach przed wprowadzeniem masowych szczepień „wzmacniali naturalną odporność” w bolesny sposób. Zbyt bolesny. Wszyscy mamy swoje małe grzeszki, nieprawdaż?

Tagi