from here to reality
czwartek, 19 stycznia 2012

Portal uraczył nas wczoraj artykułem o obecności zjawisk paranormalnych w życiu znanych ludzi. Tekst ten, będący luźnym zbiorem przyjętych bez krzty krytycyzmu anegdot, zaczyna się od następującego wyjaśnienia, dlaczego mamy owe anegdoty traktować poważnie i pochylić się na nimi ze szkiełkiem i okiem (albo otworzyć serce na tajemnicę przez duże "t"). 

Spośród różnych relacji o przeżyciach z dziedziny "zjawisk niewyjaśnionych" najbardziej interesujące są te, których autorami są osoby znane i popularne. Trudno bowiem podejrzewać, że zdecydują się one na podważenie swojego autorytetu poprzez opowiadanie bajeczek dla naiwnych.  

Taki krótki fragment, a tyle błędów logicznych? Wymieńmy i scharakteryzujmy je pokrótce:

  • Stawianie chochoła (straw man). Nikt rozsądny nie twierdzi, że znani ludzie opowiadają "bajeczki dla naiwnych", co oznaczałoby najprawdopodobniej, że ze złej woli wprowadzają w błąd tych maluczkich, którzy są im skłonni wierzyć z uwagi na pozycję, jaką zajmują. Coś widzieli, czegoś doświadczyli, wierzą w to, co widzieli i czego doświadczyli, ale mylą się co do natury tego czegoś. To naprawdę proste.
  • Fałszywa alternatywa (false dichotomy). Pomiędzy przyjęciem takich opowieści za prawdę, a odrzuceniem jako świadomych zmyśleń i kłamstw, są jeszcze inne możliwości. Holoubek, Reagan, Szaflarska i Piłsudski, wymienieni w cytowanym tekście, zapewne doświadczyli czegoś, czego nie potrafili wyjaśnić, a może nawet wierzyli w to, że byli świadkami jakichś zjawisk paranormalnych. Nie oznacza to jeszcze, że rzeczywiście mieli do czynienia z paranormalnym. Patrz wyżej. Od dłuższego czasu wiadomo, że nasze mózgi nie tyle budują obraz świata zewnętrznego taki, jakim on jest w rzeczywistości, ale również konstruują świat przedstawiony.
  • Argument z autorytetu (argumentum ad verecundiam). Z jakiegoś powodu mamy zeznaniom osób znanych przypisywać dużą wagę. Niestety, nie ma żadnego związku między sławą a posiadaniem kwalifikacji niezbędnych dla oceny zjawisk atmosferycznych i astronomicznych, psychologii, magicznych sztuczek, etc.

W wymiarze materialnym teza stawiana przez autora artykułu jest również kompletnie pozbawiona podstaw. Jeżeli historia może nas czegoś nauczyć, to tego, że błądzenie jest rzeczą ludzką, nieobcą nawet wybitnym naukowcom, mężom stanu, artystom, przedsiębiorcom, społecznikom. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy mamy w gruncie rzeczy ten sam aparat poznawczy, z tymi samymi niedoskonałościami i dziurami. Nie ma powodu sądzić, że znany aktor będzie w stanie rozpoznać planetę Wenus w otoczonym świetlistym halo, migoczącym obiekcie, który uparcie go śledzi znad horyzontu.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji tak oto gromi w "Gazecie Finansowej" zaczadzonych ideologią globcia eurokratów:

Unia Europejska idzie na wojnę gospodarczą z resztą świata, opierając się na paranaukowej hipotezie o efekcie cieplarnianym wywołanym działalnością człowieka. Jest to bardzo ryzykowne, zwłaszcza że już mało kto daje wiarę tej hipotezie, a jeśli nawet daje wiarę, to nie może potwierdzić skuteczności polityki wobec zmian klimatu, na której nie zyskuje ani klimat, ani człowiek, ani gospodarka.

I dalej:

Kryzys gospodarczy odwrócił uwagę także od faktu, iż właśnie wyciekła kolejna fala e-maili naukowców z Uniwersytetu Wschodniej Anglii, a więc ośrodka wysuwającego najbardziej alarmistyczne komunikaty nt. zmian klimatu. Zadziwia pozakulisowy brak zgodności, kontrastujący z dramatycznymi informacjami, którymi zasypywały nas media w ostatnich latach.

Ach, te odgrzewane kotlety. Swoją drogą, maile znowu wyciekły przy okazji szczytu klimatycznego. Gdybym był z innej formacji intelektualnej, dawno temu krzyczałbym o spisku i dziwnych koincydencjach.

Tomasz Teluk nie pierwszy raz kategorycznie wypowiada się na tematy, w których nie ma absolutnie żadnych kompetencji. Wywiad, którego Teluk w związku z promocją swojej książki udzielił "Rzeczpospolitej", skomentował kiedyś doskonaleszare. Na stronach rzeczonego Instytutu Globalizacji można znaleźć równie urocze przykłady odklejenia od rzeczywistości. Instytut Globalizacji wzywa do rewizji unijnej polityki klimatycznej używając m.in. takich argumentów:

Na jakich podstawach naukowych zbudowana jest narzucana światu polityka klimatyczna, skoro wiadomo, że podstawą do jej formułowania były fałszowane dane i ich interpretacja opierająca się na tzw. „politycznej poprawności”?
Jakie skutki przyniosła polityka klimatyczna w ostatnich latach, skoro niemożliwe jest do udowodnienia, że zmniejszenie emisji dwutlenku węgla przyczynia się do obniżenia temperatur np. w Afryce?

Dalibóg nie mam pojęcia, co interpretacja danych, które - nawiasem mówiąc - nie były fałszowane (te same dyrdymały IG powtarza w komentarzu do szczytu w Durbanie), ma wspólnego z polityczną poprawnością. A jakie skutki przyniosła polityka klimatyczna w ostatnich latach? Mizerne, m.in. z uwagi na krecią robotę ludzi formatu i pokroju Tomasza Teluka.

Jeszcze więcej przeinaczeń i dowodów jawnego nieprzyswojenia sobie podstawowych pojęć i rudymentarnych faktów zawiera raport na temat kosztów polityki klimatycznej. Czego dowie się z niego nieprzygotowany na dezinformację czytelnik (inna sprawa, że prawdopodobnie niewiele osób w ogóle to przeczytało)?

  • Istnieje jakaś "teoria efektu cieplarnianego", którą wymyślono w latach 90-tych (chyba w latach 90-tych XIX wieku).
  • Tomasz Teluk nie odróżnia efektu cieplarnianego od (antropogenicznego) globalnego ocieplenia. 
  • Nie ma konsensusu naukowego w sprawie AGW, w szczególności, że nikt w Rosji nie wierzy w efekt cieplarniany. Ci Rosjanie wiedzą, co potrafi zima!
  • Trend zmian temperatury się odwraca, a wkrótce czeka nas globalne ochłodzenie. Bo tak twierdził Zbigniew Jaworowski.
  • Petycję Oregońską podpisało 31 tysięcy naukowców. Co jest prawdą wtedy i tylko wtedy, jeżeli naukowcem, który ma się znać na klimatologii, jest np. lekarz albo posiadacz licencjatu z informatyki.
  • Styczeń 2008 roku był zimniejszy od wieloletniej średniej i w jakiś sposób unieważnia to wieloletnie globalne trendy.
  • "Niewygodna prawda" jest stekiem tak poważnych bzdur, o czym orzekł brytyjski sąd. Te bzdury to m.in. coraz większe dystanse pokonywane przez niedźwiedzie polarne w poszukiwaniu kry, atrybucja przyczyn topnienia lodowców na Kilimandżaro i wielkość wzrostu poziomu mórz. Are you fucking kidding me?
  • Jakiś facet został rzekomo zwolniony za bycie zwolennikiem AGW, pozwał swojego pracodawcę za dyskryminację z powodu wyznawanych przez siebie poglądów filozoficznych. Jest to dowód na to, że globalne ocieplenie weszło do kanonu politycznej poprawności. 
  • W Średniowieczu było ciepło, więc.

Szczerze powiedziawszy, trochę Tomaszowi Telukowi współczuję. Wydaje się być facetem wiernym swojej ideologii (widoczna na stronach IG uśmiechnięta twarz Ludwiga von Misesa van der Rohe świadczy o tym dobitnie) i przekonanym, że zieloni, różowi i czerwoni czyhają na wolność, wolny rynek, kapitalizm i polski węgiel. Chce mieć jakiś udział w debacie na temat polityk państwa i wpłynąć na działania podejmowane przez polskich polityków. Nie ma w tym niczego złego, mądrzy i poinformowani ludzie mogą się różnić w kwestiach, szczególnie takich, które wymagają stawiania sądów wartościujących. O tym, jakie działania w sprawie klimatu mamy podejmować i kiedy, można dyskutować.

Ale, na bogów, wypada znać jakieś fakty. Jakiekolwiek.

Chyba czas na nową kategorię wpisów na blogu: "Prezes X o globalnym ociepleniu."

poniedziałek, 09 stycznia 2012

Zupełnym przypadkiem trafiłem dzisiaj na taki oto komentarz prezesa Unii Polityki Realnej Bartosza Jóźwiaka (z wykształcenia jest on archeologiem) na tematy ważne i aktualne:  

W związku z niekompetencją naszych władz, Polacy zdecydowanie odczują w swoich portfelach skutki idiotycznej walki z tzw. ociepleniem klimatu (piszę tzw. gdyż dziś już tylko idioci, ludzie złej woli bądź nieuczciwi mogę jeszcze ten temat podnosić). Najwięcej zapłacimy oczywiście w cenie energii elektrycznej (to już ma miejsce), ale za chwilę dojdą też koszty wliczane w ceny biletów lotniczych.

W innym tekście ten sam autor tak sobie wyobraża przyszłość polskiej prawicy: 

Proszę się więc nie spodziewać, że konserwatyści w Polsce zaczną popierać aborcję czy opowiadać się za przywilejami dla mniejszości seksualnych. Nie będziemy także zdejmować krzyży, a globalne ocieplenie nie będzie naszym oczkiem w głowie, szczególnie gdy za oknem temperatury minusowe.

Ciekawe, co człowiek mający taką sieczkę w głowie może sobie myśleć o ekonomii... oh, wait. 

piątek, 06 stycznia 2012

Witam w dziewiątej edycji czytelniczych polecanek. Zebrane tutaj materiały obejmują okres od początku grudnia do początku stycznia. W związku z obsuwą, z której tłumaczyłem się w poprzedniej edycji, przerwa między kolejnymi polecankami jest relatywnie krótka. Ufam, że wkrótce polecanki znów staną się comiesięczną imprezą.  

Nauka / racjonalizm / sceptycyzm

Całun Turyński, solidny kawałek płótna, któremu w niektórych kręgach przypisuje się nadnaturalne pochodzenie, jest jak zombie. Co jakiś czas wraca z grobu, do którego składają go naukowcy (a to datowanie radiowęglowe, a to kontekst historyczny, a to przyznanie się do fałszerstwa). Oto kolejna nieudana próba wskrzeszenia Całunu. Oh, the irony. 

Omówienie artykułu z Physics Today, traktującego o podobieństwach między teorią antropogenicznych zmian klimatu a heliocentryzmem. 

O legendarnym yeti, himalajskim człowieku śniegu, słyszał chyba każdy. Ogromny, gęsto owłosiony humanoid, pozostawiający ślady, niejasne wspomnienia himalaistów i mocno podejrzane dowody rzeczowe (odchody, palce, skalp). Dominującą hipotezą wydaje się być ta, że mamy tutaj do czynienia z reliktową populacją gigantopiteka. Yeti najprawdopodobniej nie istnieje, podobnie jak jego północnoamerykański kuzyn (Wielka Stopa / Sasquatch), ale nawet gdyby istniało, raczej nie mogłoby być gigantopitekiem, jak się często w kryptozoologicznych kręgach twierdzi. 

Na koniec kapitalny artykuł z Playboya (sic!) poświęcony Neilowi deGrasse Tysonowi. Absolutnie nietuzinkowa postać, świetny mówca i popularyzator nauki. Po Internecie krąży mnóstwo nagrań jego wykładów i prezentacji, ja ze swej strony polecę dwa. Ten z TAM6: 



I rozmowę ze Stephenem Colbertem:



Sit down and enjoy the show.

Ekonomia / gospodarka / Krzysztof Rybiński

Zaczynamy od tematu, który wcześniej w zasadzie dla mnie nie istniał, mianowicie do wyboru publicznego pomiędzy bezpośrednimi transferami, a ulgami podatkowymi. Obydwa instrumenty nie tylko nie są ekwiwalentne pod względem kosztów budżetowych, ale są też zupełnie inaczej postrzegane przez beneficjentów. Ulg podatkowych często po prostu nie widać. Co więcej, wybór między bezpośrednim (transfer) a pośrednim (instrument podatkowy) wsparciem bywa często także wyborem sposobu dostarczania dóbr i usług. Rozpatrzmy np. odpisywanie od podatku dochodowego odsetek od kredytów zaciąganych na opłacenie studiów (mechanizm rynkowy) w kontraście do darmowych studiów finansowanych z podatków (dobro publiczne). 

Efekt? Beneficjenci publicznego wsparcia często nie zdają sobie sprawy z tego, że dostają pieniądze od państwa. Od czego zacząć? Może od tego tekstu, a potem szukać dalej. Tematowi "ukrytego państwa" poświęcono zresztą przynajmniej jedną książkę, która ponoć jest warta przeczytania. Szalenie ciekawy temat, chciałbym coś jeszcze kiedyś na ten temat napisać.

Jedno ze słów, które w ostatnich miesiącach zrobiło wielką karierę, to "bankructwo", używane w odniesieniu do państw, zwłaszcza niektórych europejskich. Należy tutaj ustalić jedną rzecz - państwa nie bankrutują w taki sposób, jak przedsiębiorstwa. Nie oznacza ono wyczerpania zasobów, za pomocą których byłyby spłacane zobowiązania. Nie oznacza też pojawienia się komornika i utraty suwerenności, aczkolwiek znane są wyjątki. Bankructwo państwa jest pewną decyzją polityczną, efektem wyważenia siły obywateli, nie godzących się na spłacanie długu w pełnym wymiarze, i (zagranicznych) wierzycieli, trzymających się swoich wierzytelności.

W tym kontekście pojawia się analiza ekonomistów Moody's dotycząca możliwości kontrolowania długu, mierzonej przez fiscal space (po polsku to będzie, hm, bufor fiskalny). Bufor fiskalny to różnica między bieżącym poziomem długu, a takim poziomem, jaki oznaczać będzie bankructwo, jeżeli nie zostaną podjęte kroki bardziej drastyczne od tych, jakie kiedykolwiek w danym kraju wykonano.  Okazuje się, że kilka państw nie ma już żadnego bufora i spaceruje "na ostrzu noża". Państwa to, surprise surprise, Grecja, Portugalia, Włochy, Irlandia i Japonia. Technicznie rzecz biorąc, mamy w tym gronie od jednego do trzech bankrutów i kraj, który na obsługę długu wydaje więcej niż zbiera z podatków. Należy przy tym zauważyć, że wynikanie nie zachodzi w drugą stronę - kraj, który nie ma bufora fiskalnego, nie musi koniecznie zbankrutować. Brak bufora oznacza sytuację, z której można wyjść, ale tylko przy użyciu nadzwyczajnych środków. 

Arcyciekawy raport EBOIR o trudnym wychodzeniu z kryzysu w byłych krajach bloku wschodniego i dawnych państwach ZSRR, od Armenii po Uzbekistan i od Słowenii po Rosję. Zreprodukuję jedną tabelę z niego:

Exposure to eurozone

Be afraid, be very afraid.

Małe interludium - krótki tekst o tym, dlaczego porównywanie statystyk między państwami bez sprawdzenia, czy są kompatybilne, może prowadzić do błędnych wniosków. Na przykładzie usamochodowienia USA i Niemiec.  

Blog finansowy Wall Street Journal przyjrzał się finansom Rona Paula, (paleo)libertariańskiego kandydata w wyborach prezydenckich w Stanach. Okazuje się, że Paul - jako jedyny z zasiadających w Izbie Reprezentantów - ma dość niekonwencjonalny portfel aktywów. Pozostali inwestują w sposób zrównoważony, trochę nieruchomości, trochę akcji, trochę obligacji i trochę gotówki. Paul ma zero w "typowych" akcjach i obligacjach, a prawie wszystko w nieruchomościach i akcjach kopalni złota i srebra. Jeden z analityków tak scharakteryzował takie portfolio: an extreme bet on economic catastrophe (...) half-step away from a cellar-full of canned goods and nine-millimeter rounds. Dziwnym nie jest, Ron Paul jest jednym z proroków hiperinflacji. 

Na zakończenie tej sekcji mocno pesymistyczne spojrzenie na Włochy, nie bez racji uznawane za największy problem strefy euro. Dlaczego pesymistyczne? Cóż, dodajmy do siebie: prawdopodobne obniżenie ratingów, problemy z utrzymaniem długu w ryzach, starzenie się społeczeństwa, zerowy wzrost gospodarczy w ostatniej dekadzie, systematyczny spadek konkurencyjności, beznadzieja w eksporcie. 

W nawiązaniu do poprzedniej notki informuję również, że eurozona zmierza w stronę recesji. Na potwierdzenie tego wpis z FT Alphaville o załamaniu akcji kredytowej w strefie euro. 

Polityka / inne

Dla osób ciekawych tego, co dzieje się na Węgrzech i dlaczego Budapesztu w Warszawie może życzyć sobie tylko urbanista albo inny architekt, dwa obszerne omówienia zmian prawnych i politycznych, jakie zaszły tam od ostatnich wyborów (1, 2). Mnie to zdziebko przeraża.

Esej z NY Review of Books na temat współczesnego reakcjonizmu i jego dwóch wariantów: odkupieńczego (redemptive) i uzdrawiającego (restorative). Ten drugi pragnie powrotu do ancien regime, do wyidealizowanej przeszłości, dawnych stosunków społecznych, praw i instytucji. Ten pierwszy wariant akceptuje nadejście nowego porządku i niemożność powrotu do przeszłości. Szansy na odwrócenie i odkupienie reakcjoniści tego rodzaju upatrują w kolejnej rewolucji, która zniszczy aktualny porządek i stworzy warunki dla nowego Złotego Wieku. 

CSI : Missisipi czyli studium przypadku na temat nadużyć w zeznaniach ekspertów sądowych, konkretniej, pewnego patologa, który co roku wykonuje 1,5 tysiąca (sic!) autopsji. 

Podsumowanie podsumowań

Na zakończenie - wybrane podsumowania roku 2011:

  • Rok w wykresach (wersja z Washington Post i z The Atlantic oraz The Economist)
  • Rok w obrazach, czyli trzy wpisy ze znakomitego fotobloga The Big Picture: 1, 2, 3
  • Rok brudnej energii w oczach redaktorów DeSmogBlog: 1, 2.
  • Pięć rozwikłanych w 2011 zagadek, przedstawia Center For Inquiry. 
  • Szesnaście odkryć naukowych 2011 roku, przedstawia io9. 
  • Skeptico wręcza po raz trzeci Golden Woos.
  • Ostatni w 2011 r. odcinek "The Skeptics' Guide to the Universe", poświęcony wydarzeniom mijającego roku i, przy okazji, funkcjonowaniu ich obwoźnej ferajny. 
Tagi