from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Najmniejsze zdziwienie świata

Wraz z zeszłotygodniowym obwieszczeniem GUS dotyczącym wzrostu gospodarczego w drugim kwartale bieżącego roku, polski świat medialny obudził się z graniczącym z przerażeniem zaskoczeniem, że oto mamy jakiś problem na zielonej wyspie. Tymczasem, jak zwykle, jest prawda czasu i prawda ekranu. Ta pierwsza zaś od paru miesięcy staje się coraz mniej różowa. 

Trochę na ten temat pisałem zresztą w grudniu zeszłego roku, wskazując na bardzo słabe ożywienie w Europie Zachodniej i pogłębiający się kryzys na Południu eurozony. Od tego czasu dostaliśmy pełne trzy kwartały dodatkowych danych makroekonomicznych, które wcale nie poprawiły obrazu. Dzisiaj już nawet Niemcy wyhamowują, nie mówiąc już o cieszącej się zerowym wzrostem gospodarczym Francji (na co autorzy komunikatów prasowych Eurostatu znaleźli piękny eufemizm: GDP remained stable in 1Q). Na peryferiach tymczasem trwa zjazd w dół, o Grecji już nawet nikt nie wspomina, Hiszpania wygląda jak jeden wielki clusterfuck, a cholera wie, co może wykluć się z Włoch. EBC nerwowo markuje kolejne działania, a konsensus na najwyższym w dalszym ciągu obraca się wokół procyklicznej polityki fiskalnej i doraźnego radzenia sobie z krótkookresowymi problemami. Spoglądając dalej - w Stanach dysfunkcyjny system polityczny na pewno nie pomaga w naprawianiu gospodarki, a o Chiny nawet nie pytajcie. To tyle, jeżeli chodzi o zewnętrzne uwarunkowania, mam nadzieję, że wróciliście z wakacji w dobrych humorach. 

Zacznijmy od obwieszczenia GUS, bo jest tam kilka fajnych rzeczy. Po pierwsze, można zauważyć, że od końca zeszłego roku wzrost nam wyhamowuje. Trzeci kwartał 2011 roku był ostatnim, kiedy wzrost mieliśmy jeszcze na przyzwoitym poziomie (ok. 4%), a od tego czasu systematycznie zjeżdża - licznik w ostatnim kwartale zatrzymał się na 2,4%. Po drugie, można spojrzeć na jego źródła, GUS bardzo rozsądnie podaje prostą dekompozycję wzrostu gospodarczego na główne składowe (wzrost konsumpcji indywidualnej i publicznej, inwestycje, spadek zapasów, eksport minus import), z której - pozbierawszy dane z kilku obwieszczeń z ostatnich paru lat - pozwoliłem sobie zrobić wykres. 

 wklady

Jeżeli kogoś interesuje wersja długookresowa (od 1996, bo tyle danych jest w Eurostacie), znajdzie ją tutaj (courtesy of Eurostat). Wielką Recesję suchą stopą przeszliśmy z dwóch powodów: dzięki tlącemu się popytowi wewnętrznemu i eksportowi, który w kluczowym momencie otrzymał porządny zastrzyk sił witalnych dzięki załamaniu kursu złotego. Przez kolejne dwa lata gospodarka rozpędzała się najpierw za sprawą polskiego konsumenta, a później wskutek inwestycji, które pod koniec zeszłego roku wyrosły na główny motor wzrostu. W ostatnim kwartale polska gospodarka mogła pochwalić się wzrostem tylko dlatego, bo eksport rósł dużo szybciej niż import. Dlaczego w takiej sytuacji Leszek Balcerowicz chwali kraje, które trzymają się stałego kursu walutowego i wcale na tym nie zyskują, nie mam pojęcia. Być może dla Leszka Balcerowicza wojna z inflacją, tak jak IIWŚ dla setek japońskich żołnierzy ukrywających się przez wiele lat na pacyficznych wyspach, po prostu jeszcze się nie skończyła. 

Ktoś mógłby zarzucić mi skupianie się na wzroście gospodarczym, którego sensowność jako wskaźnika poprawy dobrostanu społeczeństwa od dawna poddaje się w wątpliwość. Po pierwsze, odpowiem, że wzrost traktuję raczej jako symptom zjawisk zachodzących głębiej w gospodarce, a po drugie - na wzroście gospodarczym wcale nie poprzestanę. 

Możemy mniej więcej zgadnąć, co z wyróżnionymi komponentami będzie się działo w najbliższym czasie. Ze względu na chęć obniżania deficytu przez rząd, nie można spodziewać się istotnego wkładu wydatków publicznych. Cięcia obejmują też zresztą inwestycje infrastrukturalne (z drugiej strony, część z nich złapała opóźnienia, co może nieco wygładzić przejście), co dodatkowo negatywnie wpłynie na inwestycje w ogóle. In plus pozostanie eksport, ale wobec słabnięcia koniunktury u naszych partnerów handlowych, nie będzie tu cudu. Konsumpcja prywatna jakoś sobie będzie radzić, nawet w najczarniejszych miesiącach 2001 roku sobie radziła, ale wkład we wzrost gospodarczy nie może w takiej sytuacji być duży. Pogarszająca się sytuacja na rynku pracy zapewne też nie pomoże. Wciąż czekamy na najfajniejsze dane z rynku pracy za drugi kwartał, ale z innych źródeł wiadomo o wzroście bezrobocia. Tu jednak reakcje zachodzą z opóźnieniem i na rozwinięcie akcji należy poczekać. Wrócę do tego tematu w swoim czasie. W międzyczasie - trzy losowo wybrane wskaźniki koniunktury.

koniunktura

Należy zadać sobie pytanie, co z takim fantem może zrobić rząd. W teorii, istnieją dwie klasy instrumentów, za pośrednictwem których rząd może w krótkim okresie złagodzić naszą niedolę: polityka pieniężna i polityka fiskalna. Reformy strukturalne, do których wzywają ci sami komentatorzy, co zawsze, przynoszą efekty po latach. Dla tych, którzy woleliby, żeby rząd ogłosił samorozwiązanie i tym samym uwolnił z gospodarkę z pęt kapitału socjału, mam na szczęście dobrą wiadomość. Otóż, niewiele da się w tej chwili zrobić. W styczniu tego roku analitycy The Economist skonstruowali dla kilkudziesięciu wschodzących gospodarek ranking możliwości manewru, a Polska zajęła w nim ostatnie miejsce ex aequo z Egiptem i Indiami. Powody, dla których tak się stało, nie zmieniły się znacząco od tego czasu. 

Po pierwsze, jesteśmy blisko konstytucyjnego limitu długu publicznego - na tyle blisko, że skoordynowana interwencja NBP i BGK na rynku walutowym w ostatnim dniu pracy zeszłego roku miała zapewnić pozostawanie kursu złotego na poziomie, który sprawi, że zadłużenie zagraniczne nie będzie zbyt wysokie i nie wepchnie długu na poziom wymuszający natychmiastowe cięcia. Zniesienie lub podniesienie konstytucyjnego limitu byłoby jakimś rozwiązaniem, ale znalezienie większości parlamentarnej do zmiany konstytucji nie jest rzeczą łatwą. Ponadto, nie rekomendowałbym takiego kroku krajowi, który od 25 lat regularnie kończy rok z deficytem budżetowym (patrz wykres poniżej). Niezbyt ufam polskiej klasie politycznej. Plus jest taki, że Polska, jako kraj z własną walutą, cieszy się rekordowo niskimi kosztami obsługi długu publicznego, co jest miłym prezentem od losu. W efekcie, możemy spodziewać się raczej restrykcyjnej polityki budżetowej, ambitne plany rządu w tej materii są jasne jak Słońce.

deficyty

Po drugie, ramy, w których może poruszać się polityka pieniężna, są dość ograniczone. Głównym zadaniem polityki pieniężnej w Polsce jest dbanie o stabilność cen, zaś sprzyjanie wzrostowi gospodarczemu można przeprowadzić wtedy, gdy nie koliduje to z celem inflacyjnym. W tej chwili, wobec inflacji kręcącej się w okolicach 4% (powyżej 2,5% celu inflacyjnego), pokusa utrzymywania stóp procentowych na wysokim poziomie jest dość duża. Realna stopa procentowa, czyli różnica między nominalną stopą procentową a inflacją, waha się od dłuższego czas między 0 a 1%[1]. Co widać na wykresie[2]

stopy i inflacja

O tym jak poważnie widmo inflacji traktują decydenci polityki pieniężnej, świadczy niedawna podwyżka stóp procentowych, która zapewne wywołała wiele facepalmów, ale z pewnością nie pomogła gospodarce. Wobec zwalniającej gospodarki i spodziewanego zacieśnienia fiskalnego, właśnie poluzowanie polityki monetarnej byłoby sensownym krokiem. To się stanie, ale ciężko powiedzieć, na jaki kompromis zdecyduje się RPP i kiedy podejmie jakieś działania. 3,5 roku temu stopy procentowe poszły w dół o 2 punkty procentowe, dając gospodarce dodatkowy pozytywny impuls.

Nie zrozumcie mnie źle, nie roszczę sobie pretensji do przewidywania kryzysów, co niektórzy podnieśli do rangi sztuki. Nie cieszę się też z takiego a nie innego obrotu wypadków, bo wiem, że za cyferkami kryją się ludzie i że spowolnienie (nie mówiąc już o recesji) jest nam tak potrzebne, jak rybie rower. Nie będę się też cieszył, jeżeli bezrobocie skoczy do 15%, zobaczymy autentyczną recesję albo jeśli dojdzie do chaotycznego rozpadu strefy euro.  Przyszły rok będzie ciekawy, w zasadzie tylko tyle chcę powiedzieć.

A kiedy już świat wygrzebie się z tego bałaganu, a my razem z nim, może wreszcie znajdziemy czas, żeby porozmawiać o innych problemach, które powinny spędzać sen z powiek strategom. O pracy na śmieciówkach i jej konsekwencjach dla emerytur, etyki pracy, bezpieczeństwa socjalnego i takich tam. O śmiertelnym uzależnieniu naszej gospodarki od wyngla. O tym, dlaczego brak jakiejkolwiek polityki mieszkaniowej zapewni Polsce miejsce w każdym przyszłym podręczniku demografii. O dalekim od optymalnego systemie podatkowym i o systemie socjalnym, z którego proporcjonalnie bardziej korzystają bogaci. O emigracji - tej większej, na Zachód, i tej mniejszej - ze wsi do miast i z miast do Warszawy. I o Jezusie Ze Świebodzina, który jest misiem na miarę naszych możliwości

[1] - Czym jest realna stopa procentowa? Z oczywistych względów nikt jej nie obserwuje na bieżąco, oprocentowanie pożyczek i depozytów jest podawane w kategoriach nominalnych. Rozpatrzmy taką sytuację, to prościutka historyjka, proszę się nie śmiać. W roku t pożyczam na rok 10000 zł, oprocentowanie kredytu wynosi 5%, muszę zatem w roku t+1 oddać 10500 zł. Ponieważ jednak w gospodarce szaleje inflacja na poziomie 4%, ta sama suma pieniędzy jest po roku warta mniej, bo mniej można za to kupić (dla uproszczenia załóżmy, że ceny wszystkich towarów wzrosły). Mój pożyczkodawca zarobił ledwie 1%, a ja z kolei oddałem mu dług w "gorszym pieniądzu". Jeżeli moja pensja jest indeksowana o inflację, to już w ogóle pełnia szczęścia.

[2] - Wyjaśniam terminy, które mogą być nieznane. Inflacja bazowa to wzrost cen po odjęciu cen administrowanych i wpływu wzrostu cen energii i żywności. Stopa referencyjna NBP to najgłówniejsza ze stóp ustalanych przez RPP. Długoterminowa stopa procentowa to oprocentowanie dziesięcioletnich obligacji rządowych. 

poniedziałek, 03 września 2012, asmoasmo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/09/04 11:18:31
Dzięki za wpis. Fajnie, że przegrzebałeś trochę danych wychodzących poza perspektywę gazetową.
-
nachasch
2012/09/04 11:29:53
Dlaczego w takiej sytuacji Leszek Balcerowicz chwali kraje, które trzymają się stałego kursu walutowego i wcale na tym nie zyskują, nie mam pojęcia. Być może dla Leszka Balcerowicza wojna z inflacją, tak jak IIWŚ dla setek japońskich żołnierzy ukrywających się przez wiele lat na pacyficznych wyspach, po prostu jeszcze się nie skończyła.

To dewolucja. Gdy upadnie strefa euro, to zacznie wyznawać standard złota, a za 15 lat stanie się merkantylistą.

Po pierwsze, jesteśmy blisko konstytucyjnego limitu długu publicznego - na tyle blisko, że skoordynowana interwencja NBP i BGK na rynku walutowym w ostatnim dniu pracy zeszłego roku miała zapewnić pozostawanie kursu złotego na poziomie, który sprawi, że zadłużenie zagraniczne nie będzie zbyt wysokie i nie wepchnie długu na poziom wymuszający natychmiastowe cięcia. Zniesienie lub podniesienie konstytucyjnego limitu byłoby jakimś rozwiązaniem, ale znalezienie większości parlamentarnej do zmiany konstytucji nie jest rzeczą łatwą. Ponadto, nie rekomendowałbym takiego kroku krajowi, który od 25 lat regularnie kończy rok z deficytem budżetowym (patrz wykres poniżej).

Dlatego postuluję zaprzestanie emisji długu publicznego.
-
Gość: vasilisk, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/09/12 21:46:41
ergo socjalizm
-
nachasch
2012/09/13 21:43:09
@vasilisk
ergo socjalizm

Mniejsza o nazwę, realizacja ważniejsza.
-
dave8881
2012/09/14 18:56:37
zapraszam do mnie :)
grzywiasty.blox.pl
-
nachasch
2012/09/17 19:42:14
@dave8881
zapraszam do mnie :)

Odmawiam.
-
licorea_bart
2012/09/17 20:27:53
Ja poszedłem, haha, ten o ZUS znakomity, hehehe.
-
asmoasmo
2012/09/18 18:13:17
Mógłby wziąć udział w jakimś konkursie organizowanym przez FOR, prawda.

Jakby nie te niezamierzone lulzy, to bym skasował spam dave'a, ale jednak zostawię.
-
Gość: Pawel, *.scansafe.net
2012/12/11 14:23:04
OMG! Blog w klimatach bloga Barta! Hell yeah! I znów jest co czytać! Bart ma stagnacje blogonotkową, a tu co za niespodzianka! Pamiętaj jednak - patrząc w Otchłań, ona patrzy w ciebie ;-)

Pawel
-
Gość: Siły wewnętrzne, *.dynamic.chello.pl
2014/04/02 18:16:18
Świetny artykuł. Bardzo długo szukałem informacji na ten temat! Niby w epoce wszech obecnego dostępu do informacji to nie powinien być problem, ale gdy chodzi o artykuły naukowe wnoszące coś do szarej masy ciężko cokolwiek treściwego znaleźć.

Dlatego dobrze, że są takie blogi jak ten!
Dziękuje za pomoc i POZDRAWIAM siła!
-
2014/10/08 17:50:25
Ja ta osobiście również nie traktuję tych danych jako swoisty spoiler do wydarzeń ekonomicznych na świecie, bo po prostu są mi one zajome. Niemniej jednak cieszy fakt takiego a nie innego rozwoju gospodarki nad Wisłą :)