from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Tysiące, a nawet setki ciał na budowie metra

W polskim Internecie krąży plotka, jakoby na budowie II linii warszawskiego metra znajdywano setki zwłok (codziennie nowe), a następnie pakowano je na ciężarówki i wywożono na wysypiska śmieci bądź do utylizacji. Wszystko w głębokiej tajemnicy, bez informowania mediów, zgłaszania znalezisk odpowiednim służbom czy też wzywania archeologów (co jest standardową procedurą w takich sytuacjach). Krótko mówiąc, skandal, zezwierzęcenie, zbrodnia przeciwko ludzkości i czyste zło. Bloger Herbu Grabie aferę opisuje tak: 

Podczas budowy warszawskiego metra robotnicy codziennie odkrywają ludzkie szkielety i ludzkie szczątki w różnych fazach rozkładu. Ilość zwłok można szacować w setkach, nikt nie prowadzi dokładnej statystyki. Informacje te potwierdza pracownik nadzoru budowy pragnący zachować anonimowość. O znaleziskach tych nie są powiadamiane służby archeologiczne, a kości i czaszki ładowane są wprost na ciężarówki i wywożone na składowisko śmieci. Robotnikom nakazano całą sprawę utrzymywać w tajemnicy pod rygorem zwolnienia dyscyplinarnego. Np. bardzo płytko zaledwie pod warstwą asfaltu znaleziono kilka doskonale zachowanych zwłok, których wygląd świadczył na pochodzenie znacznie późniejsze niż druga wojna światowa.

I tyle, zero dowodów, zdjęć czy jakichkolwiek konkretów, które mogłyby przekonać czytelnika, że autor wie, o czym w ogóle pisze. Pozory sensowności ma temu nadać wzmianka o pragnącym zachować anonimowość pracowniku nadzoru budowy. Zastanówmy się, czy coś takiego jest w ogóle możliwe.

Po pierwsze, przy budowie metra wykonuje się dwa podstawowe rodzaje prac: drążenie tuneli i budowę stacji, wentylatorni i innych obiektów. Ta druga kategoria prac wiąże się na ogół również z przekładaniem wszelkiego rodzaju instalacji: kabli, kanałów, rur, kolektorów, węzłów i komór, co nieco powiększa obszar, na którym można znaleźć coś niespodziewanego. Przy drążeniu tuneli nie ma szans na napotkanie masowych grobów, bo drążenie wykonuje się na dużej głębokości, w utworach polodowcowych liczących wiele tysięcy lat, gdzie co najwyżej można trafić na szkielet mamuta. Warszawa to nie Ateny czy Rzym, które mają za sobą tysiące lat nieprzerwanego osadnictwa, a każda budowa to manewry w ruinach. Ponadto, tarcza mieli wszystko na swej drodze, miesza z chemikaliami i przenosi na taśmociąg, który przenosi urobek na zewnątrz. Przeoczenie szkieletu, nawet gdyby się jakiś pojawił, jest prawdopodobne. 

Jeżeli więc zwłoki są znajdywane, to na budowie stacji, tu bowiem można znaleźć największe powierzchniowo wykopy. Problem w tym jednak, że trudno również w taki scenariusz uwierzyć. Wszystkie stacje budowanego obecnie odcinka II linii powstają pod głównymi ulicami miasta lub pod ważnymi skrzyżowaniami centrum Warszawy, miejsca te praktycznie nie zmieniły się od czasu powojennej odbudowy Warszawy. Przed II wojną światową również były tam ulice, ewentualnie gęsta zabudowa. W czasie wojny ofiary grzebano, pamiętajmy, raczej w piwnicach, podwórkach czy skwerach, a nie pod ulicami. Jeżeli znajdowały się tam masowe groby powstańców, prawdopodobnie zostałyby znalezione w czasie powojennej odbudowy. Wszak szczątki, które po wojnie odnaleziono, zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarze. Jeżeli - jak twierdzi bloger - są to również ciała "w różnym stanie rozkładu" i znajdywane są ofiary zbrodni późniejszych niż wojenne, to trzeba sobie zadać pytanie, jak tam trafiły, dlaczego nikt nie zauważył i dlaczego właściwie państwo dysponujące suwerenną władzą nad tysiącami kilometrów kwadratowych lasów i pól zdecydowało się swoje ofiary pochować w centrum największego miasta, gdzie byle remont drogi może je odsłonić. 

Dalej, trzeba wziąć pod uwagę technologię, w jakiej wykonywane są stacje. Otóż, wygląda to co do zasady tak, że najpierw przekłada się wszystkie kolidujące instalacje, następnie robi mniej więcej dwumetrowej głębokości dziurę (tzw. wykop wstępny), a potem przystępuje do właściwych prac. Wielkie dźwigi na gąsienicach pracowicie spuszczają dziesięciometrowej długości gryzarki pionowo w ziemię. W tak powstałe szczeliny wprowadza się zbrojenie i zalewa betonem - oto ściany szczelinowe, z grubsza tożsame z bocznymi ścianami stacji i ich fundamentami. Następnie skuwa się część betonu z tychże ścian, łączy ze zbrojeniem stropu, zalewa betonem i dostaje strop. Na strop wjeżdżają koparki i wywrotki, pod strop wchodzą ekipy z młotami pneumatycznymi, spawarkami, spychaczami i minikoparkami. I wybierają ziemię z ogromnej komory stacji, co jakiś czas budując stropy kolejnych podziemnych kondygnacji, a na dnie - grubą płytę fundamentową.

Znalezisko z czasów najnowszych ma szansę pojawić się na samym początku, przy pierwszych wykopkach - tak, jak miało to miejsce na budowie stacji Rondo Daszyńskiego, kiedy to pod zerwaną jezdnią odkryto fundamenty przedwojennej fabryki. W innych miejscach trafiały się fundamenty przedwojennych kamienic, stare kanały, piwnice, nie mówiąc o niewybuchach z czasu wojny. Nikt z tego nie robił tajemnicy, wszystkie takie przypadki nieuchronnie czeka rozgłos. Szczątki z okresu wojny obecnie znajdywane są bardzo rzadko, ale nawet wtedy nie ma mowy o tym, co budowniczym metra się przypisuje. To jednak miało miejsce miesiące temu. Poszczególne stacje (za wyjątkiem Nowego Światu i części Świętokrzyskiej) są już na tyle zaawansowane, że etap, kiedy można było znaleźć coś, co pod ziemią znalazło się kilkadziesiąt lat temu (lub później), mamy już dawno za sobą. Kilkanaście metrów pod ziemią naprawdę nie ma masowych grobów. 

Wreszcie, desperackie machanie rękami nie unieważni faktu, że taki spisek wymaga zaangażowania kilkudziesięciu osób z różnych podmiotów (konsorcjum AGP, podwykonawcy, nadzór budowlany, być może nawet Metro Warszawskie i Urząd Miasta St. Warszawy). Dlaczego właściwie wszyscy mieliby milczeć, nie wiadomo. Groźba utraty pracy jest silnym motywatorem, ale trudno oczekiwać, że w każdym przypadku przeważy nad wyrzutami sumienia, wątpliwościami i zwykłymi ludzkimi uczuciami, jakie mogą mieć uczestnicy spisku. Dlaczego ktoś miałby to w ogóle zorganizować i ryzykować gigantyczną wpadkę, troskę prokuratora, łaskę sędziego i horrendalne kary, również nie wiadomo. Uniknięcie opóźnień jest pewnie jakimś wyjaśnieniem, ale bądźmy realistami. 

Reasumując, mamy wysoce nieprawdopodobną plotkę, którą nie poparto żadnym materiałem dowodowym. Myślę, że z czystym sumieniem można wsadzić to między legendę o czarnej wołdze, a bajania o zamachu w Smoleńsku. 

Last but not least, pozwólcie, że przedstawię Wam jednego z autorów plotki w pełnej krasie: 



Jeżeli nazwa użytkownika, który to tam wgrał, coś Wam mówi, to bardzo słusznie. Podlasie XXI wieku to oczywiście niezależny komitet wyborczy stojący za Krzysztofem Kononowiczem, a przemawiający na polowej konferencji prasowej jegomość to jego założyciel. To powinno powiedzieć Wam wszystko na temat wiarygodności autorów.

Zresztą, nawet Gazeta Polska Codziennie stanęła w tej sprawie po stronie rozumu. 

sobota, 25 sierpnia 2012, asmoasmo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/08/26 01:37:01
A Powiśle zalała ektoplazma.

Dobranoc.
-
venivid_i
2012/08/27 12:22:30
Bardzo dobrze napisana notka. Smutne jest tylko to, co wiemy juz zreszta od dawna: ilez to sie trzeba napracawac (czy chocby napisac), zeby odkrecic najdurniejsza nawet napisana kilkoma zdaniami plotke.
-
Gość: elf, *.static.espol.com.pl
2012/09/11 13:29:18
Ho ho, poseł Górski się zaangażował w sprawę: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,12461249,Mnostwo_szkieletow_na_budowie_metra___To_jakis_obled_.html