from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Bezsens bezsensu kontroli populacji

Ktoś może zapytać, dlaczego komentuję artykuł ze stycznia. Otóż wynika to z tego, że notkę zacząłem pisać jeszcze w pierwszej połowie stycznia, ale potem o niej zapomniałem. Enjoy.

Fronda w nowym roku zaatakowała takim oto artykułem obnażającym bezsens kontroli populacji, która jak wiadomo jest czymś z gruntu złym i niemoralnym, a ludzie ją promujący to banda zaczadzonych marksizmem kulturowym degeneratów. I pewnie nawet bym się tym artykułem nie zajął, gdyby nie jego wtórność i intelektualna miałkość. To chyba ta przysłowiowa słomka, która złamała wielbłądowi grzbiet. Sam tekst jest tłumaczeniem artykułu popełnionego przez tego pana, ale żadne to usprawiedliwienie, prawda? Podstawowy argument przeciw kontroli populacji wygląda tak (i jest to jedyny argument, jaki tam zobaczymy): 

Tymczasem, nie ma absolutnie żadnego związku między wysoką liczbą ludności a katastrofami czy ubóstwem. Zwolennicy kontroli urodzeń mogą oczywiście uważać, że ideałem jest Demokratyczna Republika Konga ze swoimi 75-ma mieszkańcami na milę kwadratową, podczas gdy problem stanowi Hong Kong, gdzie na analogiczną milę przypada 6500 ludzi. Tak się jednak składa, że dochód na głowę mieszkańca tego ostatniego wynosi 43 tysiące dolarów rocznie, zaś Demokratyczna Republika Konga jest jednym z najbiedniejszych krajów świata, z dochodem per capita wynoszącym 300 dolarów. Nie jest to w żadnym wypadku jakaś anomalia, gdyż inne najuboższe kraje są jednocześnie najsłabiej zaludnione.

To jest argument z kategorii "gdyby powodzie były problemem, to Sahara byłaby idealnym miejscem do życia", nie mówiąc już o tym, że to fragment zdania rozpoczynający się od "zwolennicy kontroli urodzeń" to zwyczajny chochoł. Bo czy ktoś na serio twierdzi, że Hong Kong jest przeludniony (akszli)? Pierwsza lampka, jaka zapala się przy czytaniu tego fragmentu dotyczy kontrastu między kategorycznością stawianej tezy ("nie ma absolutnie żadnego związku"), a uzasadnieniem, jakie tej tezie towarzyszy. Autor podaje dwa (słownie: dwa) przykłady, które mają taką tezę ilustrować. Tymczasem praktycznie od razu na myśl przychodzą Stany Zjednoczone, Kanada i Australia - trzy państwa, które bogactwo łączą z niską gęstością zaludnienia[1]. Przykładów gęsto zaludnionych i biednych państw też nie trzeba daleko szukać. Warto jednak zaprezentowaną tezę sprawdzić w sposób bardziej systematyczny. Rozpatrując cały świat i możliwie największą liczbę punktów danych, jaka jest zależność między gęstością zaludnienia, a (powiedzmy) PKB per capita? Sprawdzenie tego zajęło mi jakieś dziesięć minut, wyniki widnieją poniżej. 

density

Okej, jest delikatna pozytywna zależność, która całkiem nieźle wygląda tylko dlatego, że obie osie są w skali logarytmicznej (bez tego nic a nic byśmy nie widzieli). I faktycznie, ceteris paribus, im gęściej zaludniony kraj, tym zamożniejszy, zatem nie rozważamy tutaj tezy, która byłaby jawnie fałszywa. Co nie oznacza, że nie ma z nią innych problemów. Po pierwsze, zależność jest słaba. Po drugie, nie można wykluczyć, że ma ona czysto pozorny charakter, wszak pominięto całą masę czynników, które na bogactwo narodów wpływają (geografia, historia, klimat, ustrój społeczno-gospodarczy, instytucje, dobra lub zła polityka państwa), a o których długo by opowiadać. Dość powiedzieć, że dla każdego poziomu gęstości zaludnienia można znaleźć państwa, które dzieli przepaść. Każdą taką przepaść wyjaśnia splot wspomnianych czynników. Po trzecie, to tylko stopklatka, która nie uwzględnia gigantycznej dynamiki procesów, których kulminacją jest stan obecny[2].

Ale w idei, że gęstość zaludnienia ma znaczenie i sprzyja rozwojowi gospodarczemu, jest trochę prawdy. Przez znakomitą większość historii homo sapiens, wzrost populacji był jedyną oznaką rozwoju i jedyną konsekwencją postępu technologicznego (kłania się Malthus). Ponadto, im większa populacja, tym łatwiej znaleźć tam (na mocy prawa wielkich liczb) jednostki wybitne: wynalazców, odkrywców, naukowców, myślicieli, etc. Wyższa gęstość zaludnienia sprzyja intensywności kontaktów międzyludzkich (pamiętajmy, że liczba możliwych relacji między ludźmi rośnie wraz z kwadratem populacji). Wreszcie, najprawdopodobniej jest tak, że istnieje jakaś minimalna wielkość światowej populacji, która zapewnia wystarczającą podaż jednostek wybitnych i wystarczający popyt na określone dobra i usługi. To minimum już dawno temu przekroczyliśmy. Aby to dostrzec, wystarczy odnotować, że znacząca część populacji świata nie uczestniczy w globalnej wymianie wiedzy i technologii. Z punktu widzenia tego, co dzieje się w awangardzie, istnienie setek milionów wykluczonych biedaków jest nieistotne. 

Przechodząc do bardziej anegdotycznych argumentów, jeden z moich wykładowców zwrócił kiedyś uwagę na to, że utożsamienie "ludny czyli bogaty" miało mnóstwo sensu, np. w Starożytności czy w Średniowieczu. Wielki podział na bogatą Europę Zachodnią i biedną wschodnią był równocześnie podziałem na część charakteryzującą się dużą gęstością zaludnienia i sieci osadniczej i część, której puste przestrzenie opiewali poeci. Nie wnikam tutaj w kierunek przyczynowości, korelacja jest tutaj potężna. Dalej, większość z nas codziennie doświadcza korzystnego wpływu gęstości, mieszkając w miastach. Miasto, jako niemalże synonim cywilizacji, jest pomnikiem gęstości.

Ale wszystko to jest kompletnie bez znaczenia. Tak samo, jak zasadniczo nierelewantne są wyliczenia dotyczące tego, że na świecie ziemi uprawnej jest wystarczająco albo że światowa konsumpcja żywności per capita jest odpowiednia (tylko dystrybucja szwankuje). Przeludnienie, typowo rozumiane jako wielkość populacji uniemożliwiająca zaspokojenie podstawowych potrzeb ludzkich, nie jest problemem globalnym, tylko lokalnym[3], ale problemem pozostaje. Ujmując to najprościej, jak tylko można, są takie miejsca na Ziemi, których mieszkańcy nie są w stanie się wyżywić. 

Załóżmy, że jest tak, jak zapewnia nas autor i że możemy się wszyscy w każdym momencie wyżywić, jeśli tylko na całym świecie zapanuje kapitalizm przez duże "k". Kapitalizm z przyszłości (bądźmy hojni i załóżmy, że takie prosperity zapanuje w 2030) nie wyżywi ludzi, którzy głodują dzisiaj, nie wyżywi też za pięć lat dzieci, które mogłyby się nie pojawić, gdyby tylko ludzie mieli dostęp do antykoncepcji i wiedzę, jak jej używać. Zresztą, czy naprawdę mamy uwierzyć, że w warunkach komfortu ekonomicznego ludzie będą rozmnażać się w tempie obserwowanym obecnie? Jeżeli historia sytych społeczeństw Zachodu (i nie tylko) nas czegoś uczy, to tego, że przyrost naturalny wyhamowuje. Zjawisko to, dobrze poznane i obserwowane wielokrotnie i w różnych kulturach, nazywamy przejściem demograficznym

Last but not least, w podlinkowanym artykule bawi mnie przede wszystkim to, że cały ten wywód o Hong Kongu i Kongo ma się kompletnie nijak do wypowiedzi na temat przeludnienia zacytowanych przez autora. Tak, jak ja rozumiem problem przeludnienia, nie chodzi w nim o głód albo migracje. To są tylko symptomy, a problemem jest ograniczona pojemność planety i presja ekologiczna jaką stwarza systematyczny wzrost populacji. I te argumenty autor zresztą w pewnym miejscu przytacza, tylko po to, by kompletnie je olać i wypełnić wypowiedź nieistotnym porównaniem Hong Kongu do Antarktydy. Oczywiście, tylko część tej presji jest związana bezpośrednio ze wzrostem populacji, równie ważnym czynnikiem jest wzrost zamożności - wyobraźmy sobie, jak wyglądałyby nasze szanse na powstrzymanie globalnego ocieplenia, gdyby Chińczycy i Hindusi zużywali energię i surowce naturalne oraz emitowali gazy cieplarniane w takich ilościach (licząc per capita), jak Amerykanie. Horror.

Zauważmy jednak, że w takim razie na świecie jest nas tylu, że gdyby wszyscy byli w miarę zamożni i mieli zaspokojone nie tylko niższe, ale też wyższe potrzeby, w taki sposób, w jaki się je zaspokaja w krajach rozwiniętych, to świat byłby miejscem nie do zniesienia, a my bylibyśmy ugotowani. Skoro tak, to myśl, że może nas być za dużo, nie jest całkowicie niedorzeczna. 

A autor artykułu z Frondy? Not sure if dishonest or just stupid. 

[1] Ktoś może odpowiedzieć, że to bez sensu przykłady, bo to wielkie państwa, rozciągające się na całe kontynenty, więc trochę bez sensu porównywać. Ale jaki jest w takim razie - że odbiję zawczasu piłeczkę - odpowiedni poziom terytorialnej dezagregacji, żeby sensownie porównywać gęstość zaludnienia i zamożność? Granice państwowe są arbitralne, ale wyznaczają wspólnoty doświadczeń. Gęstość zaludnienia obydwu Korei jest dość podobna. 

[2] Jeżeli ktoś nie widział, to polecam ten wykład jako ilustrację tego, jak szybko i jak fundamentalnie pewne rzeczy mogą się zmieniać.

[3] Mam na myśli nie to, że tak rozumiane przeludnienie jest wyłącznie sprawą ludzi, których bezpośrednio dotyka. Wręcz przeciwnie. Lokalność oznacza tyle, że dotyka to pewien odsetek ludzkości na ściśle określonym terenie. 

poniedziałek, 09 kwietnia 2012, asmoasmo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
nachasch
2012/04/11 18:02:02
Jak depopuluje się Japonia.
-
Gość: login99195, 82.113.99.*
2012/04/13 09:18:41
Mam dużo do czytania, więc powiem tylko krótko: świetna notka.
-
Gość: hmmm..., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/04/18 17:17:35
Czy wiecie że ? - czyli mity które w nas wpojono...
MIT PIERWSZY : ZIEMIA JEST PRZELUDNIONA
Powierzchnia Europy stanowi tylko 7,5% powierzchni wszystkich lądów i liczy sobie 10.5 miliona kilometrów kwadratowych (to jest 10,500 miliarda metrów kwadratowych). Żeby jaśniej to zobrazować to - cala powierzchnia lądowa świata jest 14 x większa.
Gdybyśmy założyli że tylko 40% lądu Europy nadawało by się do zamieszkania (jeziora, góry, rzeki, bagna, inne przeszkody), to otrzymalibyśmy 2625 miliarda metrów kwadratowych ziemi nadającej się do zamieszkania w samej tylko Europie. Gdybyśmy ta powierzchnię podzielili po równo, czyli 50% na infrastrukturę, czyli firmy, sklepy, drogi, itd., a drugie 50% na zamieszkanie, to otrzymalibyśmy, w zaokrągleniu 1312 miliarda metrów ziemi, która mogla by być przeznaczona tylko pod zamieszkanie. Czy jesteście świadomi faktu, że okroiliśmy już Europę do jej 1/7 powierzchni ?? Tylko tą małą część przeznaczamy pod zamieszkanie !!
Spróbujmy teraz sprowadzić wszystkich ludzi z całej planety do Europy i ich tam osiedlić. Tak, żeby nie został ani jeden człowiek poza Europą. Załóżmy, ze na całym świecie jest nas aż 6 miliardów.
Jeśli ich osadzimy na wyznaczonym terenie, czyli 1312 miliarda metrów kwadratowych., to okaże się ze na każdego człowieka wciąż przypadać będzie 218.6 metrów kwadratowych !!!
Weźmy pod uwagę, ze nawet biorąc pod uwagę pewien procent samotników, to jeden teren jest zamieszkany co najmniej przez ok. 3 osoby, to okaże się ze powierzchnie ta można powiększyć 3x, czyli do prawie 655 m2.
PODSUMUJMY TO:
Gdyby cala ludzkość świata sprowadzić do Europy i osiedlić ja na 1/7 jej powierzchni, zostawiając wystarczająco miejsca na tereny niezdatne do zamieszkania i infrastrukturę, to na każdą rodzinę, od pojedynczej do wielodzietnej, przypadało by średnio 655 m2 ziemi.
Zaraz, zaraz.... Jeszcze raz !! Czy to oznacza ze możemy zmieścić wszystkich ludzi świata na 1/7 czesci Europy ???
TAK !!
A cała reszta świata była by wtedy kompletnie wyludniona !!! Przecież jest to wielkość całkiem niezłej działki pod zabudowę, wraz z pokaźnym ogrodem .... !!
TO GDZIE JEST TO PRZELUDNIENIE ?? NA CZYM ONO MA POLEGAĆ ??

-
Gość: hmmm..., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/04/18 17:18:37
MIT DRUGI : GŁÓD NA ZIEMI
Powierzchnia upraw zbóż tylko w Europie wynosi ponad 100 milionów hektarów (tylko w Unii Europejskiej - 58, 5 miliona hektarów). Jeśli każdy hektar da nam tylko 3,3 tony zboża rocznie, to każdy specjalista nam powie ze to jest relatywnie skromna ale bardzo realna wydajność Europejska. No ale dla pewności pozostańmy skromni. Wychodzi więc na to, że tylko Europa produkuje minimalnie ok. 350 milionów ton zbóż rocznie, a w przeliczeniu na kilogramy daje nam to 350 miliardów kilogramów zboża rocznie. Produkcja chleba redukuje wagę zboża do ok. 80% (z drugiej strony dodajemy tam inne składniki) - otrzymujemy wiec około 280 miliardów kilogramów chleba.
Załóżmy, że dalibyśmy każdemu człowiekowi na ziemi co najmniej po 1 kilogramowy bochenek chleba tygodniowo. Po za tym żywił by się ziemniakami, warzywami i owocami (a ryby i zwierzęta zostawmy na razie w spokoju). Pozwalało by to na pewno zaspokoić głód i żyć w całkiem dobrej sytości. Daje nam to roczne spożycie (52 tygodnie) na osobę - 52 kilogramów chleba na osobę. Żeby wyżywić cały świat, potrzebowalibyśmy wiec około 312 miliardów kilogramów chleba rocznie. Tylko w Europie wiec produkujemy już 90% zapotrzebowania światowego, a przecież mamy jeszcze ziemniaki, ryz, owoce i warzywa. Mamy bogata naturę...
Powtórzmy to jeszcze raz - tylko Europa produkuje 90% zapotrzebowania na chleb. Gdyby dodać do tego Amerykę północną, która produkuje dużo więcej jak Europa, to moglibyśmy wyżywić cały świat z zapasem i nikt nie musiałby być głodny. A przecież mamy jeszcze inne kontynenty... Mamy tez świetnie rozwinięty system transportowy na całym świecie - samoloty, statki, pociągi, barki, itd.
TO SKĄD TEN GŁÓD ??
Dlaczego w takim razie pozwalamy na to żeby miliony ludzi (w tym tez dzieci) na całym świecie umierało z głodu, w strasznych męczarniach ?
Czy naprawdę nie ma środków na pomoc biednym ?
Tylko 100 najbogatszych ludzi świata ma majątek większy niż budżet kilku Państw Unii Europejskiej !!! A to są tylko dane oficjalne. Możemy się spodziewać, ze mniej oficjalne dane są jeszcze bardziej szokujące.
My oddajemy średnio jedna trzecią naszych dochodów i nawet nie wiemy na co te pieniądze idą. Na budowę dróg ? Na system zdrowotny ? To czym w takim razie są podatki drogowe i akcyzy na paliwo ? Na co są te pieniądze wydawane ? Czym są ubezpieczenia zdrowotne (wliczone w pensje i płacone dodatkowo oddzielnie przez każdego z nas) ? Czy my w ogóle zdajemy sobie sprawę jak dużo płacimy rożnych pośrednich podatków ? Gdzie się te pieniądze podziewają ? Czy my w ogóle wiemy na co te pieniądze idą ? Czy ktoś kiedykolwiek, tak naprawdę się z nich rozlicza ? Akcyzy na towary spożywcze i używki na przykład ? Przecież to są setki miliardów rocznie... A gdybyśmy przeznaczyli te część z tych pieniędzy na pomoc w budowaniu infrastruktury w biednych krajach (nawadnianie, oczyszczalnie, miejscowa produkcja, szkolnictwo) to ludzie Ci, po jakimś czasie sami by mogli zadbać o swój byt. Pieniędzy i środków na pewno na świecie nie brakuje. Ile jeszcze bogatych krajów nie wymieniliśmy ? Ale tutaj jest dokładnie tak samo jak z terenami i żywieniem: 20% ludzi na ziemi bezmyślnie i marnotrawnie konsumuje 80% bogactw naturalnych i produkcji światowej.
Nie oglądamy się na resztę świata, według powiedzenia: czego oczy nie widza to serce nie boli. Poza tym przecież to rządy decydują o tych sprawach, prawda ?
No tak, ale to my ich przecież wybieramy..... i w nas uderzają efekty takiego postępowania !!
-
2014/01/17 08:31:48
Kontrolę populacji można porównać do biznesu, w którym wycena firmy jest ważniejsza od jej samej. Tutaj też liczą się tylko liczby, słupki i statystyki. A prawda jest, że kontrola populacji jest niebywale trudnym i delikatnym tematem, bo jak można narzucać ludziom jak liczną rodzinę mają tworzyć?