from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Konferencje, bajery, roadstery

Wczoraj rano przy śniadaniu wziąłem do ręki dwutygodnik "Show", z gracją słonia w składzie porcelany oprowadzający czytelnika po niezliczonych bankietach, pokazach, wernisażach, premierach i innych bezproduktywnych imprezach, które zaludniają nie tylko rozmaite sławy, ale także cała masa ludzi, których obecność w takich miejscach stanowi dla mnie zagadkę. Kim u diabła jest Marta Grycan? Albo Kate Rozz? Czy Borys Szyc dobrze się bawi w towarzystwie Dody? Jaki tatuaż ma nowy kochanek Jennifer Lopez, nawiasem mówiąc, prawie dwa razy od niej młodszy? Jakie buty ma Ilona Ostrowska i czy była w nich na ranczu? Co robiła noga Angeliny Jolie na gali oskarowej i czy berberyjski strój Jarosława Kreta jest protestem przeciw oskarowemu triumfowi Iranu nad Hollandią? Aż tu nagle ktoś, kto się wyróżnia z tłumu celebrytów na dorobku, celebrytów i celebrytów na emeryturze.

Enter Krzysztof Rutkowski.

Gdybym miał komuś ad hoc zorganizować zabawę w znalezienie jednego elementu, który nie pasuje, pokazałbym mu tę gazetę. Bo - BACH - na czterdziestej stronie spogląda na nas ogromna twarz polskiego Duke'a Nukema, Krzysztofa Rutkowskiego. A jest to postać z zupełnie innej bajki. Czerwony garnitur, rezydencja w stylu gołębiewskim, pistolet i ciemne okulary, prosto od Lance'a Armstronga. Oto redaktorzy "Show" postanowili swoich czytelników uraczyć wywiadem - laurką z najbardziej żałosnym ucieleśnieniem archetypu szeryfa, jakie w życiu widziałem. Wywiad ten charakteryzuje się tym, że w czytelnikowi bardzo szybko kończą się dłonie do robienia facepalmów i trzeba sobie radzić inaczej. Kto próbował walić w stół głową z założonym podwójnym facepalmem, ten wie, jaka to katorga.

Na rozgrzewkę dostajemy serię obciachowych zdjęć z lat 90-tych i jeszcze bardziej obciachowe zdjęcie Duke'a z bukietem goździków oraz masę mocno przesadzonych stwierdzeń na temat świata rzeczywistego (czytamy, że Rutkowski jest "mistrzem autopromocji", a "jego romans z zakonnicą śledzi cała Polska" - do tej ostatniej kwestii jeszcze wrócimy). Jaka więc jest historia Krzysztofa Rutkowskiego? Gdyby Orson Welles ożył i mógł nakręcić o film o detektywie Rutkowskim, to jaki byłby to film? Otóż, nie byłby to film, tylko serial rozpisany na sześć sezonów, trzy serie komiksów, figurki do zabawy i zestawy teflonowych patelni z autografem Rutkowskiego ("Idealne do odbijania kotletów i zakładników"). "Detektyw Rutkowski. Człowiek." to opowieść o miłości nie znającej granic i wstydu, niebezpieczeństwie zaglądającym sobie z przerażeniem w lustro i ciężkiej pracy i wielkich owocach. Ale przede wszystkim o miłości, na temat której Rutkowski ma sporo do powiedzenia: 

- Moje oko wybiera same najładniejsze [kobiety]. To oko jest dobre do strzelania i do wybierania kobiet. Zawsze celne.

- Co najbardziej lubi pan w kobietach?

- Dla mnie najważniejszy jest wygląd. Kobiecość zawarta w powierzchowności. Moja kobieta musi byc ładna. I szczerze mówiąc, te kobiety, które miałem, były ładne i fajne. Osoba, z którą jestem teraz, jest cudowna i przepiękna. Ale ważne jest i wnętrze - mądrość.

- Ważniejsza jest mądrość czy uroda?

- To musi być jedno i drugie. Inaczej kobieta jest na jedną noc. Bo jeśli kobieta jest tylko mądra, nie ma mowy nawet o jednej nocy. Kobieta musi mi się najpierw spodobać i wtedy jest bajera.

- Co to jest ta bajera? Jak pan to robi?

- Normalnie! Bajera! Wchodzę, patrzę i mówię: "Nie, ja nie wierzę, trzymaj mnie, bo zwariuję! Zakochałem się! Ja się z tobą ożenię. Jesteś piękna. Nie chcę pracować, nie chcę nic, tylko ty!" No i tak, piękne słowa... No, ale przychodził dzień następny: "Sorry bardzo, ale robota wzywa, muszę lecieć".

- To ile ich było?

- Chyba w setkach trzeba liczyć. 

Dobra bajera nie jest zła. Można próbować na Golfa dwójkę w pobliskim lesie (a jak kolega pożyczy, to nawet trójkę). Można też, tak jak Rutkowski, zgrywać skończonego palanta. Sprawdzić czy nie zakonnica. Tutaj trzeba nieco bardziej subtelnie, o co prowadzący wywiad nie omieszkał zapytać.

- Luizę poznał pan w niezwykłych okolicznościach. Była zakonnicą.

- Tak. Prowadziłem pewną akcję przy zakonie, a Luiza była tam w nowicjacie. Przechodząc obok mnie, filozoficznym językiem zwróciła mi uwagę, że można stosować inne metody niż te, które ja stosuję. Odpowiedziałem jej po swojemu, żeby raczej zaczęła się modlić za tego bandytę, bo spędzi w więzieniu aż pięć lat. 

Filozoficznym językiem? Biorąc pod uwagę poziom i styl wypowiedzi drugoobiegowego detektywa, Luiza mogła zauroczyć go takimi słowami i pojęciami, jak "praworządność", "humanitaryzm", "prawa obywatelskie", "dyplomacja" i "negocjacje".

W międzyczasie pada sakramentalne pytanie o Bonda, do którego Rutkowski jest często porównywany (bo między jedną a drugą strzelaniną jest w stanie poderwać nawet zakonnicę), a którego to pan Krzysztof, uważający się za konesera kina akcji, zasadniczo nie lubi. Jako znany pacyfista, negocjator i przeciwnik bezprawnego nadużywania siły zagranicą, zawsze dokłada wszelkich starań, żeby jego akcje nie wyglądały, jak ordynarne porwania wyjęte z jakiejś docudramy. Dziwi więc, że Krzysztof Rutkowski nie lubi filmów z Bondem, bo są sztuczne. W ogóle nie lubi, gdy jest dużo wybuchów, samochody fruwają, a ludzie się szczelają, bo to sztuczne i płytkie. Co innego np. "Metro strachu", tu jest "mocna psychologia". Wątek kina akcji kończy Rutkowski nastepująco:

Lubię też filmy, w których odnajduję siebie, np. "Misję" z Robertem De Niro.

Ani chybi odnajduje tam tę cząstkę siebie, która odpowiada za zapraszanie milicjantów na imprezy do domu i masowe dawanie policjantom z drogówki autografów. Albo tę, która wiąże się z jego wykształceniem (Technikum Mechanizacji Rolnictwa - pamiętajmy, że Jezus nie skończył nawet podstawówki). Widzicie, zupełnie jak De Niro w "Misji", Rutkowski potrafi sam sobie naprawić samochód i rozpoznać, kiedy mechanik go chce zrobić w ciula.

Pozostaje nam też cieszyć się, że mamy taki narodowy skarb. Drugi powód do radości jest taki, że - niczym w najpiękniejszych wizjach Dawkinsa - geny Rutkowskiego będą żyć dalej, propagować się i prześladować nas w mediach. Córka Rutkowskiego jakiś czas temu spaliła magazyn winogron, co detektywa Rutkowskiego napełnia niesamowitą dumą. On w jej wieku podpalał tylko siano (ciekawe, czy się zaciągał). Oto sztafeta pokoleń. Oto wzorzec z Sevres relacji córki z ojcem. A oto ja po przeczytaniu tego wywiadu: 

Niniejsza notka powstała na życzenie blogera Barta. Za udostępnienie egzemplarza "Show" dziękuję pewnej czytelniczce.

czwartek, 01 marca 2012, asmoasmo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
licorea_bart
2012/03/01 11:40:57
Bloger Bart dziękuje!
-
Gość: i.., 195.14.4.*
2012/07/20 15:05:30
świetny tekst!!