from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Dług jako wina

"Antropolog i anarchista" David Graeber we wstępie do swojej znakomitej książki pisze o dość symptomatycznej rozmowie, jaką zdarzyło mu się przeprowadzić z pewną młodą damą. Wyraziła ona pogląd, że długi należy spłacać. Niech Czytelnik zastanowi się nad tym zdaniem - mnie osobiście w związku z nim narzucają się dwie rzeczy: (1) to zdanie z pozoru wygląda na coś oczywistego i rozsądnego; (2) posiada wymiar etyczny. W takim ujęciu spłata długów staje się obowiązkiem moralnym dłużnika, choć na początku wcale tak być nie musiało.

Problem polega na tym, że takie postawienie sprawy niebezpiecznie przerzuca ciężar odpowiedzialności na dłużnika, pomijając rolę wierzyciela w tym układzie. Tymczasem, spłacenie długu nie jest obowiązkiem. Konstrukcja pożyczki (czy też jakiejkolwiek formy tworzenia długu) zakłada możliwość jej niespłacenia (całkowitego lub częściowego). Nazywa się to ryzykiem kredytowym. Każdy bank ma departamenty zajmujące się wyłącznie oceną tego ryzyka, które to departamenty mogą wprawdzie działać lepiej lub gorzej albo być w ogóle ignorowane przez kierownictwo, ale co do zasady istnieją. Dlatego właśnie kredyty są często wysoko oprocentowane, dlatego na stopy procentowe a narzuca się marże. Jeżeli ktoś brał kredyt mieszkaniowy, zapewne wie, jak to wygląda i co się dolicza do "gołej" stopy procentowej (WIBORu). Rozpiski, które przy tej okazji dostaje się z banku, potrafią być szczegółowe aż do obrzydliwości. Z podobnych powodów Provident pożycza na 20%.

Jeżeli w dodatku pożyczka jest z zabezpieczeniem, to o czym my tu w ogóle mówimy? Wtedy niezależnie od tego, co się stanie, wierzyciel otrzyma coś z powrotem. Może nie otrzymać wszystkiego, ale jakiś (kilkadziesiąt) procent wartości kredytu zostanie odzyskany, co wciąż stanowi więcej niż zero, przy założeniu, że cała transakcja odbywa się w praworządnym państwie. Nawiasem mówiąc, zdarza się i tak, że wartość odzyskana w razie upadłości jest większa od wartości pożyczki. Wtedy wierzycielowi opłaca się zmusić dłużnika do bankructwa. Ale to temat na zupełnie inną notkę.

To ciekawe, jak często zapominamy, że w tym stosunku są dwie strony: dłużnicy i wierzyciele. Każda ze stron ma swoje racje, swoje interesy i swoją pozycję negocjacyjną. Dwie strony, pomiędzy którymi powinna istnieć równowaga, kształt której wynika z tego, jaką mamy kulturę, jakie instytucje i jakie prawo. Tym z kolei w dużej części zawiaduje państwo, podejmując decyzje o charakterze politycznym na korzyść jednej lub drugiej strony. Z jakiego więc powodu tak bardzo faworyzujemy wierzycieli i glanujemy dłużników? Kiedy słyszymy o narastającym długu, niespłacanych pożyczkach i innych tego typu problemach, pierwszymi winnymi nader często są dłużnicy. Ci nieodpowiedzialni ludzie, którzy nabrali dużo pożyczek, którzy nierozsądnie zadłużyli się ponad miarę. Ci biedacy z niskimi dochodami, którzy zawsze powinni byli mieć zerową zdolność kredytową. Ten podobny do szarańczy konsument, który z kredytu finansuje swoją rozbuchaną konsumpcję, zapominając o protestancko-chińskiej cnocie oszczędzania.

Te rozważania wiążą się nie tylko z nieustającym, pełzającym i bardzo męczącym kryzysem greckim, ale również z takimi kwestiami, jak ruch OWS, skandal z przejmowaniem domów dłużników w Stanach (tzw. foreclosures) czy też z problemem długu generowanego przez pożyczki studenckie. To wiąże się też z tym, jak o tych kwestiach rozmawiamy i jak ustawiamy dyskusję. Nie zamierzam tutaj bronić Grecji, ten kraj nawet bez kolejnych rund wymuszonych z zewnątrz cięć budżetowych byłby w fatalnej sytuacji. Pamiętajmy jednak, że ktoś greckim rządom pożyczał na niski procent, chociaż nie istniał żaden realny powód, żeby Grecja była postrzegana jako równie wiarygodny partner, co Niemcy, Francja, a nawet Hiszpania. Nie były to krasnoludki, bo krasnoludki zapewne zajęte były rozmontowywaniem tych gałęzi tamtejszej gospodarki, które dzisiaj mogłyby pomóc krajowi wygrzebać się z gospodarczego kataklizmu.

piątek, 02 marca 2012, asmoasmo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ZielonyGrzyb, *.dynamic.primacom.net
2012/03/02 16:54:20
Bardzo dobry wpis. I bardzo istotny punkt, rzeczywiście często ignorowany w dyskusji na temat kryzysu (-ów?) finansowego (-wych?). Z drugiej strony, już parę razy spotkałem się z taką perspektywą - ze zwróceniem uwagi również na wierzycieli, nie tylko na dłużników. Głupio tylko, że nie pamiętam, czy o tym gdzieś czytałem, czy może słyszałem na zajęciach na uczelni;-)
-
2012/03/02 22:08:23
Gdyby Grecji pożyczać na wyższy procent niż Niemcom to jej sytuacja byłaby teraz lepsza?
-
phil_s
2012/03/03 09:26:23
@poziomka_vr
To może Grecja mniej by pożyczyła a wierzyciele więcej do tej pory odzyskali?

@notka
Bardzo fajna.
To co mnie trochę w całej sprawie Grecji irytuje, to jak często muszę tłumaczyć znajomym (przy różnych dyskusjach, nie tylko w Polsce) że a) bankructwo niekoniecznie jest dla Grecji najgorszym wyjściem i b) że nawet w przypadku bankructwa banki pewnie nie stracą wszystkiego co pożyczyły (a jeśli stracą, to niech mi tako rzekę).
-
2012/03/03 13:12:33
A Grecja pożyczała bo lubiła?
-
2012/03/03 14:14:09
Z drugą częścią zgoda, z pierwszą nie. Niezgoda dlatego, że "dług należy spłacać" sprowadza się do obowiązku prawnego, którego nieprzestrzeganie grozi określoną konsekwencją prawą. Dłużnik dostający pieniądze nie działa w próżni, a w określonym środowisku prawnym, które wpływa na to, czy dostanie pożyczkę. Dlatego łatwiej pożycza się Smithowi w USA, niż Smithowi w Somalii. Generalnie, im lepszy system realizowania zobowiązania, tym łatwiej o pożyczkę o tyle, że odpada/ zostaje zniwelowany problem niewypłacalności. Słowem,w kraju bez komornika za wiele pieniędzy się nie pożycza.

Zgoda natomiast, co do drugiej części notki. Typowym przykładem są niskie stopy procentowe na rynku subprime. Przecież Greenspan kierując się wolnorynkową idea samoregulacji był przekonany, że banki ze swoimi departamentami ryzyka same będą potrafiły udzielać kredytów w sposób odpowiedzialny, bo przecież Greenspan nikogo nie zmuszał do rozdawania kredytów NINJA. To zresztą bardzo zabawne, bo obrona polityki banków przy imperatywie samoregulacji, to coś jak obrona złodzieja, który zrzuca winę, na policjanta, że akurat odwrócił się w drugą stronę. No cóż, a może po prostu trzeba było nie kraść.
-
nachasch
2012/03/06 18:00:58
Czy słyszałeś już może o MMT?