from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Ożywienie na miarę naszych możliwości

W tym bałaganie tkwimy już ponad trzy lata (jeżeli liczymy czas od upadku Lehman Brothers), może cztery (jeśli liczyć od pęknięcia bańki na amerykańskim rynku nieruchomości). Czasami ciężko mi w to uwierzyć, ale wydaje się, jakby istniał już tylko kryzys. Kryzys, zaburzenia, turbulencje, spowolnienia i litania monstrualnych problemów. Istotna część mojego dorosłego życia przypada na tenże kryzys i, choć osobiście go nie odczułem (pomijając pieniądze, które w 2008 wyparowały z giełdy, zanim się zorientowałem, że to jednak nie jest "korekta"), ciężko niektórych rzeczy nie zauważać. W świecie, w którym żyje się od jednej sprzedaży rządowych obligacji do drugiej i od jednej publikacji danych statystycznych do kolejnej, w którym tysiące osób nerwowo wpatruje się w wykresy z Bloomberga, trudno o optymizm. Wszystkie osobom, które zażyczyły sobie życia w ciekawych czasach, chciałbym przy tym zapytać, czy są już zadowolone. 

Nie mam ambicji pisać wszechogarniających, kompleksowych esejów, do których dołączone byłyby przewidywania, rekomendacje dla polityków i takie tabelki, w których uwielbiają się zaczytywać ludzie uzależnieni od danych. Nie chcę też bawić się w Kasandrę, ta rola zarezerwowana jest dla Krzysztofa Rybińskiego i gości z ZeroHedge. Nie, żebym nie był pełen obaw. Wręcz przeciwnie, jestem kłębkiem nerwów. Paradoksalnie pomaga świadomość, że osoby w mojej sytuacji tracą raczej możliwości niż konkretny majątek. Ponadto, opinię pesymisty i panikarza mam w tylu miejscach, że tu nie będę dokładał kolejnej cegiełki do tego wizerunku. Nie napiszę więc o spirali zacieśniania fiskalnego i implozji zachodnioeuropejskiego systemu bankowego[1]. Zamiast tego, będąc uzależnionym od danych statystycznych cyfrojebkiem, ściągnąłem sobie trochę podstawowych danych i namalowałem kilka niezbyt wesołych wykresów obrazujących, jak wolno nasz region wygrzebuje się z kryzysu.

Wszystkie wykresy zrobiono na jedno kopyto - pokazują ewolucję realnego PKB lub zatrudnienia (w tysiącach osób) od początku 2008 r. do drugiego lub trzeciego kwartału bieżącego (2011) roku. Wartość w pierwszym kwartale 2008 to za każdym razem 100, więc ładnie widać, jak głęboko ktoś spadł w porównaniu do złotych czasów sprzed kryzysu. Na początek nasze bezpośrednie sąsiedztwo. W oczy od razu rzuca się to, że jeden kraj miał sporo szczęścia (w kategoriach PKB)[2].

PKB w V4

W zatrudnieniu widać zasadniczo tę samą historię. Nawiasem mówiąc, w omawianym okresie w Polsce wzrosła zarówno liczba bezrobotnych, jak i liczba zatrudnionych. 

Z Europy Środkowej przenosimy się na peryferia eurozony, które teraz pewnie zamieniłyby rekordową uwagę świata na własne waluty. Na początek PKB, potem zatrudnienie. 

 PKB na peryferiach strefy euro

Zatrudnienie na peryferiach strefy euro

Brak Grecji na pierwszym wykresie nie jest przypadkiem - skandal z fałszowaniem statystyk  mocno przetrzebił bazy Eurostatu. Co do reszty - tak właśnie wygląda stagnacja poprzedzona recesją. Tak też wyglądają zgruchotane rynki pracy (bezrobocie w Hiszpanii jakiś czas temu przebiło 20%). Czy dno zostało już osiągnięte? 

Tymczasem, duże państwa UE radzą sobie trochę lepiej, ale też bez rewelacji (a tu analogiczny rysunek dla zatrudnienia). Sprawdzić czy nie Niemcy. 

PKB w rdzeniu strefy euro

I na zakończenie, tragedia jeszcze większa niż peryferia strefy euro, czyli państwa bałtyckie. Ponownie, najpierw PKB, potem zatrudnienie. 

PKB w krajach bałtyckich

PKB w krajach bałtyckich

Powiedzmy sobie jedną rzecz od razu: skala recesji w państwach bałtyckich jest zatrważająca. To jest coś, czego Zachód nie widział od dekad i dla czego ciężko nawet w polskich doświadczeniach znaleźć odpowiednik[3]. Kraje bałtyckie są przy tym źródłem bardzo prostej, ale ważnej lekcji. Jeśli ktoś wskazuje na Łotwę czy Litwę i chwali wysokie tempo wzrostu gospodarczego dziś, nie należy mu wierzyć. Kilkuprocentowe wzrosty dziś są warte jeszcze mniej niż kilkunastoprocentowe spadki wczoraj, co wynika z tego prostego faktu, że zmniejszenie czegoś o x% i zwiększenie o x% nie daje wyjściowej wartości, tylko coś mniejszego. Co więcej, im niżej spadasz, tym trudniej wrócić na wyjściowy poziom. Na cyferkach - jeśli ktoś straci 50% swojego majątku, a następnie zwiększy to, z czym zostanie, o 50%, dostanie 75% tego, co miał na początku. 

Bajzel, w którym dzisiaj jesteśmy, polega m.in. na tym, że na rachityczny wzrost gospodarczy nałożyły się problemy z obsługą zadłużenia (które z kolei całkiem skutecznie zatruwają system bankowy). By zrozumieć, dlaczego z tej mąki może nie być chleba, warto rozważyć, jakie warunki muszą zajść, żeby kraj spłacał zadłużenie, mierzone stosunkiem długu do PKB. Otóż, saldo budżetu musi przewyższać koszty obsługi zadłużenia. Daje się to zapisać w formie równania (i jest to jedyne równanie, jakie zobaczycie w tej notce).

Symbole oznaczają kolejno: zmianę zadłużenia w relacji do PKB, nominalne oprocentowanie długu, stopę inflacji, realne tempo wzrostu PKB, zadłużenie w relacji do PKB i nadwyżkę pierwotną budżetu (przychody minus wydatki bez kosztów obsługi zadłużenia).

Najłatwiej zrozumieć to na cyferkach. Jeśli Włosi mają 2% inflacji, -1% wzrostu PKB i dług oprocentowany na poziomie 6%, to ich budżet musi mieć 5% nadwyżki pierwotnej, jeśli dług ma być trzymany w ryzach. 5% to dużo zwłaszcza w czasach recesji[4]. Nie da się tego osiągnąć bez bolesnych cięć, które z kolei na pewno negatywnie wpłyną na wzrost gospodarczy, przynajmniej krótkoterminowo. Konsolidacja fiskalna może mieć więc skutki odwrotne do zamierzonych. A priori można więc wyobrazić sobie sytuację, w której cięcia budżetowe skutkują wzrostem poziomu zadłużenia, a nie spadkiem[5].

Ciekawe, jak obecne czasy będą nazywać potomni. 

[1] Jeśli ktoś chce znać moje zdanie, to strefa euro nie przetrwa w obecnym kształcie, z Grecją i Portugalią w szczególności. Nie, nie gram na rozpad strefy euro, bo nie mam czym. Założyłem się z kolegą o flaszkę dobrej wódki (czytaj: nie Starogardzkiej), to jedyne, co mogę ugrać na takiej apokalipsie. 

[2] Konwencjonalna opowieść o tym, dlaczego uniknęliśmy recesji, jest zasadniczo prawdziwa. Relatywnie małe uzależnienie od handlu zagranicznego, płynny kurs walutowy, antycykliczna polityka fiskalna. 

[3] Ciężko oszacować głębokość recesji, w którą weszliśmy w 1989. EBOIR podaje wartości rzędu 10% i tego będę się trzymał. Spowolnienie z przełomu wieków jest dużo lepiej opisane. Wówczas wprawdzie spadku PKB nie było, ale w latach 1999-2003 straciliśmy 1,5 miliona miejsc pracy. Czyli 10%. Dziesięć procent. Na Łotwie bieżąca recesja "zjadła" 20% miejsc pracy. Pomedytujmy wspólnie nad tymi liczbami. 

[4] Z drugiej strony, rozważmy pewien środkowoeuropejski kraj, który ma trochę więcej szczęścia. Polska ma 3,5% inflacji, 4% realnego wzrostu, oprocentowanie długu na poziomie 6% i może sobie pozwolić nawet na konkretny deficyt budżetowy (upraszczając). 

[5] Nietrudno zrozumieć, dlaczego drugim ulubionym (zaraz po szaleństwach Republikanów) tematem Paula Krugmana jest austerity, czyli zaciskanie pasa. 

czwartek, 29 grudnia 2011, asmoasmo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: artiil, *.aster.pl
2011/12/29 23:02:19
Ale, ale: Starogardzka do nalewek idealna! :P
-
2011/12/29 23:12:23
Wykresy pierwsza klasa, według najwyższych standardów :)
-
asmoasmo
2011/12/29 23:18:39
@ artiil:

Hm, może. U mnie w rodzinie nalewki robi się wyłącznie ze spirytusu.

@ wooky:

No, ba.
-
Gość: artiil, *.aster.pl
2011/12/29 23:56:13
@nalewki: ja robię spirytus + wódka
@kraje nadbałtyckie: spotkałem się kiedyś z tezą, że za obecną sytuacją na Litwie i Łotwie, prócz kryzysu, winny jest liniowy system podatkowy. Czy taka teza jest w ogóle uprawniona?
-
asmoasmo
2011/12/30 01:27:01
@ artiil:

Chwilowo nie widzę, jak miałoby to działać. Nie, żebym uważał podatek liniowy za dobry pomysł, ale do wyjaśnienia przyczyn tak głębokiego kryzysu w tych krajach nie jest potrzebny. Wystarczy pęknięcie bańki kredytowej, kryzys bankowy i załamanie popytu wewnętrznego. Dość powiedzieć, że w szczytowej fazie boomu akcja kredytowa w państwach bałtyckich rosła w tempie 50-70% procent rocznie.
-
licorea_bart
2011/12/31 00:40:15
Tak czytam tę notkę, czytam i najchętniej to bym cię posadził na fotelu, wsadził ci między zęby kawałek drewna i zapytał głosem Sir Laurence Oliviera Is it safe?. Będzie lepiej? Będzie frank spadał?
-
asmoasmo
2011/12/31 13:48:51
@ licorea_bart:

Ja się spodziewam dalszego osłabienia złotego. No, ale ja jestem pesymistą.
-
2011/12/31 14:59:26
Ja tylko tak z okazji końca roku chciałem napisać, że zajebisty ten blogasek i razem z Trystero odwalacie kawał fajnej blogoroboty. Gratki.
-
asmoasmo
2012/01/02 15:23:13
@ maj.or:

Dziękuję za uznanie! Znaleźć się z Trystero w jednym zdaniu, to nie lada komplement.
-
2013/11/15 13:50:50
Ja popadłem właśnie w instant depresję, po tym jak uświadomiłem sobie, że cokolwiek byśmy nie robili i tak czeka nas opłacanie podatków, które gehenną jest - oczywizm. Pit za 2013 program mi na pewno pomoże wypełnić, bo inaczej będzie szła korekta za korektą :)