from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Wróżbita przepowiedział katastrofę smoleńską!!!

Dzisiejszy nius z czapy przypomniał mi, że na świecie istnieje - i ma się dobrze - zawód wróżbity. Oczywiście wiele osób zajmuje się przepowiadaniem przyszłości, mnie samemu zdarza się na podstawie matematyczno-statystycznego wudu formułować prognozy, które potem sprawdzają się lub nie. Jest jednak grupa zawodowa, która ciągłe mylenie się w tej materii zdolała podnieść do rangi sakramentu. Jak im się to udaje, wiemy nie od dzisiaj (ale w mediach mamy wciąż te same przykłady łatwowierności i pogoni za sensacjami). Jest kilka metod formułowania przepowiedni, których stosowanie gwarantuje przetrwanie na rynku i zabezpiecza przed publiczną kompromitacją:

  1. Po pierwsze, możemy trafiać w coś oczywistego. Po pierwsze, istnieje cała masa wydarzeń, które są dość częste w skali całego świata, kontynentu lub dużego państwa: trzęsienia ziemi, zamachy terrorystyczne, powodzie, anomalie pogodowe, susze, epidemie grypy, etc. Z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego są w gruncie rzeczy losowe, ale stawianie na nie to inwestycja obciążona niskim ryzykiem. Po drugie, można wykorzystać w jak największym stopniu wiedzę dostępną w momencie formułowania przepowiedni. Możliwości jest multum: zawsze znajdzie się ktoś znany, kto cierpi na przewlekłą chorobę lub jest po prostu mocno posunięty w latach; na scenie politycznej zawsze da się wskazać partię lub polityka o dużych szansach na sukces lub wysokim prawdopodobieństwie porażki; w piłce nożnej są zespoły, na które warto stawiać.
  2. Formułowanie dużej liczby przewidywań. Zasady są proste - przyszłość trzeba przewidywać często, chętnie i wszędzie, gdzie tylko się da. Im więcej przewidywań ktoś sformułuje, tym łatwiej w coś trafić choćby tylko przez przypadek (works for spaghetti). Wtedy można wybrać tylko te, które się sprawdziły, opowiedzieć o nich światu i liczyć na to, że opinia publiczna nie będzie pamiętać o tym, co skrzęnie zamiatamy pod dywan. W większości przypadków działa, bo ludzie są jednak omylni. W ten sposób od lat funkcjonuje legenda "śpiącego jasnowidza", Edgara Cayce'a, któremu generał publiczny przypisuje paranormalną wiedzę o Wielkim Kryzysie i II wojnie światowej, a nie pamięta, że Cayce wyśnił także odnalezienie Atlantydy i wykorzystywanie promieni śmierci skonstruowanych przez jej starożytnych mieszkańców.
  3. Unikanie konkretów. Jednym z największych grzechów, które może jasnowidz popełnić, jest podawanie informacji, które ułatwiałyby falsyfikację przepowiedni i, generalnie, jakiekolwiek wiązanie ich z rzeczywistością na stałe. Należy więc minimalizować liczbę szczegółów i maksymalizować liczbę sformułowań rozwadniających przepowiednię, takich jak "chyba", "raczej", "prawdopodobnie", "może", "jakiś". Najbardziej znany przykład to oczywiście Nostradamus, szesnastowieczny francuski poeta (polecam gorąco poświęconą mu książkę Randiego).
  4. Zostawianie sobie drogi ucieczki. Zastosowanie się do powyższych rad daje duże szanse na sukces, ale go nie gwarantuje. Nie każdemu dane jest przykucie uwagi mediów okrągłymi zdaniami, mglistymi przewidywaniami i oczywistymi trafieniami. Nie każdy ma wystarczająco dużo szczęścia. Można więc do przepowiedni dodawać furtki, które umożliwią zgrabne wykręcenie się od odpowiedzialności w razie, gdy jednak się nie uda trafić. Przykładowo: "Ziemi grozi katastrofa na niespotykaną skalę, miasta zostaną zalane, a z gór zejdą monstrualne lawiny. Jeżeli jednak ludzkość zacznie medytować nad tymi problemami, ocalenie będzie możliwe". W ten sposób można w praktyce uodpornić się na jakikolwiek test empiryczny i, przy odrobinie szczęścia, zyskać nieśmiertelność w panteonie jasnowidzów.
  5. Ogłaszanie przepowiedni post factum. To zresztą daje się bardzo łatwo wykryć. Jeśli przepowiednia jest pełna szczegółów i przyporządkowanie jej do rzeczywistego zdarzenia jest jednoznaczne, to najpewniej ktoś nas robi w konia i w jasnowidzący trans wpadł dopiero po ujrzeniu nagłówków w prasie.
  6. A gdy naprawdę brakuje pomysłów, można pokusić się o ordynarne oszustwo i przepowiednię nieudaną podmienić na udaną. W Internecie działa to szczegółnie dobrze, ale OIMW kogoś już na tym przyłapano.

Zobaczmy więc, które z w/w trików tym razem przyniosły wróżbicie powodzenie. Przepowiednia, która zdaniem samego astrologa miała się spełnić, brzmi następująco:

A kryzys zapowiadany jest nie tylko w horoskopie głowy państwa, lecz także w horoskopie prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Potężnie działający Pluton utworzy wtedy koniunkcje ze Słońcem, a Uran opozycję z Księżycem. (...) Postępujący upadek prezydentury będzie szedł w parze z pogrążającym się w chaosie Jarosławem Kaczyńskim. Świat bliźniaków runie jak domek z kart...

Nie wiem, jak czytelnicy, ale ja tu widzę przynajmniej dwie zastosowane sztuczki. Po pierwsze, pan Piotr Piotrowski pozostał wierny tradycji i nie podał praktycznie żadnych konkretów, które ułatwiłyby późniejszą weryfikację. Ta kwiecista ("świat bliźniaków runie jak domek z kart") przepowiednia znaczy tyle, co "Kaczyńscy będą mieli problemy". Do tego dałoby się dopasować masę wydarzeń i nawet, gdyby 10 kwietnia 2010 r. prezydencki samolot nie zostałby zestrzelony przez rosyjski promień śmierci, wróżbita mógłby odtrąbić sukces. Pomyślmy... pasuje zarówno porażka Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, jak i bliski kontakt PiS z dnem w sondażach, rozłam w partii, jakaś choroba prezydenta (o czym się przecież spekulowało w 2007 i 2008). Warto też zauważyć, że Piotr Piotrowicz przewidywał też wydarzenia o bardzo wysokim prawdopodobieństwie a priori. Spójrzmy na datę - to jest przepowiednia sprzed dwóch lat - nie trzeba było wtedy wielkiej mądrości i paranormalnych zdolności, by spodziewać się degeneracji PiS i kolejnego kiepskiego roku prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

Wreszcie, powyższa przepowiednia nie mogła być jedyną, którą Piotrowiczowi zdarzyło się wtedy wypowiedzieć. Nie mam przed sobą archiwalnego numeru Newsweeka, mogę więc tylko spekulować, ale kilkustronicowy wywiad z jasnowidzem nie wydaje się niczym nieprawdopodobnym. Duża ilość przewidywań? Bardzo być może. Możemy oczekiwać, że pan Piotr Piotrowicz zdołał już przez kilka lat (skoro dzisiaj można sięgać po przepowiednie sprzed dwóch lat, do dlaczego nie robić tego samego z jeszcze starszymi) swojej kariery sformułować tak wiele przepowiedni, że może w tej chwili przebierać w nich jak w ulęgałkach. Przepowiednie mają tendencję do akumulowania się wraz z upływem czasu.

I głosem wołającego na puszczy będzie zapewne utyskiwanie na ciężki przypadek portalozy w relacjonowaniu tej sprawy. Redaktor prestiżowego serwisu Deser.pl raczył bowiem zauważyć, że "w kontekście 10 kwietnia 2010 przepowiednia wydaje się być przerażająco trafna". Toż już lepiej ze sprawą poradził sobie redaktor z jeszcze bardziej poważanego serwisu Plotek.pl, który dostrzegł brak konkretów (ale żeby nie być posądzonym o sceptycyzm, dorzucił jeszcze typowe #prawdależypośrodku, że czas pokaże i tyle niewiadomych). No, ale od kogo ja wymagam?

wtorek, 28 grudnia 2010, asmoasmo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/29 22:30:16
"Potężnie działający Pluton"
Ciekawe jak astrolodzy poradzili sobie z deplanetyzacją Plutona.
-
licorea_bart
2010/12/30 09:01:14
Pluton to małe piwo. Słyszałeś historię o Wulkanie?

www.csicop.org/si/show/ghost_planet
-
asmoasmo
2010/12/30 10:45:54
@ dyslektyg:

Obstawiam, że dla nich to nie ma znaczenia. Pani Marysia na pewno by powiedziała, że w astrologii chodzi o synchroniczność, a Pluton krąży po nieboskłonie w sposób niezależny od tego, jak klasyfikują go amerykańscy naukowcy. To zaskakująco (jak na astrologię) rozsądny kontrargument i moim zdaniem deplanetyzacja Plutona nie może stanowić zarzutu wobec astrologii.

@ licorea_bart:

Phi, prawdziwi astrolodzy nigdy nie brali jego istnienia pod uwagę!
-
2011/01/03 19:15:08
"deplanetyzacja Plutona nie może stanowić zarzutu wobec astrologii"
Ale mi nie o to chodziło, ale o okoliczności w jakich to zaszło - odkrycie, że takich Plutonów to trochę jest.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że prawdziwych astrologów to nic nie może ruszyć. Istnienie czy nieistnienie Vulcana takoż.