from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Ukąszenie daenikenowskie

Kiedy opisywałem swoje pierwsze wycieczki w Otchłań, miałem wciąż z tyłu głowy myśl, że większą część omawianego okresu spina pewna idea, w owym czasie bardzo żywa w paranaukach, dziś raczej wzbudzająca więcej sentymentu niż kontrowersji. To paleoastronautyka, paranauka stara (krótki rys historyczny nakreśliłem w tej notce), a przy tym na tyle popularna, że ociera się o doświadczenie pokoleniowe. We think tanku parę razy o tym zresztą rozmawialiśmy, tamże pojawiło się "ukąszenie daenikenowskie" (stąd też tytuł niniejszej notki).

Daeniken i inni

Masówka DaenikenaNie jestem pewien, jak właściwie dzieła Daenikena znalazły się w domowej biblioteczce, przypuszczam, że zostały beztrosko zamówione z jednej z dwóch popularnych podówczas księgarni wysyłkowych (kolejny wynalazek radosnych lat 90-tych, który zmiotło nadejście Internetu). W każdym bądź razie, w pewnym momencie (był to mniej więcej ten sam okres, gdy próbowałem hodować mrówki) sięgnąłem po „Antycznych kosmonautów” pióra najsławniejszego szwajcarskiego hotelarza. Nie jest to z pewnością najbardziej znane dzieło Daenikena, ale nie mam większych wątpliwości co do jego reprezentatywności. 15 lat po ukazaniu się polskiego wydania książka prezentuje się wcale nieźle. Jest bardzo bogato ilustrowana, trzeba też zauważyć, że podpisy pod zdjęciami mają neutralny charakter i nie narzucają czytelnikom żadnej interpretacji (np. "również w Muzeum Egipskim w Kairze wystawiony jest model samolotu" lub "Czy Inkowie wykonywali modele samolotów i wysyłali je, za pomocą katapulty z gumową liną i rowkami, do chmur?"). Między obrazkami z kolei mamy to samo, co w każdej jego książce.

No, ale Daenikenowi wolno mniej, w końcu to człowiek, który praktycznie sam stworzył tę dziedzinę pseudowiedzy. Inni zwolennicy teorii starożytnych astronautów potrafili umieszczać w swoich książkach informacje o absurdalnym wręcz poziomie szczegółowości. Weźmy sobie na warsztat "Bogów nowego tysiąclecia" Alana F. Alforda. To prawdziwa perełka, a jej zaistnienie na rynku polskim zawdzięczamy wydawnictwu Amber, które najwyraźniej jest w stanie przetłumaczyć i wydać każdy bzdet (SRSLY, WTF & LOL WUT). Rzeczony Alford w oparciu o teksty sumeryjskie, Biblię, mity greckie i kilka innych źródeł zrekonstruował poczynania kosmitów, którzy w Starożytności niepodzielnie rządzili Ziemią. Oto kilka jego twierdzeń:

- 290 tys. lat temu wylądowali na Ziemi kosmici, zainteresowani przede wszystkim afrykańskim złotem; kiedy odechciało im się pracować, zatrudnili do tego homo sapiens - krzyżówkę siebie samych i miejscowych małpoludów;

- piramidy egipskie były elektrowniami, które pobierały wodę z Nilu, rozszczepiały ją na wodór i tlen, a następnie spalały wodór w tlenie;

- na szczycie każdej piramidy zamontowane było zwierciadło, które stanowiło ważny element systemu kontroli lotów kosmicznych;

- na Synaju znajdował się kosmodrom  i centrum kontroli lotów, które zostały całkowicie zniszczone atakiem atomowym;

- przyczyną upadku Sumeru była wojna atomowa pomiędzy dwiema frakcjami bogów i służącymi im ludzkimi państwami;

- kosmiczny teleskop Hubble’a służy do wypatrywania powracających bogów (nowe millenium, 2012, te sprawy);

Kim byli, skąd przybyli i kiedy powrócom bogowie?Pozostaje mi tylko żałować, że swój egzemplarz pożyczyłem koledze z klasy i nigdy nie odzyskałem. Kolega książkę pewnie sprzedał, a ja zostałem ze swoją zawodną pamięcią. Charakterystykę naszych kosmicznych stwórców, niuansów prowadzonej przez nich polityki i dworskich intryg, które doprowadziły ostatecznie do upadku ich władztwa, czyta się jak średniej jakości powieść s-f. Od Alforda dowiedzieć się można chociażby, kto z kim sypiał, jaki stosunek do ludzi miały poszczególne frakcje bogów – kosmitów, kto miał kompleks Edypa i kto w czym się specjalizował (no, więc Enki był genetykiem, Iszkur inżynierem…). A oblężenie Marduka w Wielkiej Piramidzie Cheopsa to już totalny odlot (jeżeli dobrze wszystko pamiętam, to wnętrze piramidy wygląda tak, jak wygląda, bo Marduk potłukł kryształy kontrolne i coś tam coś tam). I tak przez bite kilkaset stron. Nie szczegółowość rekonstrukcji budzi jednak największe zdumienie, a stopień antropomorfizacji rządzących prymitywnym człowiekiem kosmitów, którzy zasadniczo są ludźmi, ale bardziej zaawansowanymi technologicznie od nas.

To zresztą jedna z fundamentalnych cech paleoastronautyki: nauczający młodą ludzkość kosmici to w zasadzie ludzie. Pięknie to widać u Pająka, który swoim czytelnikom każe wyobrażać sobie ludzi z jakiegoś amazońskiego plemienia, załadowanych na statek kosmiczny i wywiezionych na odległą planetę, gdzie mają być przedmiotem wielkiego eksperymentu (ogród Eden to w rzeczywistości magnokraft typu K6). Takie postawienie sprawy ułatwia wiele, ale nie należy sądzić, że niezliczeni niezależni badacze dziejów ludzkości w pełni świadomie poszli na łatwiznę. Sokrates mawiał, że tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Jednym z podstawowych źródeł, na których twórcy paleoastronautyki od zawsze się opierali, są mitologie, a skoro zaludniający je bogowie mają ludzkie cechy, to nie ma się co dziwić, że paleoastronautyka, będąca w dużej mierze przefiltrowaniem starych mitologii przez aparat poznawczy człowieka epoki technicznej, cierpi na tę samą przypadłość. Śmiem twierdzić, że dzięki temu te opowieści są w ogóle strawne dla przeciętnego zjadacza pizzy.

Zdaniem Daenikena, to jest model samolotu

Szczepionka memetyczna

Daenikenowi z pewnością nie można odmówić pomysłowości, a przykłady wynajdywane na poparcie jego tezy (dość mgliście zarysowanej, trzeba przyznać) są ciekawe same w sobie. Skarb Templariuszy w Nowej Anglii? Megality? Palenque i Tiwanaku? Nie pomylę się wiele, jeżeli powiem, że dla większości czytelników Daenikena jego książki stanowią pierwszy kontakt z tymi tematami. Weźmy na warsztat jeden z tych przykładów. W naszych eurocentrycznych podręcznikach szkolnych kultury i cywilizacje prekolumbijskiej Ameryki nie zajmują zbyt wiele miejsca, a już na pewno nie ma czasu i możliwości, żeby omówić cokolwiek, co wykracza poza wielką trójkę cywilizacji (Azteków, Inków i Majów). I nagle wkracza tutaj Erich von Daeniken i zaczyna opowiadać całkiem fantastyczne rzeczy o cudach wybudowanych przez nieznaną cywilizację, która znała Tw. Pitagorasa i potrafiła roztapiać kamień. A jak nie Daniken, to Zecharia Sitchin, Graham Hancock czy inny Robert Bauval.

Wydaje się, że daenikenizm, szczególnie na tle wszystkich wariactw krążących na różnych poziomach Otchłani, jest stosunkowo niegroźny. Nie kopie dołków pod nauką jako taką i nie odrzuca jej metod, a raczej domaga sie uznania i chce się być częścią mainstreamu. Zresztą, wiele klasycznych paranauk to dyscypliny, które bardzo chciałyby zostać pełnoprawnymi naukami. Ich spojrzenie na metodę naukową może być beznadziejnie skażone, ale widać starania. W szczególności, zwolennicy teorii antycznych kosmonautów kochają empirię i dowodów szukają tam (pomimo tego, że przecież rozpatrują je na ogół tak, jakby istniały zupełnie w zawieszeniu), a nie w czanelingach i w swoim własnym pierdololo. Mimo wszystko, w paleoastronautyce prawda jest gdzieś tam i nawet, jeżeli jest to tylko pozór, czytelnik nie zdaje sobie z tego sprawy. Chociaż raz asymetria informacji wychodzi światu na dobre.

Atlantydzi to ziemscy kosmici

Tu dochodzimy do drugiej kwestii. W tym samym czasie równie wielką popularnością cieszył się drugi z wielkich nurtów, hm, alternatywnej archeologii, czyli poszukiwania zaginionej, zaawansowanej technologicznie cywilizacji, która istniała w czasach przedhistorycznych. Z wielu powodów można ją rozpatrywać razem z paleoastronautyką. Najlepszy jest chyba taki, że obydwie grupy badaczy na poparcie swoich wariackich tez mają te same argumenty i te same przykłady, popełniając tym samym te same błędy. I tam, gdzie jedni wstawiają kosmitów, inni chcą widzieć ocalałych mieszkańców Atlantydy, gdziekolwiek ona była. Łączy ich też zaprzeczanie „oficjalnej” wersji historii Starożytności, które czasami zaskakująco mocno wykręca się w kierunku rasizmu i pogardy dla możliwości intelektualnych i technicznych ludów starożytnych. Egipcjanie nie mogli zbudować piramid, Khmerowie nie mogli postawić Angkor Wat, twórcami megalitów nie są jacyś tam miejscowi, a Krzyżacy nie mieli szansy samodzielnie zbudować zamku w Malborku.

Z drugiej strony, idea, że w czasach przedhistorycznych istniała na Ziemi zaawansowana ludzka cywilizacja, też jest atrakcyjna. Pomijając to, że pasuje do faworyzowanej przez niektórych koncepcji czasu cyklicznego (all of this has happened before, all of this will happen again), ma w sobie coś romantycznego. W bardzo fajnej (mnóstwo odwołań do popkultury), choć kompletnie odklejonej od rzeczywistości książce Milosa Jesensky'ego (słowacki ufolog, kolega Roberta Leśniakiewicza i Fundacji Nautilus) pt. "Bogowie atomowych wojen", znajdujemy opis pierwszej ludzkiej cywilizacji, która po osiągnięciu dalekich planet Układu Słonecznego przechodzi wojnę domową lub staje do konfrontacji z przybyszami z dalekiego kosmosu. Najeżdźcy zostają unicestwieni, ludzkość cofa się do epoki kamienia łupanego, a nieliczni ocaleni rozpraszają się i niezależnie od siebie od nowa zasiewają ziarna cywilizacji. Po latach ludzie znajdują pozostałości gumowych węży od masek gazowych i nazywają je napletkiem Jezusa (nie żartuję, Jesensky naprawdę takie rzeczy opowiada). Piękna wizja, nieprawdaż?

Wszystko to być może, lecz ja to między bajki włożę. Wszystko, co wiemy o cywilizacjach technicznych, wskazuje na to, że ich zaistnienie wymaga dużej populacji, a człowiek w dużych ilościach ma tendencję to wpływania na środowisko i przeobrażania swojego otoczenia w skali przemysłowej. Innymi słowy, zaawansowana cywilizacja (ludzka lub zbudowana przez antropomorficznych kosmitów) zostawiłaby ślady, a niczego takiego nie znajdujemy. Nie ma pozostałości wielkich miast, nie ma śladów przemysłowego wydobywania surowców naturalnych, nie ma zatopionych statków, nie ma autostrad i tuneli w skałach, Ziemi nie okrążają sztuczne satelity sprzed tysięcy lat, nie odkopujemy artefaktów nie pasujących do oficjalnej wizji historii[1]. Zatem, owa cywilizacja albo nigdy nie istniała, albo została stworzona przez hipisów i musiała wyglądać zupełnie inaczej niż sobie to wyobrażamy (nie wiem, funkcjonowała w innej gęstości?)[2].

Takie niuanse umykały jednak nastolatkowi, którego napędzała chęć wyróżnienia się z tłumu[3]. I chyba tylko dobrymi intencjami mogę spróbować zmazać hańbę, którą się okryłem, gdy na lekcji historii wstałem i zacząłem opowiadać o prawdziwym wieku piramid egipskich, śladach erozji wodnej na Sfinksie, zaskakujących podobieństwach pomiędzy cywilizacjami Starego i Nowego Świata, zatopionym mieście u wybrzeży Japonii i bateriach znalezionych w Bagdadzie. Miałem doprawdy znakomitą nauczycielkę historii, anielsko cierpliwą, która dysponowała ogromną wiedzą. Usłyszawszy mój monolog, uśmiechnęła się tylko i zasugerowała, że prawda leży pośrodku. Nie leży, ale who cares?

Sceptycyzm jest czymś, co nabyłem później. Kiedy zostałem ukąszony, nie w głowie mi było poszukiwanie czegoś w rodzaju "Z powrotem na Ziemię". Hell, był pod reką Racjonalista.pl, który jednak często stymulował postawę typu "siłą własnego rozumu skruszę wszelkie przesądy" - a to jest droga na manowce. Pozostaje pytanie, które zadają sobie światli przedstawiciele ludu sceptycznego miast i wsi - czy zakażenie daenikenizmu było doświadczeniem kluczowym? Nie wiem, ciągle zbyt mało danych. Osobiście sądzę, że ukąszenie daenikenowskie jest przede wszystkim doświadczeniem pokoleniowym, choć ciekaw jestem, jak to wyglądało np. u dzisiejszych czterdziestolatków.

 

[1] – Powszechnie znane są artefakty "nie na miejscu" (out-of-place artifacts), ale wszystkie są wątpliwe lub wyjaśnione. Ich liczba jest też przeraźliwie mała. O tym, co za zaskoczenie, paranaukowcy nie wspominają, ew. uciekają w demaskowanie spisku. Tak, jakby w Area 51 była ukryta przed światem cała kolekcja młotków wydobytych z prekambryjskich skał...

[2] – Przyszło mi do głowy, że owo hipotetyczne Pierwsze Imperium mogło mieć technologię w stu procentach organiczną. Potem jednak sobie uświadomiłem, że to też musiałoby zostawić ślady w zapisie archeologicznym.

[3] - To nie jest tak, że się nie wyróżniam, takiej paskudnej gęby jak moja ze świecą by szukać, ale młodość wiąże się z aspiracjami, więc trzeba mieć też oryginalne poglądy, wiedzieć więcej, chcieć więcej, nie przestawać. Widziałem taką pretensjonalną sygnaturkę kiedyś.

niedziela, 21 listopada 2010, asmoasmo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/11/21 23:09:51
Ukąszony byłem w podstawówce i trzymało mnie tak do 13 roku życia. Wszyscy jesteśmy dziećmi bogów, Dzień w ktorym przybyli bogowie, Ślady istot pozaziemskich, i tak dalej i tak dalej. Chociaż nie wyszedłem poza Daenikena (oprócz naturalnie Lucjana Znicza i jego Gości z Kosmosu? z tą genialną okładką). Bo Daeniken jakby powiedział mi już wszystko, co tu dodawać. To takie oczywiste. No przecież. Dlaczego inni tego nie widzą? LUDZIE SPÓJRZCIE W GÓRĘ, TO SIĘ DZIEJE NA WASZYCH OCZACH.
Kluczem był kult cargo i opowieści o "boskich" konkwistadorach. Wiecie, jak to leci. To tłumaczyło naraz tak wiele, że to musiało być prawdziwe. No i było diabolicznie ciekawe, cholera, kult cargo jest przecież jedną z pięciu najfaniejszych rzeczy na świecie. I właśnie też dużo zdziałało to, że całe mambo-dżambo nie tylko było podawane z faktami, a je skubany wstrząsał i mieszał. Cholera, cytat "amicus plato sed magis amica veritas" łyknąłem od niego za pierwszym czytaniem i dalej go propagowałem. No tyle, że wg Daenikena Arystoteles mówił o Antlantydzie i że bronił jej istnienia, a którego Platon zaprzeczał.
No i właśnie propos propagowania, to ten cytat i inne umieściłem w swoim wypracowaniu na Polski. Nie mam pojęcia o czym miało być, ale napisałem o miejscu położenia Raju, który oczywiście był gdzieś w Bagdadzie czy gdziekolwiek. Napisałem o tym całym szicie polonistce, która swoją drogą była trochę hardkor katolicka. Musiałem szerzyć prawdę każdemu. Innym razem swoim kolegom na wakacjach całą noc opowiadałem o Barneyu i Betty Hill i ich porwaniu przez kosmitów, i jak Betty zapamiętała mapę gwiazd i w ogóle.
Do dziś mi to wypominają.
Wracając do. Inny trick, jakim mnie kupił, to Ezekiel i opis statku kosmicznego. Nie wiem, czy pamiętacie jego eksperyment. Jego kolega, profesor Łaciny, dał studentom do przetłumaczenia z ang na łac tekst zawierający nowoczesne słownictwo. Oni nie mieli słów, więc musieli kombinować. i OMG, WYSZŁO IM TOTALNIE JAK OPISY Z BIBLII. LUDZIE KURWA PRZECZYTAJCIE TO, BO ZARAZ NIE WIEM.
Milion rzeczy o tym mogę. To jedyny rodzaj mambo-dżambo, na jaki dałem się złapać (a wychowywałem się wśród tarotów, chinskich choroskopów, voo doo, feng shui, rąk, które leczą, homeopatii i kolumbisjkich szamanów) i zresztą tak do końca-końca, to mi pewnie nie minął.
-
adam_gliniany
2010/11/21 23:43:30
Moja kolekcja Daenikenów stoi dzielnie na półce od czasów końca podstawówki. Do tego jakieś (psujące tematycznie) analizy na temat Trójkąta Bermudzkiego i prześwietna pozycja Made in Bolanda "NIezidentyfikowane Obiekty Latające" (autora i wydawnictwo dopiszę jutro, teraz musiałbym budzić resztę domu). Do spółki z nabytym w tym samym okresie tomem Święcha "Klątwy, mikroby i uczeni".
To chyba przychodzi i odchodzi z wiekiem. No dobra, czasem nie odchodzi ale mnie przeszło.
-
asmoasmo
2010/11/21 23:58:04
@ fan-terlika:

Kluczem był kult cargo i opowieści o "boskich" konkwistadorach. Wiecie, jak to leci. To tłumaczyło naraz tak wiele, że to musiało być prawdziwe.

100% racji, panie komentatorze. Zupełnie zapomniałem o kulcie cargo przy pisaniu notki (a to przecież fundament daenikenizmu). Teraz wziąłem jedną z jego książek do ręki i są tam tak piękne przykłady, jak np. strój szamana przypominający skafander kosmonauty albo konstrukcje z Palenque podobne do anten radarowych. Zrozumienie, dlaczego to jest zły argument i dlaczego analogie generalnie nie służą do dowodzenia, zajęło mi trochę czasu. Wcześniej ten argument rozkładał na łopatki.

Wracając do. Inny trick, jakim mnie kupił, to Ezekiel i opis statku kosmicznego. Nie wiem, czy pamiętacie jego eksperyment. Jego kolega, profesor Łaciny, dał studentom do przetłumaczenia z ang na łac tekst zawierający nowoczesne słownictwo. Oni nie mieli słów, więc musieli kombinować. i OMG, WYSZŁO IM TOTALNIE JAK OPISY Z BIBLII.

Ej, jak się nazywa takie fallacy? To jest na pewno przykład nieprawidłowego odwracania implikacji, ale mam wrażenie, że jest jeszcze jakaś fajna nazwa na to.

Musiałem szerzyć prawdę każdemu.

Ja paru osobom opowiedziałem o napędzie magnetohydrodynamicznym, który sprawia, że ufa świecą!
-
licorea_bart
2010/11/21 23:59:57
Trzy słowa: ARNOLD MOSTOWICZ.
-
licorea_bart
2010/11/22 00:08:10
Bredzę, pozajączkował mi się z Lucjanem Zniczem :(
-
ausir
2010/11/22 00:10:30
U mnie ukąszenie zaczęło się w podstawówce od komiksów Polcha, a skończyło dopiero w liceum. Nauczycielom chyba nie głosiłem Prawdy, ale kolegom z klasy udowadniałem, że Jezus był kosmitą.
-
asmoasmo
2010/11/22 00:18:37
@ licorea_bart:

Ale Mostowicz też pisał o wizycie kosmitów w Starożytności. Mam w domu "O tych, co z kosmosu..." i to jest zupełnie inna kategoria mambo-dżambo niż Daeniken. Daeniken lubił ilustracje, wywiady z kolegami - ekspertami i takie tam. Dzieło Mostowicza udaje porządne pop-sci. Teraz wziąłem do ręki zakończenie i on tam uderza w takie patetyczne tony, że klękajcie narody.

@ ausir:

kolegom z klasy udowadniałem, że Jezus był kosmitą

Plejadianinem?
-
nachasch
2010/11/22 00:30:07
@ARNOLD MOSTOWICZ

Potwierdzam. Pożyczyłem od sąsiada "My z kosmosu" i do dziś nie oddałem.

@Robert Leśniakiewicz

Ten też ciekawy typ, na nieistniejącej już stronie ufo-internauci.pl jedo jordanowska organizacja miał niezły kontent daenikenowsko-ufologiczno-proekologiczny. Przenieśli się jakiś czas temu na onet:Centrum Badań Zjawisk Anomalnych. Teraz trochę ich przegięło konspiracjonistycznie w stronę mejstrimu Otchłani (linkowałem kiedyś od nich list prof. Majewskiej).

Nie mógłbym nie wspomnieć przy tej okazji o "Tajemniczych, złotych miastach" ^^

-
login99195
2010/11/22 01:23:59
A ja od dzieciństwa nie mogę się doczekać, aż ktoś wreszcie wykorzysta te klimaty w kinie. Właśnie coś w stylu wspomnianych przez ausira komiksów Polcha.

@"Krzyżacy nie mieli szansy samodzielnie zbudować zamku w Malborku"

Skąd to jest? Poczytał bym chętnie więcej na ten temat, bo też mam taką teorię otherland.blox.pl/2010/10/Grunwald-SF.html
-
zivilist
2010/11/22 08:17:47
Jako źródło dodałbym jeszcze dział "Nauka i SF" w Fantastyce, gdzie tez trafiały się takie tematy. Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie tekst "Czciciele chromosomów" (był w tym samym numerze, co "Droga, a której się nie wraca" Sapka) o tym, że Aztekowie (albo Majowie? Już nie pamiętam dokładnie) znali zaawansowaną genetykę.

A co do przekonywania do swoich racji, pamiętam jakiego solidnego wtfa zaserwowała nauczycielka fizyki w liceum puszczając na lekcji prodeanikenowski dokument, a później wygłaszając komentarz, że to wszystko bardzo prawdopodobne, że Starożytni by sami tego wszystkiego nie pobudowali, że mity to wynik zetknięcia się ówczesnych ludzi z eksperymentami genetycznymi itp. Pechowo trafiła na taki moment, że już wszyscy ludkowie w klasie zainteresowani tematem wiedzieli, że to mambo-dżambo.

@Lucjan Znicz
Czy ktoś wie ile było części jego "NOL"? Bo mam trzy i niejasne wrażenie, że kiedyś widziałem coś jeszcze.
-
pan_opticum
2010/11/22 12:02:40
Ja załapałem się dzięki artykułowi w "Resecie", o kosmitach u Majów. I był obrazek, że goście w hełmofonach są. Wiedzą tajemną podzieliłem się z tatą, który zareagował filozoficznym: 'a chuj ich tam wie". Ale książek Daenikena nie chciało mi się czytać.
-
asmoasmo
2010/11/22 12:53:22
@ nachasz:

Robert Leśniakiewicz to żywy przykład sensowności polsko-słowackiej współpracy transgranicznej w dziedzinie ufologii. Jego artykuły i książki o Tatrach są... orzeźwiające.

@ login99195:

Poguglaj za Jerzym Kijewskim. To jest człowiek, który twierdzi, że kilka tysięcy lat temu grawitacja na Ziemi gwałtownie osłabła, co umożliwiło stawianie wielkich budowli Starożytności niby z klocków, obrabianie kamienia jak plasteliny i takie tam. Wtedy powstały rzymskie drogi, megality, piramidy i zamek w Malborku. Niestety nie mogę znaleźć tego jednego artykułu, w którym było właśnie o Malborku.

@ zivilist:

Jeżeli wierzyć Biblionetce, to były cztery części "NOL".

Swoją drogą, Znicz zrobil mi kiedyś niezły mindfuck. Na początku znałem tylko "Osobliwości życia ziemskiego", taki bardzo przyjemny pean na cześć potęgi natury (np. o niespożytej energii niesporczaków). Dopiero potem dowiedziałem się, że pisał też o ufach i to była niespodzianka.

@ pan_opticum:

U Majów był jeszcze taki koleś na latającym motocyklu.
-
pan_opticum
2010/11/22 14:35:48
Hagrid.
-
zivilist
2010/11/22 19:34:06
@asmoasmo

Dzięki, dobrze pamiętałem. Jakoś mi gugiel nie przyszedł do głowy, nie spodziewałem się, że ktoś to jeszcze pamięta. Jego "Katastrofę tunguską" też czytałem.

@pan_opticum

Tak jest, z "Resetu" też sporo głupot dało się wyciągnąć. W pierwszym numerze o filmie z Roswell. Geez, parę lat byłem przekonany, że tam naprawdę ufitę kroili.
-
skanny
2010/12/12 12:59:16
Jakie czasy, taki Daeniken. Dość spory komć, ale imho temat usprawiedliwia grafomanię.

Facet nazywa się Nassim Haramein i jest mistrzem w dziedzinie "jak sprawić, by ludzie kupili moją największą bzdurę" - tak jak u Daenikena to wszystko u niego idealnie trzyma się kupy, "żeażnoprzecież".

Jak przystało na XXI wiek, facet zamiast na książkach skupia się na wykładach które później trafiają na DVD (od ~2005r) i akademię Youtube. Na początku był sam YT do tego wrzucony przez osoby "postronne", i wtedy Nassimowi wystarczył fakt posiadania jakiejś małej grupy wyznawców - więc o swój "imidż" i formę wykładu nie dbał jakoś wybitnie. To jest fragment (soczysty) sprzed ery DVD: www.youtube.com/watch?v=qGZsju3a_W4

Po tym fragmencie można by stwierdzić, że to standardowa, gadająca głowa z jutubików - błąd! W latach późniejszych facet najwyraźniej stwierdził, że trzeba rozwinąć skrzydła i w 2005 ukazuje się jego pierwsza prezentacja na DVD, która trwa około 5 godzin, a na dzień dobry wita nas napis:

"We encourage you to watch this DVD series in sequence with minimal time between each viewing to ensure continuity and maximum benefit. (...)" 5 godzin!? Czerwona lampka już na samym wstępie. Miałem wtedy dużo wolnego czasu i męczyło mnie ciągłe bombardowanie tym facetem przez "dyskutantów" na para-forach, więc któregoś dnia zanurkowałem w otchłań na to 5 godzin bez przerwy, i damn... W skrócie: jeśli kliknęliście w 1 link, to różnica w sposobie przekazywania informacji jest kolosalna - teraz Nassim zmienił sposób opowiadania na milusi aż do bólu ze śmiesznymi anegdotkami i w ogóle "kocham was, dziękuję że tu jesteście" (link do całych 5h - cz.1 www.youtube.com/watch?v=X5vLLhJQcVI )

Przez pierwszą godzinę dostajemy łopatalogiczne i milusie wyjaśnienia z dziedzin matematyki i fizyki kwantowej - coś a'la robota Michio Kaku. Z tą różnicą, że Nassim zbiera skrawki istniejących teorii i wtrąca co jakiś czas "wymyśliłem to w wieku 10 lat", "zażyłem tych szanowanych fizyków (ofcoz nie wymienianych z nazwisk)" etc. Generalnie genialne dziecko, do tego dzielące się tą wiedzą i "omg w końcu rozumiem!" - pacjent zaczyna go traktować jak "tego jedynego cool nauczyciela z liceum". W godzinie drugiej to samo, tylko temat zmienia się na budowę i działanie wszechświata - forma identyczna (czyli on na to wpadł, sam i całkiem sam). Po tych dwóch godzinach, pacjent jest cały jego - "dzięki ci genialny, dowcipny i jakże charyzmatyczny Nassimie za wyjaśnienie mi tych skomplikowanych rzeczy - teraz czuję się mądrzejszy". Od godziny trzeciej zaczyna się tsunami z otchłani - do końca w/w wykłądu jest właściwie wszystko: obcy, paleoastronautyka, kręgi w zbożu, templariusze, arka przymierza etc, wszystko podlane ostatnimi czasy trendy "Świętą Geometrią". A clue wykładu (spoiler!): obcy dawno temu przekazali nam święty symbol na którym opiera się cały wszechświat, a my zrobiliśmy z nim coś na kształt "miałeś chamie złoty róg". Co widz oczywiście łyka, bo jest tak dobrane, że idealnie pasuje z częścią pierwszą (na wzór daenikenowski). Co prawda co kilka minut (zdań?) facet sadzi babole które można zdebunkować w kilka minut googla - ot, choćby przykład z pierwszego linka (pre-DVD): nie wypalony laserem w granicie, tylko narysowany ochrą, nie kilka tysięcy lat temu, tylko w czasach starożytnych greków, i nie w jakiejś przez bobra zapomnianej i ukrywanej świątyni tylko w atrakcji turystycznej. Oczywiście to wszystko przy żartach typu: "a ci naukowcy myślą, że:(...), hihi *cała sala się śmieje w poczuciu oświeconej wspólnoty". Takie ściemo-kwiatki są aż do końca wykładu, ale target Nassima raczej nie zada sobie trudu sprawdzenia tych informacji, więc who cares? Będąc scepem i oglądając te 5 godzin pod rząd w pewnym momencie poczułem dawną ranę po ukąszeniu D. Oczywiście do czasu, aż zacząłem googlać - miałem nawet ochotę zrobić dogłębny debunk tego wykładu, ale uświadomiłem sobie, że wyszła by z tego książka (może ktoś się pokusi? :P)
-
Gość: N N, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/06/02 07:16:45
Te "gumowe napletki Jezusa" jak to odrobinę przekręciłeś to fragment pewnej książki SF o podróżnikach w czasie. Jest w dziele Jesensky'ego więcej takich artefaktów.