from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

My submarine is so full of eels

Bywa czasem tak, że nawet najlepsze chęci ekipy nie odmienią przeznaczenia filmu ufundowanego na bezdennie głupich pomysłach scenarzystów. Na kij efekty specjalne, na kij fajni aktorzy, na kij mająca trzymać w napięciu muzyka, na kij zwroty akcji. Nic nie uratuje filmu, opowiadającego o tym, jak to inteligentne węgorze elektryczne podgrzewają wody Arktyki, żeby podnieść poziom mórz i zatopić całą ludzkość. Nic.

Tematem dzisiejszych zajęć z filmów "tak złych, że aż śmiesznych" jest "Deep Shock" w reżyserii Philipa J. Rotha. Radzę zapamiętać to nazwisko, bo ten pan jest odpowiedzialny za bardzo wiele wątpliwej jakości dzieł (np. "Boa vs. Python") w pełni zasługujących na to, żeby znaleźć się w Bottom 100 na IMDb. Film został wyprodukowany przez kanał Sci-Fi (obecnie Sy-Fy). To kolejna informacja, którą warto zapamiętać, bo telewizja ta regularnie wypuszcza niskobudżetowe szmiry o krwiożerczych potworach (powiedzmy, gargulcach wskrzeszonych przez nazistów1, ja nie żartuję) i wziętych z czapy kataklizmach (weźmy na ten przykład zderzenie czarnego karła z Księżycem). Człowiek, który nie ogląda filmów lepszych, niż pięć gwiazdek na IMDb, musi o tym wiedzieć. Nadmienię również, że notkę tą piszę po raz drugi, pierwsza wersja została bowiem podstępnie zjedzona przez szatański pakt Opery i serwisu Blox.

No, ale ad rem. Oto na dnie morskim gdzieś pod biegunem utworzył się ryft, który podgrzewa okoliczną wodę tak mocno, że grozi to stopieniem lodu arktycznego i masą innych problemów. W jaki sposób miałoby się to właściwie stać, nie wiadomo, dna wszystkich chyba oceanów (włącznie z Arktycznym) mają swoje własne ryfty i nie zmienia to lokalnie temperatury wody na powierzchni i tuż pod nią. No, ale w imię dramaturgii można nagiąć sporo, a czasem nawet więcej (vide "Jądro Ziemi"). W każdym bądź razie nad sprawą ryftu radzą mądrzy ludzie w ONZ (no more "standing proud in complacency" attitude!) i wszyscy dochodzą do wniosku, że trzeba ryft zamknąć bombą atomową. I jak to zwykle w kiepskich filmach bywa, prawie wszyscy. W szacownym gronie mędrców zasiada pewna pani, która jest zdania, że tam dzieje się coś więcej i trzeba to zbadać. Oto ona:

O nie, nie pójdę na obiad do twoich rodziców!

Skoro już skończyliśmy kontemplować wyraz twarzy tej pani, może zostawmy na chwilę od razu nasuwającą się kwestie wykonalności takiego przedsięwzięcia (Jak długi jest ryft? Czy w ogóle można go zamknąć?) i zastanówmy się nad obrazem broni atomowej w popkulturze. Widzicie, atomówka jest dobra na wszystko. Dramatyczną decyzję o atomowym ataku wymierzonym w nienawidzących ludzkości kosmitów w "Dniu Niepodległości" podejmuje grany przez Pullmana prezydent. W innych filmach całe gigatony świecą w górę lecą w różne komety, asteroidy, meteoryty, Księżyc tudzież przelatującego w pobliżu Longcata. W jeszcze innych dobre bum pozwala pozbyć się paskudztwa, które nam tu i ówdzie bruździ. Co się robi z atomówkami w serialach, ach, w to nawet nie chcę wchodzić.

Ktoś mógłby zapytać, co to wlaściwie za problem, że lód arktyczny się topi. Teraz się to dzieje i nikt atomówkami nie szczela, więc o co chodzi? Ano, jeśli wierzyć ekspertom z filmu, to stopienie lodu w Arktyce i na Grenlandii spowoduje podniesienie poziomu mórz o 2 kilometry. Dwa kilometry. Ziemia po tym kataklizmie wyglądałaby tak, jak na załączonym obrazku i najpewniej nikomu nie byłoby do śmiechu, wszak na największym skrawku lądu siedzieliby Chińczycy.

Radzę zapiąć pasy, bo najlepsze dopiero nadejdzie. Dokładnie w chwili, gdy zostaje podjęta decyzja o domknięciu diabelskiej arktycznej szczeliny, podwodną stację obserwacyjną coś atakuje i wszystkich członków załogi zabija na śmierć (jak się jednak później okaże, cały sprzęt przetrwa atak w stanie idealnym). Szczęśliwie w czasie tej zdradzieckiej napaści na miejscu był kamerzysta telewizji Sci-Fi i w obiektywie uchwycił jednego z napastników.

Nieco inna scena, ale zawsze wyglądają tak samo

Biednych podwodniaków zaatakowały kilkunastometrowe węgorze elektryczne dysponujące całkiem niezłym zmysłem taktycznym i pejsami. A może to ja rzutuję swoje antyantysemickie obsesje na plastyczną przecież materię filmową. Może to mnie się już wszystko myli. Może to tylko kiepski sen? Niestety, nie jest to sen i po dramatycznej odprawie w kierunku bieguna odlatuje ekipa naukowców i wojskowych, by zbadać losy zaginionej stacji i rozwiązać problem. Wprawdzie elektryczne węgorze przepaliły wszystkim załogantom wszystkie obwody, ale maszyny są nietknięte. Wszyscy podziwiamy selektywność ataku i wyczucie. Przecież gdyby stacja nie nadawała się do pracy, to właściwi bohaterowie nie mogliby działać! Roboty bowiem huk. Najpierw trzeba wyjaśnić wszystkim, co się stało.

- Wyjątkowo duże i bardzo inteligentne węgorze elektryczne komunikujące się z Wszechświatem drogą radiową wymiotły za pomocą impulsu elektromagnetycznego załogę stacji, a w wolnym czasie pilnują rytfu, który same wykopały.
- Aha.

Też bym uwierzył, bo pani doktor ma w sobie to coś - możemy to tymczasowo i wyłącznie na potrzeby tego wpisu nazwać darem przekonywania. Dalej już akcja toczy się wartko i po znanych wszystkim torach. Z Nieznanym trzeba się najpierw porozumieć, co też ma miejsce. W ekipie jest były mąż, więc mamy podskórny wątek melodramatyczny (wydaje się, że bliskość węgorzy sprzyja pojednaniu). Jest tam też wredny zwolennik opcji siłowej, który na końcu ginie. Ostateczne rozwiązanie kwestii węgorzy odbywa się - jakże inaczej! - za pomocą atomówek. Tym razem węgorze padają pod ciosem atomowych potęg Ziemi, ale pani doktor znajduje dla nich bezpieczną przystań. Klisze, klisze, klisze, ale i tak jest bardzo fajnie. Naprawdę dobrze się bawiłem na tym filmie. A na zakończenie mój najukochańszy telewizyjny występ węgorzy (0:46).

 

 

1. Swoją drogą, to niezła ucieczka. Nie możemy sobie poradzić z faktem, iż takich potworności dokonywali ludzie tacy, jak my, więc dajemy im kły, pazury oraz skrzydła i każemy im być mitologicznymi bestiami. Ha, kocham psychologizowanie.

czwartek, 09 kwietnia 2009, asmoasmo
Tagi: Syfy

Polecane wpisy

  • Sharks on a plane

    Poprzednią notkę zakończyłem obietnicą rychłego zrecenzowania jednego z najnowszych produktów nieocenionej wytwórni The Asylum, filmidła o wielce poruszającym t

  • Bejzbolista na Uralu kontra wielki pyton

    Filmy, których fabuła sprowadza się do prostego schematu zjadania ludzi kolejno przez wielkie coś, pomimo tego prostactwa, bardzo lubię. Jest to produkt w wysok

  • Ćmy z kosmosu kontra Alex Krycek

    Jeśli dziś środa, to jesteśmy w Hollywood. Kto liczy na jakieś smakowite kąski dotyczące gwiazd kina i wielkich postaci służących X Muzie, ten się srodze zawie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: