from here to reality
Blog > Komentarze do wpisu

Ćmy z kosmosu kontra Alex Krycek

Jeśli dziś środa, to jesteśmy w Hollywood.

Kto liczy na jakieś smakowite kąski dotyczące gwiazd kina i wielkich postaci służących X Muzie, ten się srodze zawiedzie, bo niżej podpisany lubi raczej buszować w śmietnikach i suterenach kinematografii. Powiedzmy, że na blogu nigdy nie skomentuję filmu, ktory na IMDB dostałby więcej, niż 6 gwiazdek. Skoro znamy już nasze rules of engagement, to pora na pierwsze cudo z przepastnych lumpenzbiorów. Dziś na warsztat weźmiemy "Threshold" z 2003 r. W rolach głównych Nicholas Lea i jacyś inni aktorzy, których gdzieś tam widziałem, ale nie byłem nawet w stanie zapamiętać, gdzie. Zresztą, liczy się tylko Nicholas Lea (przyyyytuuul).

A to są grządki kapusty na Polach Katalaunijskich

Kto przeczytał wstęp, ten wie, że raczej tego filmu nie będę chwalił za nieszablonową fabułę. Kosmici chcą przejąć Ziemię na własność albowiem coś tam coś tam. Rekapitulując, tematem jest zuuuoooo w postaci wrednych insektów from ałter spejs. Że są to insekty from ałter spejs, jest dość sztampowe, bo w kiepskich filmach zło zakłócające nasz spokój i dybiące na nasze kobiety przybywa albo from ałter spejs, albo from de diip. A to jest, trzeba powiedzieć, kiepski film. Kosmonauta naprawiający teleskop Hubble'a dostaje się w tajemniczą brązową chmurę, która psuje mu skafander i lekko rani (fajne te skafandry, facet nawet odmrożenia nie doznał). Wszyscy myślą (w tym Krycek, który jest tam ekspertem od wszystkiego), że to zwykły meteoryt, dopóki ktoś nie znajdzie DNA, które pani entomolog - w tej roli ktoś tam ktoś tam, w każdym bądź razie jest wysportowana i ma głos jak moja uwędzona fajkami nauczycielka niemieckiego z podstawówki - indentyfikuje jako owadzie (coś a'la ćma). Mija parę dni, z biednego kosmonauty wykluwają się ćmy z kosmosu i zaczynają zarażać sobą ludzi, a ci zarażają innych i tak zagrożenie from auter spejs się rozwija.

Film ma wiele zalet. W pewnym momencie na scenę wkracza wojsko i... pozwala naszym bohaterom działać tak, jak wcześniej. Dziwne, bo z reguły wojsko nie pozwala bohaterom działać tak, jak wcześniej, przywozi własnych ekspertów i wszystko psuje, podczas gdy prawdziwi bohaterowie muszą na własną rękę walczyć z kosmitami / zarazą / komunizmem. Główny zły to pogardzany przez żonę i jej siostrę facet, którego kosmiczne ćmy pogryzły w trakcie robienia hamburgerów (on robił, nie ćmy) - cóż za przemiana! Cała akcja opiera się na relacjach międzyludzkich, efekty specjalne są ograniczone ledwie do wystających odnóży i tubki, przez którą kosmici się żywią.

Don't you wish your girlfriend was hot like me?

Kosmici mają też skłonności do zbierania się grupy i odprawiania jakichś modłów. Nie wiem, czemu skojarzyli mi się ze scjentologami. Z całą pewnością instynkt samozachowawczy i rozsądek u nich szwankuje.

We are the Borg!

Nie da się ukryć, że mogłem na początek poopowiadać o jakimś daleko bardziej kretyńskim filmie - tak, żeby nikt nie miał wątpliwości co do powagi tego blogaska. Jeśli Panowie Kobolu pozwolą, będą się tu pojawiać rzeczy zdecydowanie zasługujące na miano EPIC FAIL.

 

 

Enyłej, jeśli ktoś dotrwał do tego miejsca to "Threshold" oznacza 82 minuty znakomitej zabawy. Jeśli ktoś boi się owadów, znajdzie tu potwierdzenie swoich obaw. Jeśli ktoś nie boi się owadów, zobaczy, że faktycznie nie ma się czego bać. Trzeba bowiem się bać owadów z kosmosu, ew. fajtłapowatych mężczyzn z owadzimi odnóżami.

TL;DR: Szszsszszuuuuu! Fruuuuu! Khkhkhkhrrrrr! Aaaaaaach! BUM!

środa, 18 lutego 2009, asmoasmo
Tagi: badziewie Syfy

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: